Reklama

Reklama

Plaga kradzieży psów w Wielkiej Brytanii. Właściciele są przerażeni

W Wielkiej Brytanii dzieje się coś przerażającego. Pandemia koronawirusa sprawiła, że ludzie w całej Europie rzucili się na psy, ale na Wyspach szaleństwo osiągnęło apogeum. Psy rasowe zaczęły znikać z prywatnych posesji, a opiekunowie boją się wychodzić z nimi na spacer. Zwierzętami interesują się nie tylko drobni złodziejaszkowie, ale również zorganizowane grupy przestępcze.

Jednym ze skutków pandemii COVID-19 jest ogromny wzrost zainteresowania psami. Do hodowców w całej Europie ustawiają się kolejki chętnych, a rasowe szczenięta sprzedają się niczym "ciepłe bułeczki". Dla części ludzi zwierzęta stały się lekiem na samotność i obniżony nastrój, dla innych motywacją do większej aktywności fizycznej, a dla pozostałych - pomysłem na biznes, niekoniecznie legalny. Tak duży popyt przełożył się bowiem na ceny, które w najbardziej popularnych rasach wzrosły nawet o 200 proc.

Lawinowy wzrost kradzieży psów

Reklama

Wielka Brytania już wcześniej borykała się z kradzieżami psów. Organizacja charytatywna Dogs Trust podaje, że do tej pory każdego roku zgłaszano średnio 2000 kradzieży psów. Jednak w rzeczywistości liczba ta mogła być większa, ponieważ kradzieże zwierząt domowych często są klasyfikowane jako kradzież lub włamanie, co tuszuje rzeczywistą skalę problemu.

Początkowo sądzono, że lockdown spowoduje spadek liczby tego typu przestępstw. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te oczekiwania i stało się zupełnie odwrotnie. Takiego wzrostu liczby kradzieży psów rasowych na Wyspach jeszcze nie było i możemy mówić o prawdziwej pladze.

- Zaginionymi zwierzętami zajmuję się od 30 lat i jest to najgorszy rok, jaki pamiętam - powiedział BBC Wayne May z organizacji Dog Lost, która między innymi pomaga właścicielom skradzionych psów.

Organizacja Dogs Trust przeprowadziła niedawno badanie, z którego wynika, że w trakcie ostatniego roku trwania pandemii w Wielkiej Brytanii liczba kradzieży psów mogła wzrosnąć nawet o 250 proc.

Szacunki te potwierdziła w rozmowie z Interią Helen Jeremy, koordynatorka Dog Lost dla Norfolk, Suffolk i Cambridge.

- Liczba kradzieży psów w 2020 roku wzrosła o 250 proc. w stosunku do roku 2019. A wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie ich jeszcze więcej - stwierdziła.

Wystarczy wejść w mediach społecznościowych na profile policji, organizacji pomagających zwierzętom i grup zrzeszających osoby, którym skradziono pupila, by zobaczyć, jak ogromna jest skala problemu - każdego dnia publikowane są dziesiątki ogłoszeń zrozpaczonych opiekunów i hodowców.

Dlaczego psy giną na potęgę?

Ogromne zainteresowanie psami - głównie rasowymi, spowodowało gwałtowny wzrost cen. Co więcej, horrendalne kwoty, jakie trzeba zapłacić za szczenię popularnej rasy (nawet 3 tys. funtów, czyli około 16 tys. zł), nie odstraszyły nabywców i do hodowców wciąż ustawiają się kolejki.

- Przestępcy zobaczyli, co się dzieje i dodali dwa do dwóch - wyjaśniła w rozmowie z BBC Beverley Cuddy, redaktorka czasopisma "Dogs Today".

W pierwszej fazie lockdownu, wiosną ubiegłego roku, kradzieże dotykały głównie hodowców psów, którym ginęły całe mioty. Obecnie ich ofiarami padają również rodzinne psy, nie tylko szczenięta, ale i starsze zwierzęta. Najczęściej są to suczki - dzięki nim przestępcy mogą sami zająć się "hodowlą" i w ten sposób mnożyć swoje zyski.

"The Washington Post", powołując się na słowa śledczych, pisze o pojawieniu się w Wielkiej Brytanii nowej "szczenięcej mafii". Za częścią kradzieży stoją bowiem ludzie, którzy do tej pory zajmowali się prostytucją, przemytem narkotyków czy sprzedażą broni. Teraz bez skrupułów wykorzystują ogromny popyt na psy i wysokie ceny.

Nie wszystkie psy są kradzione z myślą o ich sprzedaży na czarnym rynku lub rozmnażaniu. Na sile przybiera również zjawisko dognappingu, czyli żądania okupu za psa. Do takich sytuacji często nieświadomie doprowadzają sami właściciele, którzy w akcie rozpaczy oferują wysokie nagrody za odnalezienie psa. Eksperci ostrzegają przed takimi praktykami. Może to być zachęta dla przestępców do kolejnych kradzieży w celu przedstawienia się w roli znalazcy i odebrania nagrody.

Pojawiają się również głosy wskakujące na użycie skradzionych zwierząt w nielegalnych walkach psów.

Właściciele psów żyją w strachu

Podczas pandemii złodzieje stali się o wiele bardziej bezczelni i niebezpieczni. Zwierzęta są kradzione nie tylko sprzed sklepów, gdzie są łatwym celem, ale też z samochodów, ogrodów, a nawet domów.

Coraz częściej zdarzają się też przypadki kradzieży psów podczas spacerów. Niektóre kończą się pobiciem. Taka niebezpieczna sytuacja spotkała w styczniu tego roku 22-letnią studentkę, Alle Knight. Podczas spaceru ze swoim mopsem została zaatakowana przez dwóch mężczyzn, powalona na ziemię i pobita. W rozmowie z BBC opowiedziała, że przestępcy przeszukali jej kieszenie, po czym próbowali zabrać psa. Szczęśliwie udało jej się utrzymać go na smyczy, a napastnicy uciekli, gdy usłyszeli nadjeżdżający samochód.

Każdy z naszych rozmówców był przerażony tym, co się dzieje. Ludzie, którzy mają psy, żyją w permanentnym strachu - boją się nie tylko o swoje zwierzęta, ale też o siebie i bliskich. Niektórzy nie wyrazili zgody na publikację swoich słów - nawet anonimowo, co pokazuje, jak silna jest tam psychoza strachu.

- Do mojej znajomej na spacerze podeszło dwóch mężczyzn i zapytało, jakiej rasy jest jej pies. W czasie gdy odpowiadała jednemu z nich, drugi zaczął przecinać smycz. Wszystko to działo się w biały dzień! - nie kryje swojego przerażenia Pedder. - Znajoma zaczęła krzyczeć, ludzie przybiegli z pomocą, a mężczyźni uciekli. Jej pies jest już bezpieczny, ale ona boi się teraz z nim wychodzić. Moi przyjaciele zaczęli nosić ze sobą gaz pieprzowy i używać smyczy łańcuszkowych, których nie da się łatwo przeciąć. Każdy ma ze sobą alarm osobisty. Przerażająca sytuacja.

Hodowcy i właściciele psów wzmacniają zabezpieczenia w swoich domach, montują kamery CCTV, starając się zamienić je w twierdze nie do zdobycia. Swoich zwierząt nie spuszczają z oczu nawet, kiedy te przebywają w przydomowym ogródku. Rezygnują ze spacerów w miejscach publicznych i nie wychodzą na nie w pojedynkę. Wielu, poza gazem pieprzowym, ma przy sobie również nóż lub kij bejsbolowy.

- Moje psy są ze mną 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Boję się zostawiać je same w domu, a nawet wypuszczać do ogrodu. Zamontowałam dodatkowe ogrodzenie oraz zabezpieczenie bramy - opowiada Lindsay. - Przestałam wychodzić na spacery w publiczne miejsca, bo za bardzo mnie to przeraża. Na szczęście moi rodzice mają ogrodzony teren, na którym psy mogą swobodnie pobiegać, kiedy jestem tam z nimi. W pobliskim mieście policja znalazła niedawno około 60 skradzionych psów. To szokujące!

Wayne May z Dog Lost wspomniał w rozmowie z BBC, że kradzież psa to ogromna trauma dla właścicieli. Wielu z nich boryka się później z lękiem, depresją i zespołem stresu pourazowego. Nic w tym dziwnego, skoro zwierzęta coraz częściej traktujemy jak członków rodziny.

Na kolejnej stronie dowiesz się, jak złodzieje oznaczają domy, z których chcą ukraść psa >>

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje