Reklama

Reklama

Zastrzyki "cudownego Maxa": Jak niemiecki lekarz zawojował Stany Zjednoczone?

Z przepełnionego kosza na śmieci wystawały brudne strzykawki i zatłuszczone papiery, a sam Jacobson paradował w wymiętym fartuchu poplamionym krwią. Wszechobecny bałagan nie przeszkadzał jednak pacjentom „doktora dobre samopoczucie”, wśród których znaleźli się m.in. John F. Kennedy, Elvis Presley czy Marilyn Monroe.

Max Jacobson urodził się w 1900 (lub, jak podają niektóre źródła, w 1903) roku w, wówczas pruskim miasteczku Fordon, leżącym na terenie dzisiejszej Bydgoszczy. Ojciec, który sam był rzeźnikiem, zaplanował dla syna lepszą przyszłość, a zdolny chłopiec wiedział, jak wykorzystać daną mu szansę.

Studia medyczne ukończył w Berlinie, tutaj poznał też doktora Theodora Morella i prawdopodobnie u niego podpatrzył pierwszą wersję "cudownego leku", którym podbił serca zamożnych i wpływowych Amerykanów. Do Stanów wyemigrował zresztą w ostatniej chwili, a ucieczkę (miał żydowskie korzenie) umożliwiło mu zamieszanie związane z Igrzyskami Olimpijskimi, odbywającymi się w stolicy III Rzeszy w sierpniu 1936 roku.

Nie wiadomo skąd w Jacobsonie - chłopaku z małego miasteczka, pochodzącym z niezamożnej rodziny - tyle pewności siebie. Jedno jest pewne - kilka lat po przyjeździe do Stanów lekarz otworzył prywatny gabinet w prestiżowej lokalizacji: na Manhattanie przy Upper East Side, jednej z najbogatszych dzielnic w Nowym Jorku.

Wśród elit szybko rozeszła się wieść, że "cudowny Max" (bo taki był jeden z jego przydomków) oferuje szczęście w ampułce. Nic dziwnego, że, nękane chorobami, wymęczone alkoholem, lekami i nocnym życiem gwiazdy, zaczęły ustawiać się w kolejce po remedium na smutki i bóle.

Dowiedz się więcej na temat: John F. Kennedy | Monroe Marilyn | USA | historia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje