Reklama

Reklama

Zaginięcia kobiet w Polsce. Co mówią statystyki?

Według statystyk w Polsce rocznie ginie dwa razy więcej mężczyzn, jednak to zaginięcia kobiet znacznie częściej przyciągają uwagę opinii publicznej. Często słyszymy, że jakaś kobieta wyszła z domu i zniknęła bez śladu. Jakie są najczęstsze okoliczności, w których kobiety uznaje się za zaginione? Ile przypadków kończy się szczęśliwie?

Ponad 90 procent spraw dotyczących zaginięć rozwiązuje się w ciągu pierwszych 30 dni od zniknięcia poszukiwanych. Wciąż jednak pozostaje to niespełna 10 procent. Szacuje się, że rocznie za zaginionych uznaje się 13 tysięcy osób, więc oznacza to, że nierozwiązanych spraw jest aż 1300. Idą za nimi ludzkie dramaty zarówno zaginionych, jak i rodzin, które czekają na ich powrót.

Ile kobiet rocznie uznaje się za zaginione?

Statystyki mówią o tym, że mężczyźni giną znacznie częściej niż kobiety. Z danych KGP z 2019 roku wynika, że na 15167 wszystkich zaginięć, 4995 stanowią kobiety. W 2020 roku odnotowano 12759 zaginięć, z czego 4060 dotyczyła kobiet. 

Reklama

Warto nieco szerzej spojrzeć na problem, biorąc pod uwagę m.in. kwestie związane z depresją wśród kobiet. Ryzyko wystąpienia zaburzeń depresyjnych wśród kobiet (20-25 proc.) jest około dwa razy większe niż wśród mężczyzn (7-12 proc.). Jednak dane dotyczące samobójstw mówią o tym, że to mężczyźni częściej decydują się na taki krok. Może to oznaczać, że kobiety częściej sięgają po pomoc, a mężczyźni gorzej radzą sobie z problemami, nie leczą depresji, dlatego czasem podejmują decyzje o porzuceniu dotychczasowego życia i zniknięciu.

Zobacz również: "Tutaj kobiet nie zatrudniamy!". Szokujący raport o dyskryminacji

Przyczyny zaginięć: Porwania to tylko kropla w morzu

Słysząc o zaginięciu w mediach, zazwyczaj na myśl przychodzi nam skojarzenie z porwaniem. Takie sprawy są też bowiem najczęściej nagłaśniane. Rzeczywistość jest jednak zgoła inna.

W powszechnym przekonaniu zaginięcia kobiet są o tyle przerażające, że często uważa się, iż wiążą się one z porwaniem i dostarczeniem do domów publicznych zlokalizowanych w najodleglejszych częściach świata. Są to również sprawy często przytaczane przez media - nic więc dziwnego, że myśląc o zaginięciu młodej kobiety, w pierwszej chwili na myśl przychodzi nam scenariusz o porwaniu. Dodatkowo, okoliczności tego typu zaginięć są zazwyczaj szczególnie okrutne. 

Wystarczy przypomnieć sprawę 20-latki, która w 2018 roku została porwana przez dwóch mężczyzn z własnego domu. Sprawcy uprowadzenia przez trzy dni w dwóch różnych mieszkaniach więzili kobietę pochodzącą z jednej z miejscowości na terenie powiatu płońskiego. Zamierzali sprzedać porwaną do domu publicznego. 20-latce udało się uciec z miejsca, gdzie była przetrzymywana - z jednego z domów w Płońsku. Pomogli jej okoliczni mieszkańcy, wzywając pomoc. Sąd Okręgowy w Płocku 27 listopada 2020 r. wydał wyrok skazujący, wymierzając aż siedmiu oskarżonym w sprawie kary od 3 lat do 15 lat pozbawienia wolności.

Świadome odejścia z domu

Spory odsetek osób zaginionych stanowią kobiety, które świadomie decydują się na odejście z domu. Zdaniem policji są to osoby, które już wcześniej wykazywały niezadowolenie ze swojego życia. Przeważnie zaginięciu towarzyszy zabranie najpotrzebniejszych rzeczy osobistych takich, jak dokumenty, telefon i ubrania. 

Motyw świadomego odejścia z domu wzorcowo obrazuje tutaj historia pani Krystyny, która mieszkała z mężem i trójką dzieci w niewielkiej miejscowości na wschodzie Polski. 1 września 2004 roku odprowadziła córeczkę do szkoły na uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego. Tego dnia widziano ją po raz ostatni. Nie pojawiła się już w pracy, nie wróciła też do domu.

Poszukiwania 42-letniej kobiety rozpoczęły się od zgłoszenia sprawy na policję przez bliskich, jednak przez miesiące nie znaleziono żadnych poszlak. Dopiero po kilku latach siostra pani Krystyny skontaktowała się z Fundacją ITAKA z prośbą o pomoc i nadzieją, że być może uda się jeszcze coś zrobić. Pracownicy Fundacji skontaktowali się z mężem zaginionej i dwójką jej dorosłych synów. Mężczyźni odmówili jednak udzielenia odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. 

Za sprawą działalności Fundacji zaczęto rozsyłać komunikaty ze zdjęciem pani Krystyny do mediów. Po  rozmowach psychologa z rodziną okazało się, że przed zaginięciem kobiety rodzina borykała się z wieloma problemami i konfliktami, które zaogniły się po jej zniknięciu. Mąż zaginionej na nowo ułożył sobie życie, nie chciał utrzymywać kontaktu z jej siostrą, która w dalszym ciągu chciała odnaleźć panią Krystynę.

Przełomem w sprawie okazał się list, który przyszedł do Fundacji po blisko ośmiu latach od zaginięcia. Nadawczynią była pani Krystyna. Pewnego dnia zobaczyła w gazecie swoje zdjęcie i dowiedziała się, że rodzina chce ją odszukać. Była tym faktem poruszona - nie spodziewała się bowiem, że po tylu latach ktoś chce ją odnaleźć. W liście wyjaśniła, że osiem lat wcześniej, w dniu odprowadzenia córki do szkoły chciała odebrać sobie życie. Dowiedziała się bowiem o zdradzie męża i nie widziała już dla siebie przyszłości. Od tego zamiaru odwiódł ją jednak obcy mężczyzna, z którym następnie się związała i postanowiła na stałe odejść od rodziny. Po rozmowie z psychologiem zgodziła się przekazać rodzinie informację, że żyje. Postanowiła napisać również list do siostry. 

Niewyjaśnione sprawy są najbardziej bolesne dla bliskich

Wszyscy kojarzymy sprawę Ewy Tylman, która zaginęła w centrum Poznania 23 listopada 2015 roku. Wracała wówczas z imprezy firmowej z kolegą. W mediach pojawiały się zdjęcia z monitoringu pokazujące, jak szli razem ulicą, zatrzymywali się, przewracali, siadali na chodniku. Kobieta nigdy nie wróciła do domu. Po kilku miesiącach z Warty wyłowiono jej ciało, które leżało w wodzie zbyt długo, żeby biegli byli w stanie jednoznacznie określić przyczyny śmierci.

Prokuratura oskarżyła o zabójstwo mężczyznę, który wyszedł z Ewą Tylman z imprezy. Głównym dowodem śledczych były zeznania policjantów, którym mężczyzna podobno przyznał się do zbrodni podczas nieprotokołowanej rozmowy w komendzie.  Jednak przed sądem mężczyzna nie przyznał się do winy i zeznał, że policjanci wymusili na nim przemocą tamte zeznania.

Ostatni proces w tej sprawie odbył się 9 maja, jednak okoliczności śmierci Ewy Tylman w dalszym ciągu nie są oficjalnie wyjaśnione. - Zawiodłem się ogromnie na wymiarze sprawiedliwości. Ogromnie! - powiedział po ogłoszeniu wyroku Andrzej Tylman, ojciec ofiary. - Ten proces niczego nie wniósł. Jeździłem tu kilkadziesiąt razy i nic nie wiem - mówił mężczyzna.

Niezależnie od okoliczności i finału zaginięcia bliskiej osoby, zawsze jest to ogromna trauma dla rodziny i przyjaciół. Bezsilność, niepewność, zawieszenie w dwóch światach i brak możliwości przeżycia żałoby sprawia, że bliscy są cały czas w "trybie czuwania". 

"Missing white woman syndrome"

Ważnym pojęciem w kontekście zaginięć kobiet jest "missing white woman syndrome". Syndrom ten polega na tendencji mediów do koncentrowania się na sprawach dotyczących zaginięć młodych kobiet i dziewcząt rasy kaukaskiej, pochodzących z zamożnych rodzin klasy średniej oraz najbogatszych warstw społecznych. Z obserwacji wiemy, że tylko niektóre zaginięcia wzbudzają powszechne zainteresowanie nie tylko mediów, lecz także społeczeństwa. I są to konkretne sprawy, w których pod uwagę bierze się młody wiek, urodę oraz rolę, którą zaginiona osoba pełni w społeczeństwie. 

Często utożsamiamy się z zaginionymi osobami w sytuacjach, gdy należą one do podobnej grupy społecznej, a do ich zaginięcia dochodzi w tajemniczych okolicznościach. I choć są to krople w morzu zaginięć, powstaje w nas lęk i poczucie, że "to mogliśmy być my". Dodatkowo, w sytuacji zaginięcia kobiety często nadmienia się okoliczności, w których wracała sama późną porą, była pod wpływem alkoholu lub rozmawiała z nieznajomym mężczyzną w barze. Obwinianie ofiar może potęgować w nas lęk, że nie jesteśmy bezpieczni. 

Według statystyk policyjnych większość kobiet udaje się odnaleźć żywe

Pokrzepiający jest jednak fakt, że zgodnie ze statystykami prowadzonymi przez policję, więcej osób zostaje odnalezionych, a przypadki śmierci w sprawach zaginięć należą do nielicznych. Większa liczba osób odnalezionych w poszczególnych latach może wynikać z tego, że w danym roku statystycznym odnajdywane są również osoby, które zostały zgłoszone jako zaginione w latach poprzednich.

Ok. 30 proc. zaginionych odnajduje się w ciągu 24 godzin od zgłoszenia. Po 48 godzinach od zgłoszenia odnalezionych zostaje 54 proc., a po siedmiu dniach aż 77 proc., natomiast po miesiącu od zarejestrowania zaginięcia odnajduje się ponad 90 proc. osób.

W sprawach zaginięcia bliskiej osoby należy pamiętać, że czas odgrywa kluczową rolę. Nie należy więc zwlekać ze zgłoszeniem sprawy na policję.

Zobacz również:

W 1994 roku trzej młodzi mężczyźni usłyszeli wyrok, który wstrząsnął West Memphis

Zwłoki kobiety w Jeziorku Czerniakowskim

Tu kobieta warta jest tyle, co worek jedzenia

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy