Reklama

Reklama

Natalia Kraus: Zwalniając, odzyskujemy czas na życie

Wmówiono nam, że szybciej, dalej i więcej są synonimami słowa "lepiej". Że musimy tylko trochę więcej pracować, a staniemy się... Jacy? Właśnie - jacy się staniemy, jeśli będziemy tak ciągle gnać i gonić niedoścignione ideały? Bardziej spełnieni? Godni podziwu? Szczęśliwsi? Może ten i ów czerpie prawdziwą przyjemność z nieustannego biegu, ale prawda jest taka, że tacy ludzie to wyjątki. O tym, jak się zatrzymać i złapać oddech, mówi autorka książki "Slow life w wielkim mieście, Natalia Kraus.

Justyna Gul: - Jak zdefiniowałabyś określenie "slow life"?

Reklama

Natalia Kraus: - Życie w trybie slow to przede wszystkim życie w zgodzie ze sobą, a nie na pokaz. To świadome, mądre wybory każdego dnia. Także dotyczące tego, że rezygnuję z wyścigu, bo wolę żyć po swojemu. "Slow life" to życie uważne, w którym nie pędzimy na oślep do "niewiadomokąd", ale mamy czas dla siebie samych i swoich bliskich.

Czy życie slow jest dla każdego?

- Myślę, że jak najbardziej tak. Jeśli mamy slow w głowie to bez względu na to, gdzie mieszkamy i czym się zajmujemy, będziemy czuli się szczęśliwi. Wojciech Eichelberger powiedział kiedyś, że "aby podnieść poziom zadowolenia z życia, trzeba obniżyć komfort życia". I myślę, że tutaj właśnie tkwi problem wielu z tych, którzy pędzą. Ciągle czują niedosyt. Ja jestem zwolenniczką hasła pochodzącego z filozofii zen: chciej mniej. Bardzo mi się podoba i jest szalenie wyzwalające. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jest to proste. Też zostałam wychowana w kulcie ciągłego podnoszenia poprzeczki. Problem z tym, że nie wiemy, kiedy przestać.

Sceptycy od razu powiedzą, że na wolne tempo życia, spacery po parku w południe czy niespieszne załatwianie spraw mogą sobie pozwolić tylko rentierzy albo bezrobotni...

- Tak, i pamiętam takie artykuły w prasie kolorowej, opisujące osoby, które rzuciły pracę w korpo i wyjechały w przysłowiowe Bieszczady, żeby poczuć slow. Ale tu nie o to chodzi. Jeśli zrezygnujemy z wyścigu, zaczniemy "chcieć mniej" to czas na spacer sam się znajdzie. Za dużo kładziemy sobie na głowę i jeszcze do tego wymagamy, aby wszystko to było wykonane perfekcyjnie. A potem się dziwimy, dlaczego czujemy frustrację, zmęczenie i smutek.

Dlaczego chcemy być slow, skoro jeszcze tak niedawno zachwycaliśmy się wielozadaniowością i szybkim tempem życia?

- No właśnie, chyba wcale już się tak nie zachwycamy. Na szczęście. W krajach, w których rozwój gospodarczy nastąpił wcześniej, etap szybkiego tempa życia i wielozadaniowości odchodzi powoli do lamusa. W Szwecji np. nadgodziny w pracy są bardzo źle widziane, a podczas przerwy zabronione jest rozmawianie o obowiązkach zawodowych. Myślę, że firmy w Polsce już powoli też dochodzą do tego, że pracownicy to nie cyborgi, tylko ludzie, którzy potrzebują życiowej przestrzeni, aby wykonywać swoje obowiązki efektywnie. Inaczej szybko grozi im wypalenie. Ale ważne jest, abyśmy my sami do tego dojrzeli. Żebyśmy postanowili, że chcemy zwolnić.

Ty też żyłaś szybko. Skąd zatem ta zmiana?

- To bardzo proste. Też pracowałam w korpo (nawet w kilku), biegłam na oślep w wyścigu i ciągle chciałam więcej. Aż się wypaliłam. Ataki paniki, które pojawiły się moim przypadku, okazały się wybawieniem. Skierowały mnie na ścieżkę do zaopiekowania się sobą, przewartościowania życia i wielu zmian, które zaprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj. Miałam dużo szczęścia. Nie dostałam zawału, ani innej groźnej choroby. Odzyskałam zdrowie i życie. Nie wszystkim się jednak to udaje.

Owocem twojej przemiany jest wydana właśnie książka "Slow life w wielkim mieście". Do kogo jest adresowana?

- Do każdego, kto czuje, że chce zwolnić, ale nie do końca wie, jak. Przede wszystkim pisałam ją z myślą o mieszkańcach dużych miast, ale tak naprawdę to od sposobu naszego myślenia, a nie od miejsca zamieszkania zależy, czy żyjemy slow.

W książce dzielisz się nie tylko przemyśleniami, ale podajesz też receptę na bycie slow - Złotą Receptę. W jaki sposób opracowane przez ciebie zasady mogą pomóc nam zwolnić?

- Zdaję sobie sprawę, że nie wystarczy powiedzieć do siebie: "no to od jutra zwalniam". Zwłaszcza, jeśli długo tkwiliśmy w pędzie. Dlatego w książce krok po kroku opisuję, w jaki sposób zrobić to "bezboleśnie". Z każdą zmianą trzeba się oswoić. Piszę zarówno o tym, jak zastosować Zen to done w pracy, czy metodę Zero Żalu w relacjach. Jak zbudować Garderobę Kapsułową, która pomoże w codziennym wyborze ubrań, czy jak poprowadzić zeszyt do ogarnięcia swoich finansów metodą kakebo. Daję dużo praktycznych porad i wskazówek, aby każdy znalazł w tym obszarze, który u niego wymaga najwięcej pracy, pomoc i wskazówki. Do każdego rozdziału są także ćwiczenia. Jeśli dla kogoś to będzie za mało, zawsze może umówić się na konsultację ze mną (także online).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje