Joanna z Gdańska:

Mój sposób na dobry humor

Reklama

Mój najlepszy i najtańszy, bo nie kosztujący ani grosza, a do tego najzdrowszy sposób na chandrę, to spacer z ukochanym zwierzakiem - fretką. Od słodyczy tyjemy, od zakupów portfel robi się coraz cieńszy - jeśli ktoś ma gruby portfel, bo mój niestety taki nie jest, więc na ulubione przez wiele kobiet (moje pewnie też byłyby takie :D) ciuchowe szaleństwa mnie nie stać. Dlatego najczęściej kiedy mam zły nastrój ubieram szelki zwierzakowi i idziemy na plażę. Fretka cieszy się z długiego spaceru, napotkani ludzie zaczepiają mnie i wypytują o nią i chociaż czasem mam dość tych pytań, to zawsze odpowiadam i zapominam wtedy o chandrze. Nad morzem można się wykrzyczeć - jak nie ma ludzi :D (a kiedy jest zimno, to mało komu chce się spacerować po plaży), można pobiegać, można ganiać się z falami i przekrzykiwać się z mewami, można zrobić coś pożytecznego i nakarmić ziarnem (nie chlebem!) łabędzie... Jak ktoś, tak jak ja, lubi fotografować, może zrobić fajne zdjęcia np. morskim bałwano

m :D. Po co tracić pieniądze na "ciuchy-pocieszanki", po co siedzieć w domu i gapić się bezmyślnie w ścianę czy telewizor, skoro można wyjść do ludzi, pobyć na świeżym powietrzu i jeszcze sprawić radość zwierzakowi. Taki spacer, to najlepszy i najszybszy lek na poprawę humoru. A kiedy po spacerze widzę radosne podskoki freciszonki, to czasem potrafię jej zaśpiewać "jesteś lekiem na całe zło" a ona cieszy się, że pani podśpiewuje.

Praca nagrodzona w konkursie "Na dobry humor"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje