Reklama

Reklama

Wyrzucamy zbyt dużo żywności

Kupujemy za dużo produktów spożywczych. Nie jesteśmy w stanie ich zjeść, psują się, a potem... wynosimy je na śmietnik. Po świętach robi tak co drugi Polak! Czy naprawdę musimy marnować aż tyle jedzenia?

Blisko dziewięć milionów ton żywności co roku trafia do śmieci. Niemal co trzeci ankietowany Polak przyznaje, że zdarza mu się wyrzucać produkty spożywcze i potrawy. Po każdych świętach i sylwestrze robi to ponad połowa z nas! Skąd takie marnotrawstwo?

Reklama

Przede wszystkim źle szacujemy ilość potrzebnego jedzenia. Przed świętami kupujemy i przygotowujemy go za dużo - w obawie, żeby niczego nie zabrakło podczas spotkań z rodziną. Nie bez znaczenia jest też staropolski zwyczaj "zastaw się, a postaw się": szykujemy jak najwięcej, bo jesteśmy gościnni i chcemy, żeby stół bogato wyglądał.

Z najnowszego raportu "Nie marnuj jedzenia 2016" wynika, że w ciągu roku prawie połowa z nas wyrzuca wędliny (43 proc.), niemal co czwarty pieczywo (36 proc.). Marnujemy też warzywa, owoce, jogurty, mięso, mleko, ser, ryby, dania gotowe i jajka. Aż 4 na 10 rodaków usprawiedliwia się, że przegapiło termin przydatności do spożycia. Tylko co drugi z nas sprawdza go na opakowaniu. Co szósty przyznaje, że zdarza mu się skusić na towar z krótką datą przydatności, a potem go wyrzucić.

Często kupujemy na zapas. Kiedy zaś sięgamy po zgromadzone produkty, są już nieraz przeterminowane. Niemała w tym zasługa rozmaitych ofert promocyjnych, które nam proponują nabycie większej ilości towaru za mniejszą kwotę. Inny powód marnotrawstwa to złe przechowywanie. Rzadziej zdarza się, że wyrzucamy produkt spożywczy, bo jest niesmaczny lub złej jakości. Nie mamy też pomysłu na wykorzystanie tego, co nam zostaje. A przecież, zamiast wyrzucać dobrą jeszcze żywność, można ją oddać potrzebującym!

Podstawową sprawą jest jednak zmiana nawyków. O tym, że jedzenia nie należy marnować i że inni też go potrzebują, starajmy się pamiętać codziennie. Nie wstydźmy się przekazywać tej wiedzy naszym dzieciom.

Jak gospodarować żywnością w domu

● Planujmy jadłospis na kilka dni naprzód. Przy okazji sprawdzimy, jakie produkty już mamy.

● Przed większą imprezą w domu zróbmy listę zakupów. Jedną z produktami trwałymi, których możemy kupić więcej i wcześniej (np. mąka, cukier, olej). A drugą ze świeżymi, jak mięso, ryby, warzywa.

● Zadbajmy o miejsce w lodówce, by świeże artykuły się nie zepsuły zbyt szybko.

● Na przyjęcie róbmy mniejsze porcje. Dań będzie dużo, więc goście i tak się najedzą, a nie będzie czego wyrzucać.

● Zagospodarujmy to, co zostanie, np. pierogi i bigos można zamrozić, ryby zalać zalewą.

Zakupy róbmy z głową

W jaki sposób dba pani o to, żeby nie marnować jedzenia?

Monika Archicińska, Federacja Polskich Banków Żywności: -Mam zwyczaj planowania raz na tydzień, co kupię i co ugotuję. Zakupy produktów robię w niewielkich ilościach, a nie hurtowo. I ostrożnie podchodzę do promocji. Wiem, że nie zawsze potrzebuję tego wszystkiego, co mi oferują.

Czy każdy z nas może zanieść jedzenie do banku żywności, aby ten przekazał je potrzebującym?

- Nie, ale jeśli do nas zadzwoni, to bank skieruje go do najbliższej, współpracującej z nim jadłodajni, świetlicy środowiskowej czy oddziału Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, które takiej żywności potrzebują i mogą ją przyjąć. Zachęcam także, żeby samemu się rozejrzeć w swojej okolicy: a nuż ktoś obok nas potrzebuje wsparcia, bo brakuje mu na jedzenie. Wciąż wiele jest takich osób, a dzielenie się zbliża ludzi.

Czym w takim razie zajmują się banki żywności?

- Działamy na szerszą skalę, tj. pozyskujemy od sieci handlowych i producentów żywność, która mogłaby się zmarnować (z krótkim terminem przydatności do spożycia), i organizujemy jej przekazywanie do organizacji partnerskich, jak jadłodajnie czy świetlice. Są także zbiórki żywności w sklepach. Następna odbędzie się przed Wielkanocą.

Możemy nakarmić wiele osób

Dzięki Marysi i jej znajomym wielu niedożywionych ludzi najadło się do syta. - Przed Wielkanocą, dwa lata temu, pewien bezdomny spod Hali Mirowskiej poprosił mnie o kilka złotych - opowiada Maria Skołożyńska (25 l.) z Warszawy. - Odpowiedziałam, że chętnie kupię mu jedzenie. Poszliśmy razem do sklepu, gdzie wyznał mi, że marzy o zjedzeniu jajek na twardo, ale jeżeli nawet mu je kupię, to i tak nie ma jak ugotować. Więc zaproponowałam, że sama ugotuję w domu i przywiozę. Stojąc nad garnkiem zrozumiałam, że przecież my z rodzeństwem, rodzicami i babcią nagotowaliśmy za dużo potraw. "Starczy też dla innych" - pomyślałam.

Napisała na Facebooku apel do znajomych: żeby dali znać, jeśli zostanie im jedzenie - wtedy je od nich odbierze i zawiezie bezdomnym. - Odzew przerósł moje oczekiwania - cieszy się Maria. - Przez kilka dni kursowałam po mieście, odbierając i rozwożąc żywność... A przed Wielkanocą 2016 znalazłam 20 jadłodajni w całym kraju i podawałam chętnym adres do oddania zbędnego jedzenia. W grudniu 2016 r. akcja społeczna "Podziel się posiłkiem z bezdomnymi" objęła 17 miast. - Nie wyrzucajmy jedzenia po świętach, ale i na co dzień! - apeluje Maria Skołożyńska. - Możemy w ten sposób nakarmić wielu głodnych.

Dorota Filipkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje