Od Marilyn Monroe do Pameli Anderson: fenomen blondu

Wykreowany na przestrzeni lat ideał kobiecego piękna nierozerwalnie związany jest z jasnym kolorem włosów, który stał się synonimem młodości, seksapilu i wysokiego statusu społecznego. Skąd wziął się fenomen blondu i czy w istocie "mężczyźni wolą blondynki"?

Od premiery kultowego filmu z udziałem ikony Hollywood Marilyn Monroe panuje przekonanie, że "mężczyźni wolą blondynki". Ale czy rzeczywiście dzieło Howarda Hawksa o tym właśnie tytule zapoczątkowało obsesję na punkcie jasnego koloru włosów? Niekoniecznie. Barwa platyny lub złota już od zarania dziejów konotowana była wszak z wysokim statusem społecznym i rozmaitymi przywilejami.

Reklama

W antycznym Rzymie kolor ten - obok alabastrowej, nietkniętej przez promienie słoneczne cery - utożsamiany był z bogactwem i wysoką pozycją w hierarchii społecznej, a pod blond perukami skrzętnie chowano naturalnie ciemniejsze włosy. Według badań blondynki stanowią wciąż najwyższy odsetek wśród zamożnych kobiet. Nie dziwi zatem, że te mniej zamożne od zawsze starały się farbując włosy na blond dodać sobie animuszu i stworzyć złudzenie przynależności do wyższej klasy.

Dziś, choć skojarzenia ze statusem majątkowym straciły na znaczeniu, fenomen blondu nie przestaje zadziwiać. Wpływ na ów wykreowany ideał piękna z pewnością miały gwiazdy złotej ery Hollywood, które po dziś dzień stanowią niedościgniony wzór kobiecej urody i seksapilu. Od bodaj najsłynniejszej blondynki wszech czasów, czyli Marilyn Monroe, poprzez zmysłową Brigitte Bardot i bohaterki filmów Hitchcocka, aż po seksbombę lat 90. Pamelę Anderson - jasne włosy stały się nieodzownym elementem wizerunku sławnych, pięknych, pożądanych.

Tymczasem zaledwie 2 proc. populacji posiada włosy w kolorze naturalnego blondu. Reszta to uzurpatorzy, starający się za wszelką cenę dogonić ów wyśniony ideał. Ideał spod znaku hollywoodzkich ikon czy nieśmiertelnej lalki Barbie. Ta ostatnia, choć doczekała się na przestrzeni lat rozmaitych wariacji mających zaadaptować kultową zabawkę do współczesnych czasów, nadal kojarzona jest z ubraną w cukierkowy róż blondwłosą miniaturką kobiety. Tą, która od ponad pół wieku odpowiada za kreowanie nieosiągalnego wzorca, generując u młodych dziewcząt nierealistyczne oczekiwania wobec własnego wyglądu.

Eksperci zgodnie przyznają, że włosy w kolorze blond wzbudzają pozytywne odczucia - poza wyższym statusem majątkowym kojarzą się też z młodością, łagodnością, miłym usposobieniem. To zapewne tłumaczy chętne zmienianie koloru fryzury przez prominentne polityczki, z Hilary Clinton na czele, która po wkroczeniu do świata wielkiej polityki regularnie farbowała włosy na blond. Potwierdza to psycholog Stephan Lermer, który zauważa, iż blond przywodzi na myśl czystość i jasność, czyli iście anielskie przymioty. Austriacki laureat nagrody Nobla Konrad Lorenz fenomenu blondynek i zainteresowania, jakie budzą u płci przeciwnej, upatrywał w niewinności i delikatności, twierdząc, iż ich uroda "wyzwala czułość".

Starożytne Rzymianki traktowały włosy pyłem ze złota, mieszkanki Egiptu zaś - misternie splatały peruki z końskiego włosia. Wszystko po to, by w oczach świata stać się blondynką. Dziś jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek - wystarczy wizyta u fryzjera lub zabieg farbowania wykonany samodzielnie w domu. Mimo niezliczonej ilości dowcipów o rzekomo mało inteligentnych posiadaczkach naturalnie jasnych włosów, popularność blondu nie mija. I nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek miała minąć. (PAP Life)

autorka: Iwona Oszmaniec

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje