Reklama

Reklama

Samotna Polka na biegunie. Dowiedz się, co tam odnalazła

W 69 dni przeszła ponad 1200 km, zmagając się z siarczystym mrozem, śniegiem i wiatrem. – Wydaje mi się, że na co dzień jestem sobą, ale dopiero tam odkryłam, że człowiek staje się prawdziwy, kiedy jest sam – mówi Małgorzata Wojtaczka, pierwsza Polka, która samotnie i bez pomocy z zewnątrz zdobyła Biegun Południowy.

Gdy u nas panuje zima, na Antarktydzie jest lato: słońce świeci przez 24 godz. na dobę, podnosi się też temperatura, sięgając od -20 do -35 st. C. (odczuwalna z powodu wiatru jest o 10 st. niższa), prawie codziennie wieje mocny wiatr, w krajobrazie dominuje dryfujący śnieg. W takich warunkach Małgorzata Wojtaczka wędrowała na Biegun Południowy. Dlaczego wybrała się akurat tam i dlaczego podjęła to wyzwanie samotnie, rezygnując też z wszelkiej pomocy z zewnątrz?

Reklama

- Jest tam zimno, a to lubię. Poza tym to bardzo wielka przestrzeń bez cywilizacji, miejsce bardzo mało zmienione ręką człowieka. No i jest trudno, to też lubię - mówi Małgorzata Wojtaczka.

"Trudno" to pojęcie względne. Żeby zrozumieć skalę trudności, z jaką musiała się zmierzyć wrocławianka, spójrzmy na kilka liczb. Sama, na specjalnych sankach, ciągnęła wszystko, czego potrzeba, by przeżyć na Antarktydzie - 60 kg jedzenia, a do tego niezbędny sprzęt, jak namiot, śpiwór czy kuchenka na ciekłe paliwo. Sanki miała ultranowoczesne - kevlarowe, ekspedycyjne, norweskiej produkcji, ale nawet one ważyły 7 kg. W sumie, gdy wyruszała, ciągnęła za sobą 120 kg. Codziennie maszerowała przez ok. 10 godz. w rytmie: 2 godz. marszu, 20 minut przerwy. Dodajmy, że miała pod górę, ponieważ zaczynała na poziomie morza, a Biegun Południowy znajduje się na wysokości 2835 m n. p. m. Od startu do celu pokonała łącznie 1200 km.

Wszystkie te liczby robią wrażenie, a jak z ekstremalnym wysiłkiem i warunkami radziła sobie jej psychika? Dla niektórych może być to niespodzianka: kiedy jej organizm pracował na wysokich obrotach, umysł odpoczywał i kontemplował.

- Po tygodniu oderwałam się od codzienności i spraw, które trzeba było załatwić jeszcze przed wyjazdem, a po dwóch tygodniach zostało już tylko to, co tu i teraz: marsz oraz Antarktyda, to, co mnie otaczało - opowiada Małgorzata Wojtaczka.

Czy do takiej wyprawy przygotować się może każdy?

Okazuje się, że w tym także tkwi trudność. Nie polega tylko na tym, że przed

wyjazdem potrzebna jest odpowiednia dawka ćwiczeń kondycyjnych i siłowych, to wcale nie wystarcza.

- Trzeba mieć jeszcze trochę doświadczenia wyprawowego. Przez wiele lat chodziłam po jaskiniach, jeździłam na wyprawy w góry, potem przez wiele lat żeglowałam w rejonach polarnych. To trochę uczy, jak o siebie zadbać, jak nie wpaść w panikę, kiedy jest trudno, pozwala też nabrać doświadczenia, choćby w pokonywaniu lodowych szczelin, które są największym niebezpieczeństwem, kiedy idzie się samemu - podkreśla Małgorzata Wojtaczka.

Jest szóstą kobietą na świecie, która samotnie, nie korzystając z żadnego wsparcia, zdobyła Biegun Południowy. Dodajmy, że przed nią dotarł tam tylko jeden Polak, Marek Kamiński.

Kto chciałby dowiedzieć się więcej o wyprawie Małgorzaty Wojtaczki na Biegun Południowy, może obejrzeć odcinek programu "Z tymi co się znają" z jej udziałem. Pojawia się tam sporo ciekawych szczegółów. Podróżniczka opowiada w nim m.in. o tym, czy miała moment zniechęcenia lub wręcz kryzysu, jak wygląda biegun ceremonialny i dlaczego ten geograficzny co roku jest w innym miejscu, co to jest whiteout, a czym są zastrugi, dlaczego na takiej wyprawie nie należy się za często myć i dlaczego musiała zdążyć na ostatni samolot z Antarktydy do Chile.

Program "Z tymi co się znają" można znaleźć na kanale YouTube. Premiera nowego odcinka w każdy piątek o godz. 17.00.

 

 

 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje