Konopacka, rekord bij!

Halina Konopacka, lekkoatletka, dyskobolka, pierwsza mistrzyni olimpijska, poetka, malarka. Pomagała ewakuować polskie złoto we wrześniu 1939 roku.

Najbardziej lubiła lekkoatletykę. Na trening poszła namówiona przez koleżanki. Postanowiła wtedy spróbować swoich sił i wkrótce została jedną z najlepszych zawodniczek. Pierwszy raz wystartowała w zawodach w 1924 roku i od razu zdobyła dwa tytuły mistrzowskie: w pchnięciu kulą i w rzucie dyskiem. Została też wicemistrzynią skoku wzwyż. 

Reklama


Talent dyskobolki odkrył w niej ówczesny trener polskiej reprezentacji, Francuz Maurice Baquet. Podobno gdy pierwszy raz wzięła dysk do ręki, rzuciła nim dalej, niż wynosił ówczesny rekord Polski. Pierwszy rekord świata w rzucie dyskiem ustanowiła w 1926 roku, potem przyszły dalsze. Była ambitna i wytrwała, wiele wymagała od siebie. Szybko znalazła się pośród elity światowego sportu. W ciągu siedmiu lat dwadzieścia siedem razy zdobyła mistrzostwo Polski w różnych konkurencjach: siedem razy w rzucie dyskiem, pięć razy w pchnięciu kulą, dwa razy w rzucie oszczepem, raz w skoku wzwyż, w rzucie dyskiem i pchnięciu kulą oburącz. Była czterokrotną mistrzynią trójboju i pięcioboju, trzykrotnie wygrywała w sztafetach cztery razy sto i cztery razy dwieście metrów. W roku 1928 na mistrzostwach Polski wzięła udział w dziesięciu konkurencjach i w siedmiu stanęła na najwyższym podium.


 Wielokrotnie ustanawiała kobiece rekordy Polski: dziewięć razy w rzucie dyskiem, osiem razy w pchnięciu kulą, w rzucie oszczepem, w skoku wzwyż, w skoku w dal i w wielobojach. Polskę reprezentowała dwadzieścia trzy razy. Startując w krajowych mistrzostwach w 1928 roku w trzynastu konkurencjach - siedem razy zajęła pierwsze miejsce, cztery razy drugie i dwa razy trzecie. Zdarzało się, że w jednych zawodach startowała w trzech, a nawet w czterech konkurencjach.

  

Była ulubienicą publiczności i dziennikarzy, zachwycała publiczność nie tylko formą, ale też urodą i wdziękiem. Nazwano ją "heroiną stadionów świata, zdążającą swobodnie z miłym uśmiechem na ustach od zwycięstwa do zwycięstwa". (...)

W grudniu 1928 roku - najszczęśliwszego, jak sama powiedziała - wyszła za mąż za pułkownika Ignacego Matuszewskiego, posła RP w Budapeszcie, potem ministra skarbu, prezesa Towarzystwa Kredytowego, publicystę i naczelnego redaktora "Gazety Polskiej", miłośnika i znawcę sportu. Pisał także w "Przeglądzie Sportowym" i "Stadionie", należał do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. (...)

Gdy wojna wybuchła, rozpoczęła się akcja ratowania polskiego skarbu narodowego - czyli złota Banku Polskiego i walorów Funduszu Obrony Narodowej - aby nie wpadł w ręce Niemców. Kierował nią pułkownik Adam Koc, były oficer wywiadu i prezes Banku Polskiego, który formalnie objął stanowisko wiceministra skarbu. Zapadła decyzja o ewakuacji złota na terytorium Rumunii.


Koc sam miał wyjechać na Zachód, by negocjować pomoc finansową i wojskową, i zadanie to powierzył przyjaciołom z dawnych lat - byłemu szefowi wywiadu i kierownikowi Ministerstwa Skarbu pułkownikowi Ignacemu Matuszewskiemu oraz byłemu attaché wojskowemu w Tokio, ministrowi przemysłu i handlu, majorowi Henrykowi Floyarowi-Rajchmanowi. Wiedział, że są to ludzie energiczni, odważni, umiejący szybko podejmować decyzje i już sprawdzeni w trudnych sytuacjach. Matuszewskiemu towarzyszyła żona.

Nocą 7 września wyruszyła z Warszawy w kierunku Rumunii kolumna autobusów załadowanych skrzyniami z banku. Według kilku relacji jednym z autobusów kierowała Halina Matuszewska. Umiejętności nabyte w rajdach na pewno się przydały. Przedsięwzięcie obfitowało w dramatyczne wydarzenia i zbiegi okoliczności. Niemcy zbombardowali stację kolejową w Śniatyniu wkrótce po tym, jak złoty pociąg wyruszył stamtąd przez Rumunię do portu w Konstancy. Tu mieli załadować skarb na czekający na nich statek "Eocene", należący do amerykańskiej kompanii naftowej Socony Vacuum. Ładunek składał się z tysiąca dwustu ośmiu niedużych drewnianych skrzynek, ważących sześćdziesiąt kilogramów każda. W środku znajdowały się sztaby złota i worki ze złotymi monetami.


Jednak Niemcy grozili ostrzałem i w związku z tym część załogi zwyczajnie uciekła. Matuszewski polecił wypłynąć i wziąć kurs na Stambuł bez świateł oraz sygnałów. Udało się. Ambasador Polski w Ankarze Michał Sokolnicki miał załatwić transport złota drogą lądową przez Syrię do Libanu. Jednak Turcy za przejazd przez ich terytorium zażądali trzydziestu tysięcy dolarów. Ambasada nie dysponowała taką kwotą, a Matuszewski odmówił spieniężenia części skarbu. Pieniądze wyłożył Amerykanin - Archibald Walker, reprezentujący w Turcji Vacuum Oil Company. Z Libanu trzema jednostkami francuskiej marynarki wojennej polski skarb popłynął przez Morze Śródziemne do Francji. Piątego października zawinął do Tulonu.

Mimo brawurowo przeprowadzonej akcji i wywiązania się z powierzonego zdania, Matuszewski, jako dawny zwolennik Piłsudskiego, został odsunięty od polityki i spraw kraju. Do wojska też go nie przyjęto. Wskutek intryg i bezpodstawnych donosów nieżyczliwych osób doznał wiele niechęci ze strony otoczenia Sikorskiego. Zarzucano mu między innymi "bezprawną wymianę złotych polskich na walutę" oraz to, że przewoził na koszt Banku "osoby postronne" (swoją żonę i Floyara-Rajchmana) i zbyt hojnie wydawał pieniądze z kasy państwowej - między innymi chodziło o proszki od bólu głowy i lemoniadę dla tragarzy przeładowujących złoto.

Po kapitulacji Francji Matuszewscy uciekli do Hiszpanii i tam ich aresztowano. Zostali zwolnieni dzięki interwencji sędziwego Ignacego Jana Paderewskiego u prezydenta Roosevelta. Po wyjściu na wolność przez Portugalię przedostali się do Ameryki i 2 września 1941 roku znaleźli się w Nowym Jorku. Podczas tułaczki zginęły wszystkie kosztowności polskiej sportsmenki - biżuteria i trofea sportowe, w tym złoty medal olimpijski.


Ignacy Matuszewski zmarł na atak serca 3 sierpnia 1946 roku i został pochowany na cmentarzu Calvary w Nowym Jorku. Po śmierci męża Halina czuła się bardzo samotna. Trzy lata później wyszła za Jerzego Szczerbińskiego, warszawskiego tenisistę, z którym znali się jeszcze z czasów turniejów tenisowych w Milanówku. Był współwłaścicielem meblarskiej firmy "Szczerbiński", potem pływał na statku m/s "Piłsudski". W 1941 roku znalazł się w Stanach Zjednoczonych. Prowadził sklep "Cepelii" w Nowym Jorku.

Drugi mąż Haliny Konopackiej zmarł w 1959 roku. Przeniosła się wówczas do miejscowości Sebastian na Florydzie. Codziennie urządzała marszobiegi, jeździła na rowerze, dużo pływała, żeglowała. Zachowała szczupłą sylwetkę, emanowała energią i żywotnością. W 1978 roku przeprowadziła się nad Zatokę Meksykańską.


Utrzymywała się z emerytury, pisała i malowała obrazy - talent malarski odziedziczyła po ojcu. Założyła własną pracownię, malowała przede wszystkim kwiaty, a także pejzaże i martwą naturę. Przybrała pseudonim artystyczny Helen George. Wystawiała obrazy. Musiały być dobre, bo je sprzedawała. Pisano o nich w amerykańskiej prasie, zamieszczano reprodukcje. W Polsce jej obraz miała siostrzenica Krystyna Kotecka - autoportret z szalem, odtworzony na wzór obrazu, który namalował Witkacy. (...).

W ostatnich latach życia mieszkała w pensjonacie dla osób starszych na Florydzie. W 1988 roku polski konsul odznaczył ją Srebrną Odznaką Orderu Zasługi PRL. Pierwsza dama przedwojennego polskiego sportu odeszła w nocy 28 stycznia 1989 roku w Daytona Beach na Florydzie. Zgodnie z jej wolą prochy przewieziono do Polski i została pochowana w grobie rodzinnym na cmentarzu na warszawskim Bródnie.

 Tekst jest fragmentem książki Joanny Puchalskiej "Polki, które zadziwiły świat" . 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje