Podwójnie zraniona

Po rozwodzie, którego przyczyną był alkoholizm mojego byłego męża, przez 8 lat byłam sama. Miałam propozycje spotkań, ale trauma po raniącym związku była ogromna.

W końcu odważyłam się. Poznałam mężczyznę. Początkowo miał być dla mnie znajomym z którym mogłabym porozmawiać, miło spędzić wieczór. Oboje jesteśmy po przejściach. Przy nim uwierzyłam, że są mężczyźni, którzy szanują kobiety. Czas mijał, a nasza znajomość coraz bardziej nas do siebie zbliżała. Wyznał mi miłość i zaproponował bycie razem. Ja też go pokochałam, ale na wspólne mieszkanie się nie odważyłam. Ujął mnie swoją opiekuńczością, dobrocią, okazywaną miłością. Jesteśmy ze sobą 3 lata. I właśnie teraz gdy zdecydowałam się na wspólną z przyszłość, o której jeszcze nic nie wie, zachował się karygodnie. W sytuacji intymnej, kiedy nie miałam nastroju aby się kochać, usłyszałam: "czy do tego aby rozłożyć nogi musisz mieć nastrój?". Byłam zszokowana. Jestem zraniona, nie przyjęłam jego przeprosin... Do tej pory w życiu i w seksie było nam cudownie. Nie potrafię sobie wytłumaczyć tego co się stało... Myślę nad zakończeniem tego związku. Na razie nie zgadzam się na jego przyjazd, tłumacząc się nadmiarem zleconych prac, niestety prawda jest inna. To chyba koniec. I jak tu wierzyć facetom?

Reklama

Czasami nawet najlepsza "książkowa" rada nie zastąpi tej, która wynika z naszych doświadczeń. Do naszej redakcji przychodzi wiele takich listów, na które jednej osobie trudno jest mądrze odpowiedzieć, ale liczymy na was.

Redakcja

Jeśli potrzebujesz rady naszych czytelniczek - napisz do nas!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje