Reklama

Reklama

Mamy obowiązek czerpać z wielu różnych dyscyplin

- W szkole nie mieliśmy lekcji poświęconych metodologii, prawidłowemu wnioskowaniu, ustalaniu związków przyczynowo-skutkowych. Nikt nie uczył nas logiki. To jest ogromny problem, bo wielu z nas po prostu nigdy nie miało okazji przyswoić tej wiedzy - mówi Janina Bąk, autorka książki "Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla" oraz bloga JaninaDaily.com. W rozmowie z Interią zdradza, kim są "najgorsi przestępcy na świecie", dlaczego tak lubimy dowody anegdotyczne i jak konstruuje się horoskopy.

Katarzyna Pawlicka, Interia: Media będą miały problem, jeśli wszyscy nauczymy się w końcu statystyki?

Reklama

Janina Bąk: - Myślisz o tym, że trudniej będzie im nami manipulować? Jasne, że w mediach pojawiają się przekłamania i dobrze wiedzieć, jak np. nie dać się oszukać wykresom. W mojej książce chciałam pokazać m.in., jak weryfikować liczby oraz badania naukowe i nie przyjmować bezkrytycznie wniosków, których z różnych miejsc dociera do nas mnóstwo. I które mogą nas wprowadzać w błąd.

- Ale chciałabym też stanąć w obronie dziennikarzy. Część z nich na pewno nie oszukuje nas celowo, tylko sami nie wiedzą jeszcze, jak prawidłowo oceniać doniesienia naukowe. Życzyłabym sobie, żebyśmy wszyscy się stale uczyli, nie wpuszczali innych w maliny i nie dali się w nie wpuszczać. Mam nadzieję, że "Statystycznie rzecz biorąc (...)" pomoże czytelnikom uniknąć wielu błędów poznawczych i błędów wnioskowania, na które jesteśmy stale narażeni.

Załóżmy, że patrzymy na wykresy prezentowane w programie telewizyjnym. Kiedy powinna nam się zapalić czerwona lampka?

- Zbieranie przykładów błędnej wizualizacji danych jest moim ulubionym zajęciem. I gdy patrzę na błędnie narysowane wykresy - w mediach czy raportach branżowych, to najbardziej zaskakuje mnie to, że w większości przypadków mamy do czynienia z manipulacją na bardzo podstawowym poziomie, łatwą do wykrycia.

- Autorzy takich trefnych wykresów, których lubię nazywać najgorszymi przestępcami na świecie, manipulują nami np., zmieniając skalę. Jeśli na wykresie słupkowym skala nie zaczyna się od zera, proporcje między kategoriami będą przekłamane. Albo czasem widzę wykres kołowy, gdzie suma procentów przewyższa 100. To jest oczywiście możliwe, kiedy w ankiecie mamy pytanie wielokrotnego wyboru. Niemniej jeśli pytanie było jednokrotnego wyboru i po zliczeniu okazuje się, że odpowiedziało na nie 125 proc. pytanych, mamy pewność, że coś jest nie tak. W takich sytuacjach zawsze mnie zdumiewa, że autor nawet nie stara się udawać, że jego wykres jest rzetelny.

Jak twoim zdaniem media radzą sobie ze statystykami dotyczącymi koronawirusa oraz ich prezentacją?

- Od razu powiem, że analizuję jedynie pewną pulę statystyk, nie wszystkie (to zresztą byłoby niemożliwe). W trosce o swoje samopoczucie psychicznie staram się również dawkować te informacje, co oznacza, że nie robię codziennie pełnego przeglądu wszystkich badań i danych w tym temacie. Wydaje mi się jednak, że radzimy sobie nieźle. Przede wszystkim dlatego, że coraz częściej media prezentują surowe dane i raczej nie silą się na interpretację, wyciąganie wniosków, ocenę sytuacji i tego, jak będzie się rozwijać. Choć znowu - mogę się mylić, może poza moją bańką informacyjną jest inaczej.

- Skoro już dostałam czas antenowy, chciałabym zaapelować, żebyśmy wszyscy, szczególnie w kontekście koronawirusa, wzięli odpowiedzialność za to, co udostępniamy. Jeśli linkujemy do surowych danych czy statystyk z rzetelnego źródła, super. Ale jeśli zaczynamy dzielić się fake newsami, teoriami spiskowymi, albo prognozami, które nie są w żaden sposób oparte na modelach matematycznych czy sprawdzonych danych, weźmy odpowiedzialność za to, że straszymy innych ludzi, możemy powodować u nich lęk poprzez rozpowszechnianie fałszywych informacji. A w tej chwili naprawdę nie potrzebujemy generować dodatkowego strachu.

Przy okazji udostępniania niezweryfikowanych informacji często popełniamy tzw. błąd potwierdzenia, o którym piszesz w książce. Przywiązujemy większą wagę do argumentów zgodnych z naszym punktem widzenia. Da się w ogóle z tym walczyć?

- Niestety, poradzenie sobie z błędami poznawczymi jest szalenie trudne. Z reguły, gdy podejmujemy jakieś decyzje czy tworzymy opinie, mamy do czynienia z kilkoma różnymi błędami poznawczymi, które zaburzają nam w mniejszym lub większym stopniu ogląd sytuacji. Na przykład gdy staramy się zinterpretować statystyki dotyczące koronawirusa, to możemy paść ofiarą iluzji grupowania, czyli naturalnej tendencji do zauważania wzorców tam, gdzie tak naprawdę ich nie ma. A że nie lubimy się mylić, to często potem popełniamy właśnie błąd potwierdzenia - czyli większą wagę przywiązujemy do tych doniesień, które uzasadniają bliską nam opinię.

- Niemniej uważam, że im więcej o tych błędach wiemy, umiemy je nazwać, rozumiemy ich działanie, tym uważniejsi i bardziej odporni na pomyłki się stajemy. Dlatego poświęciłam tym zagadnieniom całkiem sporo miejsca w książce.

- Niestety nie posiadamy wbudowanego instynktu weryfikacji informacji, więc musimy być uważni i krytyczni względem swojego myślenia i sposobu, w jaki wyciągamy wnioski. Zanim stwierdzimy coś kategorycznie, powinniśmy kilka razy zadać sobie pytanie: "Czy naprawdę mówię i myślę faktami, czy już być może opiniami?". I to dotyczy absolutnie wszystkich - ja sama też muszę się w tym temacie pilnować.

Więcej o książce "Statystycznie rzecz biorąc (...)" Janiny Bąk przeczytasz TUTAJ

Dowiedz się więcej na temat: statystyka | wywiady | książki | internet

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje