Reklama

Reklama

Za dużo to i kura nie zniesie...

Stłoczone w ciasnych klatkach, bez dostępu do świeżego powietrza i słońca. Żyją często na własnych odchodach, w potwornym fetorze, wydziobując sobie wzajemnie pióra. Zestresowane, zdeformowane, nierzadko chore... Patrzą na śmierć swoich towarzyszek, które później zjadają. Tak wygląda rzeczywistość nawet 40 milionów kur niosek w Polsce.

Podczas gdy polscy aktywiści, walczący o prawa zwierząt, starają się odmienić smutny los niosek, czescy mają powód do radości. Organizacja Compassion Polska poinformowała, że czeski senat przegłosował całkowity zakaz hodowli klatkowej kur niosek, który będzie obowiązywał od 2027 roku. To ogromny sukces, bo uwolnionych może zostać nawet 4,5 mln kur. Zakaz ten jest częścią nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, podobne obowiązują już m.in. w Austrii, Luksemburgu oraz w Niemczech. 

Według raportu, sporządzonego przez Compassion Polska, nasz kraj jest w czołówce tych, dla których dobrostan zwierząt wciąż znaczy niewiele - aż 82 proc. z nich hodowanych jest w klatkach. Dla porównania, w Austrii w klatkach żyje zaledwie 3 proc. zwierząt, w Szwecji 8 proc., a u naszych zachodnich sąsiadów 14 proc. Najgorzej w raporcie wypadają Malta, Hiszpania i Portugalia - w tych krajach w klatkach żyje kolejno 99, 89 i 89 proc. zwierząt. Polska, z zaledwie 18 proc. zwierząt, którym dane jest żyć poza klatką, zajmuje słabe 23. miejsce. W klatkach żyją w naszym kraju prawie 42 miliony zwierząt.

Sporą ich część stanowią kury nioski, których głównym zadaniem jest znoszenie jaj. Nioski są zdecydowanie mniejsze i mniej umięśnione od brojlerów, mają małe głowy, wypukłe oczy, zrogowaciałe dzioby i ściśle przylegające do ciała skrzydła. Na polskich fermach spotyka się najczęściej rasy Rhode Island Red oraz White - różnią się one jedynie kolorem piór, a ich przedstawicielki znoszą nawet do 200 jaj rocznie. Długość życia niosek nie została do tej pory ściśle określona, ale przyjmuje się, że w hodowlach przydomowych żyją od 5 do 10 lat, w klatkach mogą nie dożyć nawet roku. 

Reklama

Kury nioski są wszystkożerne - żywią się insektami, nasionami, ale nie pogardzą również małymi kręgowcami np. myszami. Bardzo ważne w ich diecie są skorupki, które dostarczają wapnia oraz drobne kamyki, pomagające rozdrabniać pokarm w żołądku. Kury uwielbiają kulinarne eksperymenty, lubią testować nowe smaki i same zdobywać pokarm - to dlatego godzinami grzebią w ziemi, co ma pozytywny wpływ na ich psychikę i daje im mnóstwo radości. 

Kury to zwierzęta terytorialne, a posiadanie własnej przestrzeni jest im niezbędne do zachowania zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia. Szczególną rolę pełni w ich życiu grzędowanie. W naturze kury wzbijają się w powietrze i siadają na drzewach - chęć wskakiwania na wyższe obiekty uwidacznia się już u trzytygodniowych pisklaków. Kury zaczynają grzędowanie chwilę po zachodzie słońca, przytulają się wtedy mocno do siebie, by dwie godziny przed wschodem słońca rozpocząć proces oddalania. 

Wbrew pozorom, kury mocno dbają o higienę. Kochają kąpiele piaskowe, które pomagają im pozbyć się pasożytów z piór i skóry oraz martwego naskórka. Badania wykazały, że kąpiele te są dla nich tak ważne, że potrafią podjąć bardzo duży wysiłek, by ich zażyć. Regularnie stosują również tzw. preening, czyli zabieg polegający na przeciąganiu piór przez dziób. Pozwala on na właściwe natłuszczenie upierzenia i gwarantuje izolację przed wodą oraz ochronę przed zimnem. 

W naturalnych warunkach kury ponad 60 proc. swojego czasu spędzają na przeczesywaniu terenu w poszukiwaniu smacznych kąsków. Nawet gdy zapewni się im pełnowartościowy pokarm, wciąż będą grzebać w ziemi, dziobać i testować otoczenie. Te zachowania są niezbędne dla utrzymania dobrej kondycji psychicznej i fizycznej, łatwo więc sobie wyobrazić, czym jest dla tych ciekawskich, spragnionych wrażeń ptaków zamknięcie w klatce.

Chów klatkowy w systemie bateryjnym opatentowany został w 1966 roku przez Samuela Duffa, 15 lat później już 75 proc. jaj pochodziło od kur z hodowli klatkowej! Mniej więcej w tym samym czasie przeciwnicy tego systemu rozpoczęli walkę o dobrostan kur niosek, a jego pionierką była autorka książki "Animal Machines" Ruth Harrison. Minęło wiele lat, a aktywiści organizacji prozwierzęcych wciąż walczą o wolność i dobrostan tych ptaków. 

Nie taka kura głupia, jak ją malują

Kury są zwierzętami udomowionymi i wywodzą się od kura bankiwy, który został ukształtowany i ukierunkowany przez ludzi co najmniej siedem tysięcy lat temu. W przeciwieństwie do kotów czy psów, udomowionych podobną drogą, rzadko budzą w nas jednak zachwyt czy ciekawość. Żyjące na fermach przemysłowych, stłoczone jedna obok drugiej, jawią się nam jako jedna wielka, niewiele znacząca masa. To błąd, bo naukowcy już dawno udowodnili, że inteligencją i sprytem dorównują innym, bardziej szanowanym przez człowieka gatunkom. 

Już kilkugodzinne pisklęta posiadają umiejętności, których brakuje nawet kilkuletnim dzieciom! Naukowcy badający zachowania kur uwodnili, że kilkudniowe kurczęta potrafią dodawać i odejmować do pięciu, nieobca jest im znajomość prostej geometrii, a nawet umiejętność porównania struktury obiektów. Potrafią porównywać się do innych członków stada i rozumieją hierarchię w nim panującą. 

Kury mają imponującą pamięć - rozróżniają kilkaset twarzy innych kur, a rozdzielone, potrafią rozpoznać się nawet po wielu miesiącach separacji. Podejmują świadome decyzje i wolą zrezygnować z natychmiastowej, ale mniejszej nagrody, w zamian za późniejszą, ale nieco większą. Przekazują sobie wiedzę z pokolenia na pokolenie, a matki uczą pisklaki m.in. unikania ziaren, które mogą im zaszkodzić. Co ciekawe, pierwszy kontakt z dziećmi nawiązują jeszcze przed ich przyjściem na świat, ćwierkając w stronę niewyklutych piskląt. Kury nie mają problemów z logicznym rozumowaniem - już małe kurczaki wiedzą, że przedmiot, który znika nagle z ich pola widzenia, nie przestaje istnieć - takiej umiejętności brakuje np. rocznym dzieciom. 

Terapeutki, przyjaciółki, towarzyszki

Kury czują strach, żal, nudę, frustrację i entuzjazm, naukowcy przekonują również, że doskonale wiedzą, czym jest prawdziwa przyjaźń. Są empatyczne i opiekują się słabszymi towarzyszkami. Jedna z bohaterek książki "Osobowość na talerzu", autorstwa badaczki Barbary J. King, Ellen Chase z New Hampshire wspomina, jak jedna z jej kilkunastu kur oślepła, a druga natychmiast przyjęła rolę jej przewodniczki. Zdrowa kura nie opuszczała ślepej nawet na chwilę, kładła przed nią robaki i siedziała obok niej na grzędzie, mimo że towarzyszka chodziła spać o nienaturalnie wczesnej porze. Zoolog Maurice Burton opisywał podobny przypadek, w którym młoda kura stała się przewodniczką dla swojej starszej przyjaciółki. Zbierała dla niej jedzenie, oprowadzała po ogrodzie, a wieczorem zaprowadzała staruszkę do kurnika. Kiedy starsza kura umarła, młodsza przestała jeść i zmarła przed upływem tygodnia.

Gdy Pan Henry Joy, niesiony w koszyczku, przemierzał korytarze domu spokojnej starości Golden Living Center w Charlotte w Karolinie Północnej, mieszkańcy i pracownicy orientowali się, że znajdują się w obecności niezwykłej osobowości. Henry Joy kochał seniorów, nigdy nie wiercił się i nie protestował, gdy spragnieni bliskości starsi ludzie brali go na ręce i tulili. Gdy zachorował i musiał przejść amputację kilku palców u stóp, mieszkańcy domu nosili go w koszyczku, w przejawie wdzięczności za terapeutyczną pracę, którą wykonywał. Bo Pan Henry Joy był kurzym terapeutą. 

Naukowcy udowodnili, że kuroterapia pomaga przełamywać lęki, rozwija sprawność ruchową, a nawet umiejętność okazywania uczuć. Psycholog i terapeuta, Teresa Toczydłowska przekonuje, że kontakt z kurami ćwiczy również koncentrację i wyobraźnię, wzmacnia zmysł wzroku i słuchu i wyzwala spontaniczność. 

Te empatyczne i mądre ptaki to dziś jedne z najbardziej eksploatowanych przez człowieka zwierząt na świecie. Traktowane przedmiotowo, zmuszane do ciągłej produkcji jaj, żyją w ubogim, monotonnym środowisku, pozbawionym bodźców, których potrzebują.

Jak one to znoszą?

Walka o dobrostan kur niosek od wielu lat jest częścią działalności m.in. Fundacji Otwarte Klatki. Częścią kampanii "Jak one to znoszą" jest obszerny raport przedstawiający smutną rzeczywistość niosek w Polsce. Twórcy raportu skupili się na przybliżeniu konsumentom warunków, w jakich hodowane są nioski i edukacji, bez której koszmar tych ptaków nigdy się nie skończy. 

Krótkie życie za kratami

Najpopularniejszym systemem utrzymywania kur niosek jest chów klatkowy - bardzo ekonomiczny, wydajny i prawie całkowicie zmechanizowany. Od 2012 roku zakazane jest stosowanie klatek bateryjnych, hodowcy musieli przestawić się na tzw. klatki wzbogacone, mające zapewnić kurom większy dobrostan. Trudno jednak mówić o dobrostanie zamkniętej w klatce kury, która dla zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego potrzebuje sporej przestrzeni, regularnych spacerów, kąpieli w piasku i możliwości samodzielnego zdobywania pokarmu. Nowe klatki wzbogacone zostały wprawdzie w grzędę, ściółkę umożliwiającą dziobanie oraz dostęp do gniazda, ale pokarm wciąż podawany jest ptakom automatycznie. Zależnie od wieku kur, stosowany jest również zróżnicowany czas oświetlenia kurnika. Kury trzymane są wprawdzie w grupach liczących 20-60 osobników (najlepiej czują się w stadach liczących od 10 do 20 osobników) ale na jednej farmie znajdować się wciąż może nawet 100 tys. kur. Należy pamiętać, że dodawanie nowych kończy się walkami i obrażeniami, a usuwanie innych powoduje rozbicie ustalonego porządku i ma negatywny wpływ na zdrowie psychiczne tych ptaków. Badania wykazały, że gdy liczba członków stada jest zbyt duża, hierarchia staje się mniej stabilna, a wśród kur rośnie agresja, frustracja i dochodzi do coraz częstszych ataków. 

Chów klatkowy hamuje naturalne zachowania kur, powoduje u nich depresję, cechuje go również największa liczba osobników umierających przedwcześnie. Kury kochają przestrzeń, a w hodowli klatkowej przetrzymywane są w ogromnym ścisku - na jedną kurę przypada kwadrat o boku 27 cm. Mają ogromną potrzebę ruchu, przetrzymywane w klatkach cierpią więc na osteoporozę i ból, spowodowany pękaniem kręgów. Choroba kończy się zazwyczaj paraliżem. W naturze niosek leży samodzielne zdobywanie pokarmu - brak dostępu do wybiegu oraz podawanie gotowych mieszanek paszowych nie pozwala na realizację tych potrzeb, kury wydziobują więc sobie wzajemnie pióra, raniąc się często do krwi. Nioski hodowane w klatkach pozbawione są również możliwości korzystania z kąpieli piaskowych. W efekcie cierpią na choroby grzybicze i pasożytnicze, wszoły oraz świerzbowce. 

Kury doskonale rozpoznają stan emocjonalny swoich towarzyszek i wykazują ogromną empatię w stosunku do osobników znajdujących się w niebezpieczeństwie. Kury żyjące na fermach narażone są na ból, nierzadko są świadkami cierpienia i śmierci swoich najlepszych przyjaciółek. Zdolność do odczuwania emocji towarzyszek mocno potęguje ich cierpienie.

Niewiele mówi się o innych ofiarach przemysłu jajczarskiego - kogucikach "jajecznych", zbędnym produkcie procesu hodowli. Nioski znoszą zdecydowanie więcej jaj niż brojlery, ale są mniejsze, a mniejsza masa ciała to mniej mięsa. Hodowanie kogucików na mięso jest więc nieopłacalne, w większości przypadków mieli się je żywcem już w dniu urodzenia. 

Półtoraroczne kury nioski są już kompletnie wyeksploatowane, chore i często całkowicie łyse - hodowca uznaje je więc za bezużyteczne. Finalnie przewożone są do zakładu przetwórczego, gdzie zostają powieszone do góry nogami i zabite. Wcześniej czeka je jednak prawdziwa gehenna - osłabione, zdezorientowane, oduczone ruchu i cierpiące na niedobory wapnia, w transporcie łamią sobie boleśnie kości...

Polscy aktywiści walczą o całkowity zakaz hodowli klatkowej niosek, ale zanim to się stanie, każdy z nas już dziś może wesprzeć ich walkę, wybierając jaja od kur z wolnego wybiegu. Ogromne znaczenie ma również edukacja mniej świadomych konsumentów i rozpowszechnianie, choćby w mediach społecznościowych, akcji #niekupujtrójek. 


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy