Reklama

Reklama

Marie Tharp - kobieta, która umiała rysować

Za każdym wielkim odkryciem geograficznym stał podróżnik - marzyciel, którego odwaga zmieniała w czyn ulotne sny o nieznanym. Każda wyprawa przemierzała nowe przestrzenie kuli ziemskiej, który cierpliwy kartograf oswajał i przekładał na obrazy. Wiara i cierpliwość Marie Tharp doprowadziły do stworzenia pierwszej mapy dna Oceanu Atlantyckiego. Poniżej fragment książki "Teatr świata. Mapy, które tworzą historię" o kobiecie, która umiała rysować.

Druga wojna światowa dała amerykańskim kobietom nowe możliwości. Któregoś dnia w 1942 roku, kiedy Marie Tharp kręciła się po Uniwersytecie Ohio, nie mogąc się zdecydować, czy ma kontynuować studia w dziedzinie filozofii, muzyki, sztuk pięknych, anglistyki, germanistyki, a może zoologii albo paleobotaniki, dostrzegła ogłoszenie Uniwersyte‑tu Michigan: Studentom geologii gwarantuje się po egzaminie końcowym pracę w przemyśle naftowym. Marie Tharp uczyła się już trochę geologii. Była jedną z trzech dziewcząt na roku liczącym siedemdziesięciu trzech studiujących. Not nie zdobyła najlepszych, ale wykładowca dostrzegł jej zdolności i zachęcił, by połączyła naukę przedmiotu z kursem rysunku, żeby mogła pracować w zawodzie przynajmniej w biurze. Geolodzy mężczyźni nie zwykli byli zabierać kobiet w teren.

Reklama

W tym momencie, gdy większość chłopców znajdowała się na froncie, rozumiało się samo przez się, że lwią część studiujących będą stanowiły dziewczęta. I rzeczywiście - w Michigan roiło się od PG‑girls, studentek geologii naftowej. Wyjeżdżały na wycieczki studyjne w dżinsach wpuszczonych w cholewki traperek, na zboczach Black Hills badały kamienie i rysowały mapy terenu, o którego powstaniu nikt wówczas nic pewnego nie wiedział. Skąd się biorą góry i doliny? Dlaczego skorupa ziemska nie jest gładka jak muszla?

W jednym z podręczników z czasów Marie Tharp można wyczytać, że "przyczyna deformacji skorupy ziemskiej jest jedną z największych zagadek nauki i można o niej dyskutować jedynie teoretycznie. Brak potwierdzonej wiedzy w tej dziedzinie podkreślają liczne i sprzeczne z sobą próby wyjaśnienia". Jeden z wykładowców z Harvardu zgromadził aż dziewiętnaście różnych hipotez na temat pochodzenia gór. Marie Tharp studiowała teorię o kurczeniu się Ziemi z powodu ochładzania po skąpanych w ogniu narodzinach, co powodowało ruchy tektoniczne w skorupie, oraz hipotezę o dryfie kontynentalnym, która zakładała zmianę położenia całych kontynentów. Większość geologów obie te wersje odrzucała. Jeśli chodzi o inne teorie, podręcznik podawał, że jest ich zbyt wiele, by ich omówienie zmieściło się na jego kartach. W zawodzie geologa szło zatem głównie o formułowanie mniej lub bardziej zgrabnych i uzasadnionych hipotez.

Pod koniec wojny Marie Tharp zaliczyła cztery semestry konieczne, by podejść do egzaminu magisterskiego z geologii, i zapisała się na piąty na  fizykę, matematykę i chemię, czując, że jeszcze niewiele wie. Ta ciekawość nowych przedmiotów zaniepokoiła jej opiekunów naukowych - obawiali się, że porzuci geologię. Dlatego zaoferowano jej zaraz po egzaminie posadę w spółce naftowej. Zarabiała tam dobrze, ale nudziła się jak mops, ponieważ kobiety z reguły dostawały pracę poniżej swoich kwalifikacji, więc podjęła dalsze studia wieczorowe z matematyki, w tym z trygonometrii sferycznej - nauki o wzajemnym położeniu punktów na sferze, czyli kuli, nauki pożytecznej dla nawigatorów na długich dystansach morskich, ale także, jak to się miało okazać, przydatnej do kartowania owych obszarów.

Po  dwudziestu latach od dnia, kiedy zobaczyła po raz pierwszy morze, Marie Tharp ujrzała je ponownie po przeprowadzce do Nowego Jorku w poszukiwaniu wyzwań. Rekonesans zaprowadził ją na Uniwersytet Kolumbia do instytutu geofizyki. "Szukam pracy" - powiedziała sekretarce. "Pracy?" "Tak. Pytałam na wydziale geologii piętro wyżej i powiedziano mi, że może doktor... - spojrzała na trzymaną w ręce kartkę - ...Maurice Ewing poszukuje pracowników". Sekretarka zaprowadziła ją do Doca, który usłyszawszy o ojcu kartografie, studiach geologicznych i pracy w nafciarstwie, spytał, czy umie sporządzać szkice.

Zaskakująca rozpadlina

Pierwszy wykładowca geologii miał rację. Kobiety zainteresowane tym przedmiotem powinny umieć rysować. To też Marie Tharp odpowiedziała Ewingowi, że umie, i dostała pracę. W instytucie, gdzie dwudziestu trzech pracowników upchniętych w trzech pomieszczeniach usiłowało zrozumieć, jak funkcjonują lądy, atmosfera i dno morskie. Marie Tharp była tu siódmą kobietą. Midge zajmowała się księgowością; Jean z licencjatem z matematyki i fizyki robiła kawę, pisała na maszynie i wykonywała zadania pomocnicze; Emily i Faye, obie z licencjatem z matematyki, asystowały mężczyźnie przy obliczeniach, natomiast Marie, z magisterium z geologii, licencjatem z matematyki i absolutorium z fizyki i chemii, polecono sporządzać kopie map i tabelek z obliczeniami. Niedługo po jej zatrudnieniu instytut przeniósł się do nowej, większej siedziby nad rzeką Hudson, otrzymanej w darze od Florence Lamont, wdowy po bankierze JP Morgan, Thomasie, i zmienił nazwę na Lamont Geological Ob‑servatory - na znak, że od teraz będzie się zajmował nie tylko geofizyką.

Przeprowadzka nic nie zmieniła w profilu zatrudnienia Marie Tharp. Po czterech latach miała tego dość i wróciła na ranczo ojca w Ohio. Dopiero telegram o treści: "Uznaj to za przedłużone wakacje. Doc" sprowadził ją z powrotem. W obserwatorium zdecydowano, że geolog Bruce Heezen, młodszy i gorzej wykształcony od Marie, będzie nadzorował jej pracę. Po latach ich pierwsze spotkanie opisano w kolorowej prasie tak: "...szczupła talia, długa, falująca wokół nóg spódnica, wdzięczna sylwetka - wyglądała niezwykle czarująco. Poczuła żar jego męskości i zapach skóry, kiedy do niej podszedł i głębokim głosem powiedział: »Marie, zostaniemy kartografami całej Ziemi i jej podmorskiej topografii. Nauka będzie musiała to zaakceptować«. Tej nocy zostali kochankami, nierozerwalnie złączonymi przez resztę życia". Nie wiadomo, jakie było zdanie bohaterki tego tekstu na temat prawdziwości zawartych w nim twierdzeń.

Wiadomo natomiast, że Tharp i Heezen blisko współpracowali aż do śmierci Heezena - zmarł na zawał serca w badawczej łodzi podwodnej z napędem atomowym w pobliżu Islandii w 1977 roku i że zaczęło się to owego wrześniowego dnia, gdy przyniósł na jej biurko teczki z prośbą o narysowanie mapy.

Marie Tharp naszkicowała na początek siatkę współrzędnych i linie brzegowe, potem przyszła kolej na obszary w pobliżu lądu, gdzie stulecia sondowania dały pewne pojęcie o głębokościach. Następnie ze zwitków zgromadzonych w obserwatorium naniosła podmorski krajobraz wzdłuż sześciu tras, na których wykonywano pomiary sonarem. Rezultat był przekonujący - najlepsze do tej pory odwzorowanie dna Atlantyku, ale autorka nie była zadowolona. Nie odkryła nic nowego. Choć coś ją jednak zaskoczyło: pozorna rozpadlina  w  Grzbiecie  Śródatlantyckim. Po pierwszym sporze z Heezenem, gdy postanowili pozostać każde przy swoim zdaniu na temat tego, czy pomiary wskazują na dryf kontynentów, czy też nie, na podświetlanym stole kreślarskim w obserwatorium wydarzyło się coś zadziwiającego.

Heezen pracował w tym czasie z kolegą nad mapą zleconą przez Bell  Labs, których właścicielem były koncern Western  Electric, produkujący między innymi kable telefoniczne, oraz American Telephone & Tele‑ graph, który te kable kładł. Obie firmy planowały pociągnięcie kabla telefonicznego przez Atlantyk. Gdzie jednak byłby on najlepiej chroniony przed trzęsieniami ziemi? Gdzie dno morskie było najrówniejsze, co pozwoliłoby zaoszczędzić na długości kabla? Krótko mówiąc, którędy powinni go przeprowadzić? Obserwatorium sporządziło mapę lokalizacji udokumentowanych trzęsień ziemi na Atlantyku. Któregoś dnia ta mapa - nikt potem nie pamiętał, z jakiego powodu - znalazła się na mapie Marie Tharp rozpiętej na podświetlanym stole. Z nałożenia na siebie ich obydwu wyraźnie wynikało, że trzęsienia ziemi mają zdumiewającą tendencję do występowania właśnie tam, gdzie - jak podejrzewała Marie - skorupa ziemska pęka.

Wykorzystała więc tę nową informację do postawienia kilku uzasadnionych hipotez. Na kolejnej mapie naszkicowała łańcuch górski ciągnący się od Grenlandii na północy aż po południowy Atlantyk, wokół południowego krańca Afryki, dalej na północny wschód przez Ocean Indyjski, gdzie"Challenger" między Madagaskarem a Indiami wymierzył płyciznę, stamtąd na zachód na stały ląd afrykański w jego wschodniej części, do Wielkich Rowów Afrykańskich - zakreślając obszar, w którym skorupa ziemska jest w ruchu. Po czym porównała rozpadlinę w formacji lądowej na wschodzie Afryki z rozpadliną podmorską. To było to samo.

Po ośmiu miesiącach od rozpoczęcia prac nad interpretacją pomiarów sonarowych Marie Tharp mogła naszkicować okrążający Ziemię, prawie ciągły ryft, podwodną formację o długości 6500 mil, przypuszczalnie największą na świecie strukturę geologiczną. Teraz i Heezen uwierzył w dryf kontynentalny.

Fragment pochodzi z książki "Teatr świata. Mapy, które tworzą historię", autorstwa Thomasa Reinertsen Berga. Wydawnictwo Znak. Więcej o książce TUTAJ 


Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje