Reklama

Reklama

Najbardziej irytujące zachowania psiarzy

Psy w mieście nie cieszą się dobrą opinią. Nie jest to jednak wina zwierząt, a ludzi, którzy swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem przysparzają problemów sąsiadom, mieszkańcom osiedla, przechodniom, a nawet innym psom. Oto zachowania psiarzy, które podnoszą ciśnienie lepiej niż kawa.

Nie podlega dyskusji, że za wizerunek zwierząt odpowiadają ich właściciele. Przecież żaden pies nie rozumie ludzkich praw, zasad dobrego wychowania, ani współżycia społecznego. Za wszystko, co zrobi zwierzę, ponosi odpowiedzialność jego opiekun. To on powinien znać i kontrolować popędy swojego psa oraz szkolić go do życia między ludźmi.

Niestety, spotkamy takich, którzy zaniedbują wychowanie swojego pupila lub traktują go jak świętą krowę. W rezultacie otrzymujemy mieszankę wybuchową: parę, która wręcz terroryzuje otoczenie. Mówi się, że "kto chce psa uderzyć, kij znajdzie", lecz często sami właściciele psów owych kijów swoim przeciwnikom dostarczają. I to w sporych ilościach.

Reklama

Przykładów irytujących zachowań jest tyle, ilu niewychowanych psiarzy, ale niektóre pojawiają się tak często, że stały się przysłowiową kością niezgody. I to nie tylko pomiędzy właścicielami psów, a tymi, którzy ich nie posiadają. Równie mocno denerwują one odpowiedzialnych opiekunów czworonogów. A może nawet bardziej? Wszak takie zachowanie rzutuje na wizerunek wszystkich psiarzy i ich zwierząt.

Śmierdzący problem

Temat psich odchodów jest nie tylko śmierdzący, ale i śliski - może to potwierdzić każdy, kto na takiej minie się przejechał. Niesprzątanie po swoim psie to jedno z największych przewinień właścicieli. I choć z roku na rok, takich osób jest coraz mniej, to problem kup na osiedlowych trawnikach, skwerkach czy nawet chodnikach nadal rzuca się w oczy. Do sprzątania nie zachęcają gęsto rozstawione kosze na śmieci czy odchody, wysokie mandaty ani fakt, że właściciele psów nie mają immunitetu i też im się zdarza w taką niespodziankę wdepnąć.

Często słyszymy usprawiedliwienia: "po małym psie to nie ma co sprzątać", " u nas nikt nie sprząta" czy "pod krzakiem nikomu nie będzie przeszkadzać". Tymczasem leżące na trawnikach, chodnikach, w parkach i przy placach zabawach psie kupy nie tylko szpecą miejski krajobraz, ale też zagrażają zdrowiu. Występuje w nich wiele drobnoustrojów, które mogą być przyczyną groźnych chorób zakaźnych i pasożytniczych u ludzi i psów. Najbardziej narażone są na nie małe dzieci. Choroby, którymi możemy się zarazić przez kontakt z odchodami, to m.in. toksokaroza, tasiemczyca, lamblioza czy nawet salmonella.

Proszę się nie bać, on nie gryzie!

Kto z nas tego nie zna? Biegający luzem pies rzuca się z jazgotem na przechodnia (lub jego psa), czemu towarzyszy niespiesznie rzucone przez właściciela: "spokojnie, on nie gryzie". Wypadałoby dodać słowo "jeszcze", bo przy takim lekceważącym podejściu do przejawów agresywnego zachowania swojego pupila, ugryzienie może być tylko kwestią czasu.

Często takie zachowanie prezentują małe czworonogi, których nikt, z racji niewielkich rozmiarów, nie nauczył dobrych manier. W końcu "to tylko mały pies - co on może zrobić?" A no może wiele! Na przykład rozwścieczyć naszego psa, wystraszyć dziecko, wpaść pod rower i spowodować wypadek, podrzeć komuś nogawkę spodni czy boleśnie ugryźć w nogę.

***Zobacz także***

On chce się tylko pobawić!

To kolejny ulubiony tekst wielu psiarzy. Niestety, spuszczony ze smyczy pies, nad którym nie panuje właściciel, najczęściej wróży kłopoty. Nawet jeśli zwierzak nie zachowuje się agresywnie i rzeczywiście chciałby jedynie się przywitać i pobawić. Przecież drugi pies wcale nie musi mieć ochoty na takie spotkanie.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której obcy pies radośnie podbiega do innego, dla odmiany zapiętego na smycz. Czy właściciel zastanowił się, dlaczego drugi pies nie jest spuszczony? Może nie lubi on innych czworonogów, a może się ich boi? Zgoda na towarzyskie spotkanie zwierząt powinna być obopólna - wymaga tego dobre wychowanie. Co więcej, jeśli tylko jeden pies będzie miał ochotę na zabawę, może się to źle skończyć.

Skakanie na powitanie

Inna irytująca sytuacja ma miejsce w przypadku przyjaznych i pełnych energii psów, które kochają ludzi, ale nikt je nie nauczył grzecznego powitania. Przypadkowy przechodzień rzadko kiedy docenia psią miłość okazywaną skakaniem - zwłaszcza brudnymi łapami, lizaniem po twarzy i owijaniem smyczy wokół nóg. Ba, nawet zaprzyjaźniona osoba może mieć z tym kłopot.

Najczęściej skaczą szczenięta i młode psy - jest to jak najbardziej naturalne zachowanie, ale zadaniem opiekuna jest zapanowanie nad nim i nauczenie pupila witania się bez odrywania łap od ziemi. To wspaniale, że pies jest wesoły i towarzyski, ale to nie powód, by pozwalać mu skakać na innych. Pobrudzone ubrania nie są jedyną konsekwencją. W przypadku dużego psa i dziecka może to być po prostu niebezpieczne, gdyż zwierzak może je podrapać i przewrócić.

Hau, haauuu, haaaauuuu

Szczekające i wyjące przez wiele godzin psy to smutna codzienność w naszych blokowiskach. Jest to poważny problem zarówno dla sąsiadów, jak i samego zwierzęcia, które nie radzi sobie z samotnością. Warto wiedzieć, że często daje się go rozwiązać. Oczywiście, zgodnie z zasadą, że lepiej zapobiegać niż leczyć, dobrze jest do zostawania w domu przyzwyczajać już małego szczeniaka. Ale nad problemem można też pracować z dorosłym psem: samodzielnie lub przy pomocy specjalisty. Trzeba tylko chcieć. Niestety, pewien procent psiarzy zakłada z góry, że nie warto i... skarży się na nietolerancyjnych sąsiadów, którzy zamiast współczuć Burkowi, wiecznie mają pretensje, że ten hałasuje.

***Zobacz także***

Niby na smyczy, a jednak nie

Automatyczne smycze i właściciele, którzy nie potrafią z nich korzystać, to zmora naszych czasów. Abstrahując od wielu wad tego urządzania (np. uczenie psa ciągnięcia na smyczy), to nieumiejętne z niego korzystanie może być bardzo niebezpieczne.

Przykłady? Spacer przy ruchliwej drodze i pies niespodziewanie wbiegający na jezdnię, bo opiekun nie zdążył w porę zablokować smyczy. Pies biegający po całej spacerowej alejce i podcinający ostrą jak brzytwa taśmą nogi przechodniów. Zdarza się, że nogi te pieczołowicie taką smyczą owija, a dopiero później następuje szarpnięcie. I klasyczny przypadek: czworonóg na automatycznej smyczy przebiega tuż przed pędzącym rowerem czy hulajnogą...

Ale on tak patrzy

Coraz więcej właścicieli psów wyrusza na spacer z zapasem smakołyków. I bardzo dobrze. W końcu to świetne narzędzie motywacyjne. Ale jest też druga strona medalu: część psiarzy czuje się wręcz w obowiązku, by swoim dobrem obdzielić również inne psy. Oczywiście, bez pytania ich właścicieli o zgodę. A w dobie licznych alergii pokarmowych może to być po prostu niebezpieczne. Częste podkarmianie może dodać zwierzakowi zbędnych kilogramów, a także popsuć to, czego wcześniej nauczył go opiekun.

Potwór na smyczy

Nie tylko psy biegające luzem mogą być postrachem osiedla. Widok stojącego na tylnych łapach, szczekającego i zapluwającego się psa na smyczy, potrafi przyprawić o gęsią skórkę każdego z nas. W końcu karabińczyk może pęknąć, a obroża zsunąć się z psiej szyi. Jednak najgorszy wariant to taki, w którym drugi koniec smyczy trzyma wątły opiekun.

Jeśli masz psa, nad którym nie panujesz i nie potrafisz go samodzielnie wychować, zapisz się do dobrej psiej szkoły. A jeśli nosisz się z zamiarem zakupu lub adopcji psa - przemyśl dobrze swoją decyzję i wybierz zwierzę dopasowane do twojego stylu życia i możliwości.

Zobacz również:

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: PSY (Park Jae-Sang)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje