Reklama

Reklama

Dziadek ekstraniania

Nie wiesz, komu powierzyć opiekę nad dzieckiem? Szukasz opiekunki doskonałej? Może jest bliżej, niż myślisz... Poniedziałek rano, godzina 7. Agnieszka wstaje, potem zajmuje się sześcioletnią Julką. Ubiera i czesze córkę, uczennicę zerówki. Siedmiomiesięczny Bartek jeszcze śpi. Maluch wstaje zazwyczaj dopiero przed 9. Julka jedzie z tatą do szkoły, a Agnieszka, bez pośpiechu pijąc kawę, szykuje się do pracy.

Na koniec przygotowuje ubranka dla synka. Około 8.30 całuje śpiącego malucha i wychodzi. Jest spokojna. Wie, że Bartuś zostaje w najlepszych rękach - ze swoim dziadkiem.

Reklama

Poszukiwania niani idealnej
- Kiedy zbliżał się mój powrót do pracy, zaczęłam intensywne poszukiwania opiekunki. Spotykałam się z poleconymi paniami, przygotowywałam się psychicznie na to, że synkiem będzie się zajmował ktoś dla nas obcy. Dla każdej matki to zawsze trudna decyzja. Zbliżał się mój pierwszy dzień pracy, a niani jak nie było, tak nie było. Pierwsze dni mojej nieobecności Bartek spędził z teściową, potem zmienili ją moi rodzice.

Pomysł, żeby dzieckiem zaopiekował się mój tata, przyszedł mi do głowy zupełnie nagle. Widziałam, że tata jest zakochany we wnuczku i znakomicie sobie z nim radzi. Podczas naszych wizyt u rodziców wiele razy obserwowałam, jak sprawnie zmienia pieluchy, jak się z nim bawi, jaki zgrany tworzą duet. Pomyślałam, że gdyby to tata został z małym, spadłby mi kamień z serca. Dlatego zaproponowałam opiekę nad Bartkiem właśnie jemu. Dziadek początkowo zastanawiał się, ale wynikało to raczej z jego obaw, że Bartuś jest jeszcze bardzo mały. Jednak już pierwsze dni pokazały, że w nowej roli sprawdza się wyśmienicie. Dziś mam stuprocentową pewność, że nie znalazłabym lepszego rozwiązania. Mimo że największą nagrodą dla taty jest roześmiana buzia Bartka, staram się w różny sposób pomagać rodzicom. Czułabym się bardzo nieswojo, gdyby tata robił dla nas aż tyle jedynie za "dziękuję".

Najważniejsza jest metoda

Pan Ryszard przystąpił do działania z energią i metodycznie. Wierzył, że poradzi sobie z pięciomiesięcznym maluchem, ale chciał mieć pewność, że córka zaakceptuje wszystkie jego poczynania.

• Skrupulatnie spisałem na kartce wszystko, co działo się w ciągu dnia. Z dokładnością co do minuty. O której Bartuś wstał, jadł, o której zmieniałem pieluchę. Po powrocie córki przedstawiłem kartkę z notatkami. Agnieszka zatwierdziła mój plan, a ja każdego kolejnego dnia starałem się zachować ustalony schemat. Po przebudzeniu Bartka - podać odpowiednią ilość mleka, po 10. mały obiadek (ze słoiczka), 11.30 - czas na herbatkę, 12-13. - drzemka. Potem obowiązkowy spacer. Około 14.

Dowiedz się więcej na temat: Julia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje