Siedem zabawnych wpadek telewizji PRL

Mało co tak bawi telewidza jak gafa prezentera na wizji, błąd kamerzysty czy niespodziewane wydarzenie w studiu. Dlatego te historie wciąż pamiętamy i nadal się śmiejemy.

Panią Edytę kręci w nosie...

Reklama

Edyta Wojtczak zapowiadała program w mikroskopijnym pomieszczeniu dla spikerek. Lampy grzały, wokół unosiły się drobiny kurzu. Zakręciło się jej w nosie i... głośno psiknęła. Dobrnęła do końca zapowiedzi, po czym się rozpłakała. Szczęściem dyrektor ją pocieszył: "Nie rycz, mała! Był to najzabawniejszy i najmilszy punkt dzisiejszego programu".

Kapcie Krystyny Loski

Spikerzy, którzy składali telewidzom życzenia noworoczne, musieli być uroczyście ubrani lecz jedynie od góry, bo tylko tak pokazywała ich kamera. Na sylwestra w TVP Krystyna Loska włożyła więc do sukni domowe kapcie z różowym puszkiem, a jej kolega spiker dżinsy i zwykłe buty do marynarki od smokingu. Traf chciał, że "zmęczony" szampanem kamerzysta przysnął, kamera zaś zsunęła się i... pokazała widzom te "wyjściowe" części strojów. Wkrótce do telewizji przyszły listy z pytaniami, dlaczego skąpi pracownikom na ubrania. W tej sytuacji szef dał obojgu po tysiąc złotych na ciuchy.

Statek "Batory" się pali!

W programie rozrywkowym Jerzego Gruzy "Tele-Batory Cocktail" wóz transmisyjny z reżyserem stał na nabrzeżu, a artyści i załoga na pokładzie naszego liniowca. Transmisję planowano zacząć, gdy Gruza machnie ręką. Inspicjentka czuwająca na pokładzie miała wtedy powiadomić oficera, by włączył syrenę, telewizja - puścić na jej dźwięk napisy na tle statku, a jeden z matów - odpalić sztuczne ognie (race ratownicze), ale nie za wysoko, by błyski zmieściły się w kadrze. Niestety, inspicjentka i oficer tak bardzo wpadli sobie w oko, że... niczego nie zauważyli!

Zanim uruchomili syrenę, minęło dużo czasu. Z kolei mat od sztucznych ogni strzelał tak nisko i wzniecał taki huk, że widzowie ledwie słyszeli powitanie kapitana. Ujrzeli za to, jak... tli się brezent na szalupach, który zajął się od rakietnic. Kapitan też to dostrzegł: - Ogłaszam alarm przeciwpożarowy! I życzę Państwu wesołej zabawy" - wypalił. Na to włączyły się syreny alarmowe, zaś załoga ruszyła do gaszenia. Zagraniczni pasażerowie "Batorego" ze Szkocji, spłoszeni alarmem, ubrali się w kapoki i wyszli w spódniczkach na pokład. Artystom zaś wszystko się pomyliło i zaczęli tańczyć, myśląc, że to dalszy ciąg programu. Reżyser mógł jedynie obserwować, jak wybitny tancerz walcuje z nader przystojnym Szkotem odzianym w kilt i kamizelkę ratunkową...

Pechowy "Dziennik TV"

Kiedy prowadząca wieczorny Dziennik Telewizyjny prezenterka relacjonowała Kongres Kobiet, widzów dobiegły nagle odgłosy kłótni w reżyserce. Kobieta próbowała je ignorować, jednak nie dało się, więc ze słowami: "Przepraszam państwa!", sięgnęła po słuchawkę telefonu. Podobno był to umówiony gest - sygnał dla realizatora, że sytuacja jest alarmowa. Na szczęście pomogło, awantura w reżyserce od razu ucichła.

Awaria w Toto-Lotku

Czasami jednak prowadzący nic nie mógł zrobić, jak wtedy, gdy zepsuła się maszyna losująca kule z numerami Toto-Lotka. Zaczęło się jak zwykle: automat ruszył, starannie je wymieszał po czym... wysypał na podłogę. Widzowie usłyszeli wtedy, że losowanie zostanie ponowione, ale już nie na wizji.

Podniesiona sukienka

W latach 50. tzw. program testowy nie był emitowany na kraj, tylko np. do fabryki telewizorów. Pewnego razu kamerzyści, idąc na przerwę, nie wyłączyli kamer, lecz jedynie skierowali je na stojący w studiu kosz. Usiadła na nim niczego nieświadoma aktorka, która uniosła sukienkę i zaczęła się wachlować dla ochłody. Kamery oczywiście pokazały ten obraz wszędzie, gdzie stały włączone odbiorniki. Chwilę później do telewizji zadzwonił ktoś z KC (czyli Komitetu Centralnego PZPR), z pretensjami o... szerzenie pornografii. Odtąd pracownicy pamiętali, aby wychodząc, "zamglić" obraz.

Kto zamawiał "ruskie"?

Wpadką natury... politycznej okazał się żart Jana Kobuszewskiego o pierogach, opowiedziany w "Kabarecie Olgi Lipińskiej" w 1978 r. I to mimo że kluczowe słowo w ogóle wtedy nie padło na ekranie! Zaczęło się od tego, że pan Janeczek chciał opowiedzieć Tureckiemu o tym, jak to bufetowa, wydając pierogi, krzyczy: "Kto prosił?...". W tym momencie wtrącił się Wojciech Pokora: "Stop! Zaraz, co pan?!". "No tak, ale przecież zamiast można powiedzieć: leniwe! - zmitygował się pan Janeczek. - Kto prosił leniwe? Nikt! Same przyszli!" Ambasada ZSRR dopatrzyła się w tym żarcie aluzji do obecności wojsk radzieckich w kraju. Polski cenzor, który to puścił, został ukarany, a kabaret ku rozpaczy telewidzów zawieszono.

Dorota Filipkowska

Korzystałam z książki J. Gruzy "Telewizyjny alfabet wspomnień", A. Szarłat "Prezenterki" i strony: vod. tvp.pl/video/telewizja-w-anegdocie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje