Reklama

Reklama

Oto co dzieje się z naszym mózgiem, gdy widzimy "like'a"

Choć 90 proc. naszych niepokojów nigdy się nie materializuje, ciało i umysł przeżywają je tak, jakby się wydarzyły. Marián Rojas Estapé w swojej książce "Jak przeciągać dobre rzeczy" wyjaśnia, jakie procesy neurologiczne i psychiczne utrudniają nam osiągnięcie spokoju i szczęścia. Przeczytaj fragment, w którym analizuje, jak wielkie firmy walczą o nasze umysły. Niekoniecznie etycznymi metodami.

Spróbujmy zrozumieć ten mentalny i cyfrowy proces. Ci z nas, którzy zajmują się światem emocji i zachowań wiedzą, że ekranowy wszechświat - internet, sieci społecznościowe, filmy wideo i różne aplikacje - silnie wpływa na sposób, w jaki nawiązujemy relacje, w jaki przetwarzamy informacje - na pamięć, koncentrację, wielozadaniowość, wychowanie, motywację... - a także, prędzej czy później, na szczęście.

Obecnie istnieją firmy i programiści, którzy skupiają się na sprawieniu, by ludzie poświęcali jak największą ilość godzin swoim urządzeniom cyfrowym. Jest to świadome podejście. Oznacza to, że producenci danych urządzeń znają technologie, z którymi mają do czynienie, ich sposób oddziaływania na nasz umysł, i produkują urządzenia, by osiągnąć efekt uzależnienia. Gadżety i różne aplikacje są tworzone, by uzależniać.

Reklama

Zrozumienie tego jest niezwykle ważne zarówno w obszarze osobistym, jak i rodzicielskim oraz pedagogicznym. Wyjaśnijmy, na czym polega takie uzależniające działanie urządzeń.

Każde uzależnienie opiera się na znanej już od wielu lat cząsteczkowej i fizjologicznej bazie. Sięganie po alkohol, kokainę, środki farmakologiczne, marihuanę, hazard, gry, pornografię... jest regulowane przez ten sam hormon: dopaminę.

Dopamina jest hormonem odpowiedzialnym za przyjemność. To ona reguluje układ nagrody w mózgu. Działa w chwili naszej interakcji z obiektem przyjemności - seksem, alkoholem, narkotykami czy portalami społecznościowym; przyjemność często podlega antycypacji i aktywuje motywację. Dopamina czasami wywołuje poczucie pustki, rodzące potrzebę ponownego użycia produktu w krótkim czasie. Uzależnienie od kokainy, seksu czy portali silnie wpływa na zdolność koncentracji uwagi osoby uzależnionej, jej wolę i, na dłuższą metę, sprawia, że odczuwa ona głęboki smutek i pustkę.

Co stwierdził współzałożyciel Facebooka podczas wydarzenia w Filadelfii? Ano to, że kiedy dostajemy "like’a", otrzymujemy mały skok dopaminy, która motywuje nas do publikowania większych ilości treści... Co się dzieje? Firmy poszukują obecnie klienta nie tylko tradycyjnymi metodami marketingowymi, starają się wykorzystać wszelkie dostępne metody i środki - łączą w tym celu osiągnięcia psychologii, neurofizjologii i neuronauki.

Tworząc odpowiednie treści, zdobywają twój umysł i uwagę, i zbierają dane pozwalające im kierować twoimi decyzjami i zachowaniami konsumenckimi - tym, co robisz, kupujesz, oglądasz. Na tym właśnie bazują narkotyki: na aktywowaniu w mózgu mechanizmów proszących nas o ciągłe i przedłużone użycie tych substancji. Użycie większości tych środków jest prawnie zakazane lub regulowane prawem.

Nie zdajemy sobie sprawy, że dzieci już od wczesnego wieku są wystawione - bez żadnych ograniczeń - na cały ten cyfrowy świat oraz na duże prawdopodobieństwo, że silnie wpłynie to na ich umysły, sposoby przetwarzania informacji i zdolność wykorzystywania emocji i frustrację. Każdy człowiek od okresu dzieciństwa do dojrzewania szuka dróg ucieczki, by kontrolować swoje wzloty i upadki, frustracje i pustkę.

Nie zapominajmy, że ekran działa relaksująco i rekreacyjnie. Kiedy dzieci i młodzież znajdują się w konfliktowej, nudnej czy stresującej sytuacji, sięgają po urządzenia, by się "zrelaksować". Ich umysł przyzwyczaja się, że drogą ucieczki przed wysiłkiem jest ekran, sieci społecznościowe lub internet.

Wysoki procent społeczeństwa sięga po aplikacje, takie jak WhatsApp, Instagram, Facebook, Twitter czy Tinder w poszukiwaniu szczytowej ilości dopaminy, która aktywuje się w kontakcie z nimi. Żyjemy w erze nadmiaru informacji i nadmiernej ilości bodźców. Taka hiperstymulacja jest ściśle związana z nieproporcjonalnym użyciem zarówno informacji, jak i dóbr materialnych.

Wszystko to osiąga się z łatwością za pomocą jednego kliknięcia. Kiedy nie dostajemy tego, co chcemy i kiedy chcemy, aktywują się obiegi frustracyjne, które stanowią podstawę słabego charakteru wielu młodych, pozbawionych zdolności wysiłku ludzi - a przecież to, co kosztuje, długo generuje zadowalające rezultaty! Stąd biorą się liczne problemy w wychowaniu oraz niektóre zaburzenia psychiczne.

Niezmiernie mnie zaskakuje - i martwi - ilość młodych ludzi borykających się z nadmierną apatią, pozbawionych nadziei, których spotykam na konsultacjach. Nie ma sposobu, by rozbudzić ich uwagę i motywację. Nie zapominajmy, że jedynymi rzeczami, które naprawdę całkowicie wypełniają człowieka są miłość - partnera, przyjaciół... - oraz satysfakcja zawodowa. Te dwa filary życia osiąga się poprzez wysiłek, wytrwałość i cierpliwość.

Postęp we wszystkich dziedzinach życia dokonuje się z zawrotną szybkością i sprawia, że ludzie wciąż gonią za nowinkami, nie mogą zwolnić, zatrzymać się i pomyśleć nad wpływem, jaki to wszystko ma na ich umysł, ciało i życie. Staramy się obserwować to zjawisko z pewnej perspektywy, ale dzieje się tak zazwyczaj wtedy, kiedy już nasiąkniemy tym wszystkim i trochę się zmienimy.

W chwilach, kiedy docierają do nas różne głosy ostrzegawcze, zadajemy sobie pytanie: czy jest już za późno? Czy stworzyliśmy potwora i teraz nie wiemy, jak go zatrzymać? Programiści z Dolin Krzemowej w USA zapisują swoje dzieci do szkół, w których nawet nie ma komputerów. Co nas omija? Technologia przyniosła nam wiele korzyści. Jak to się dzieje ze wszystkim, trzeba nauczyć się jej używać; każdy z nas musi zadecydować, w jaki sposób chce kontrolować swoją uwagę: zacząć od obserwacji, na co poświęca swój czas i sprawdzić, w jakim stopniu jesteśmy podłączeni i przykuci do technologii.

* Więcej o książce "Jak przyciągać dobre rzeczy?" przeczytasz TUTAJ.

Internet i jego pochodne mają potężną zaletę - sprawiają, że życie jest prostsze w wielu aspektach, jednak ich niewłaściwe użycie powoduje szkodliwe dla zdrowia i zachowania postępowanie. Dorastanie wśród technologii nie czyni nas bardziej inteligentnymi, ale ułatwiła nam niezliczoną ilość aktywności.

Niestety, wyrobiliśmy sobie w naszych zdolnych umysłach pewną cechę: wielozadaniowość. Neuronauka określa ją mianem "stałej naprzemienności uwagi". Oznacza to, że mózg poświęca wykonywanemu zadaniu kilka sekund lub minut, by później przejść do następnego, a po nim - kolejnego.

Mózg nie może wykonywać dwóch czynności jednocześnie, jeśli te angażują ten sam jego obszar. Jeśli słuchamy tekstu piosenki po angielsku, a jednocześnie czytamy książkę, nie wykonujemy żadnej z tych czynności na sto procent. Kiedy robimy wiele rzeczy naraz, mózg jest w stanie wyłapać wiele informacji w powierzchowny sposób, jednak nie potrafi ich zapamiętać.

Socjolog z Uniwersytetu Stanforda, Clifford Nass, był jednym z pionierów badań dotyczących związku pomiędzy deficytem uwagi a wielozadaniowością. Wbrew temu, co można by pomyśleć, osoby, które robią kilka rzeczy jednocześnie - rozmawiają przez telefon, odpowiadają na e-maile... - są mniej efektywne. To prawda, że potrafią sprawniej zmieniać centrum uwagi, jednak badania potwierdzają, że wiąże się to z zablokowaniem pamięci pracującej. Jeśli to zjawisko się rozpowszechni, będziemy żyli w powierzchownie poinformowanym i niewykształconym społeczeństwie.

Badacze z Uniwersytetu Kraju Saary (Niemcy) B. Eppinger, J. Kray, B. Mock i A. Mecklinger opublikowali interesujące badania na ten temat. Kiedy umysł wykonuje naprzemiennie wiele zadań, obwody mózgu robią przerwę pomiędzy jednym a drugim z nich, potrzebują więcej czasu na przetwarzanie zadań i działają mniej wydajnie. Mówimy tutaj o zmniejszeniu wydajności aż o 50%.

Dwudziesty pierwszy wiek to wiek hiperstymulacji; nowe technologie sprawiają, że mózg zostaje narażony i zobligowany do przetwarzania ogromnych ilości danych, jakie docierają do naszych zmysłów - przede wszystkim zmysłu wzroku - które nadciągają falami lub w sposób równoległy. Taka hiperstymulacja pociąga za sobą poważne konsekwencje; przyzwyczajone do takiego bombardowania zmysłów dzieci i młodzież potrzebują coraz to silniejszych i intensywniejszych bodźców, by się zmotywować.

Zmniejsza to ich ciekawość, zaskoczenie i chęci do nauczenia się czegoś wykraczającego poza cyfrowy świat. Są zdemotywowani, a ich kreatywność i wyobraźnia wygasają. Jednak dzieje się nie tylko to - od dzieciństwa są przyzwyczajane do rytmu życia oraz intensywności, która utrudnia zachowanie spokoju oraz cieszenie się ciszą. Można by rzec, że dzieci ciągle przeskakują z jednego bodźca do drugiego.

Nie zapominajmy, że sukces w życiu osiągają osoby, które potrafią się skoncentrować i skupić na tym, czego naprawdę pragną i są w stanie wytrwać w swoim postanowieniu. Uwaga rozwija się w korze przedczołowej. Ten obszar w mózgu odpowiada za naszą wolę, samokontrolowanie się oraz rozplanowywanie zadań. Należy go rozwijać już u małych dzieci - jest jednym z najważniejszych obszarów mózgu.

Spójrzmy zatem, w jaki sposób rozwija się kora przedczołowa od momentu narodzin. Niemowlę zaczyna kierować swoją uwagą, kiedy widzi światło; w ciągu kilku miesięcy życia jego uwaga skupia się tam, gdzie znajduje światło, ruch i dźwięk. Ogromne wyzwanie edukacji polega na sprawieniu, by dzieci skupiały swoją uwagę na nieruchomych oraz nieświecących "rzeczach" - papierze, jedzeniu, piśmie, lekturze, pracach domowych.

 Chodzi o nakierowanie ich woli i uwagi, by potrafiły skoncentrować swoją uwagę w sposób dobrowolny. Jeśli w tym momencie ich życia podarujemy im iPady, telefony czy tablety, uwaga dziecka powróci do schematu światło-ruch-dźwięk. Nie przyczyni się do rozwoju kory przedczołowej, a raczej sprawi jawne w nim cofanie, ponieważ dziecko motywuje się i odpowiada jak wtedy, gdy było niemowlęciem. Jedyna różnica polega na tym, że wraz z wiekiem dźwięki są intensywniejsze, a światła i ruchy zmieniają się w bardziej zawrotnym tempie.

Mózg młodego człowieka musi nauczyć się skupiać swoją uwagę, rozwijać w zdrowy sposób płat czołowy mózgu odpowiedzialny za wolę i samokontrolę. Nadmierna ekspozycja na ekrany hamuje jego właściwe działanie poprzez jawny deficyt uwagi i koncentracji. Stąd konieczność docenienia medytacji, a w szczególności mindfulness. Uczenie młodych niekoncentrowania się, a potem w dorosłym życiu walczenie o odzyskanie zdolności samokontrolowania umysłu i uwagi, to skrajna niekonsekwencja.

Naprawdę robimy coś nie tak. Hiperłączność jest ściśle związana z hiperaktywnością. Słynne ADHD - zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi - jest z nią silnie powiązane. Młodzi ludzie, u których zdiagnozowano ADHD mają spore trudności z koncentracją i uwagą oraz niską tolerancję na frustrację. Przedłużające się korzystanie z technologii daje satysfakcjonujące, łatwe i atrakcyjne alternatywy, jednak utrudnia zdolność zwracania uwagi na niecyfrowe bodźce.

Należy kształcić offline. Tak, przede wszystkim na poziomie emocjonalnym i społecznym. "Komunikacja twarzą w twarz jest najlepszym sposobem, by nauczyć się czytać emocje drugiej osoby", zaznaczał Nass. Nie zapominajmy, że tak zwana inteligencja emocjonalna jest jednym z kluczy do sukcesu w życiu. Ekran jest z kolei tego najgorszym nauczycielem. Izoluje i zamyka dziecko na wszystko, co je otacza. Zatrzymuje zdolność rozumienia emocji, łączenia się z innymi ludźmi oraz ich emocjami, a także usuwa zdolność wyrażania uczuć, patrząc drugiej osobie w oczy, a nie w klawiaturę czy ekran.

Dzisiejsza młodzież nie potrafi wyrażać emocji, patrząc znajdującej się przed nią osobie w twarz. Wychowujmy dzieci tak, by potrafiły smakować życie, emocje i osobiste relacje twarzą w twarz, patrząc w oczy osobie naprzeciwko. Młodzi ludzie łatwiej wiążą się poprzez ekrany, sieci społecznościowe czy gry wideo niż poprzez naturę, ludzi i rzeczywistość. Nie chodzi tu o wypieranie technologii ani zaprzeczanie rozwoju cyfryzacji, a o wiedzę, jak wprowadzić je w rozsądny i stopniowy sposób do życia dzieci i młodzieży, ucząc je kontrolowania dostępu do aplikacji i treści. Podejmijmy decyzję o prawdziwym wiązaniu się najpierw z rzeczywistością różnych spraw, emocji innych ludzi oraz natury. Dzięki temu będziemy przygotowani na stopniowe zagłębianie się w cyfrowy świat.

* Więcej o książce "Jak przyciągać dobre rzeczy?" przeczytasz TUTAJ.

Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy