Reklama

Reklama

Polka powraca

Powrót do kraju? Nie miały tego w planie. Anglia to była wolność, pieniądze i nieustające wakacje. Polska kojarzyła się z prowincją i brakiem perspektyw.

Ewa, Dobrawa, Anna i Iza dziś znów są tutaj. Z różnych powodów. Trochę z ulgą, ale i niepokojem - jeszcze nie wiedzą, jaka czeka je przyszłość w nowym starym domu.

Ewa: Nie chciała żyć w rodzinnym Bełchatowie. W Anglii czuła się jak u siebie. Z Londynu wróciła głównie dla męża, który tęsknił za Polską. Jest polonistką, szuka pracy i z lękiem patrzy w przyszłość.

- Z Londynu wróciliśmy w najgorszym momencie, idealnie wstrzeliliśmy się w kryzys - opowiada Ewa.

- Polska nie jest już tania, a ja nie mogę znaleźć pracy. W sklepie sprawdzam ceny. W Anglii nie musiałam. Ewa ma 30 lat, jest polonistką. Mówi, że jej rówieśnicy zajmują już poważne stanowiska. Ona ostatnie kilka lat pracowała w londyńskiej knajpie. Od kiedy jest w Polsce, dzień zaczyna przed komputerem.

Reklama

Wysyła, przerabia, ulepsza CV

Kilkadziesiąt wysłanych i tylko dwa zaproszenia na rozmowę. Proponowano jej stanowisko sekretarki w podrzędnym wydawnictwie i stewardesy w tanich liniach. Boi się, bo słyszy, że będzie gorzej - idzie kryzys i bezrobocie. - Pisałam pracę magisterską o edycji tekstów. Chciałabym trafić do gazety, wydawnictwa. Uczę się nowych programów. Walczę, by nie poddać się tęsknocie za Anglią, zapełniam każdą godzinę dnia - mówi Ewa. Dziwi się, że tak się trzyma.

Przed wyjazdem trafiła na artykuł o Polakach wracających z emigracji wprost do gabinetów psychologów. "Też tak skończę", myślała. Chcą kupić z mężem mieszkanie w Łodzi. Na kredyt. Formalności długo trwają, a cena franka skacze. - Siedzimy na walizach, pomieszkujemy u rodziców. Jakbym cofnęła się do liceum. Fatalne uczucie - mówi Ewa.

To moje miejsce

Do Polski przyleciała z mężem trzy miesiące temu. Wkrótce po tym, jak z ich angielskiego mieszkania złodzieje wynieśli cały dobytek. "Nie wytrzymam w tym pieprzonym Londynie! Wracamy!", krzyknął Kuba. Mieszkanie nie było ubezpieczone. Ewa wyjechała z Anglii głównie dla męża. Od czasu, gdy na ostatnim roku studiów poleciała do Las Vegas, wiedziała, że chce emigrować. - Rodzinny Bełchatów nie był moim przeznaczeniem - uśmiecha się. Do Londynu przyleciała w 2003 roku. - Totalna wolność! Pomyślałam, że nawet jeśli rozbiorę się na środku ulicy i zacznę krzyczeć, nikt nie zwróci na to uwagi! - wspomina.

Wkrótce do Ewy dołączył Kuba. Trafili do kultowej londyńskiej knajpy wegetariańskiej Food for Thought - ulubionego miejsca celebrytów, ale i kloszardów. Ewa prowadziła tu pogawędki z Annie Lennox, dostawała szczodre napiwki od Katie Holmes. Przez pięć lat to miejsce zastępowało jej i Kubie dom. Oboje awansowali na menedżerów.

Wynajęli piękne mieszkanie. Mimo to temat powrotu był stale obecny. Szczególnie gdy spotykali się z rodziną. "Nie martw się mamo. Pracuję nad Ewą, na pewno przylecimy do Polski na stałe. Upiję ją któregoś wieczoru i namówię", żartował kiedyś Kuba, rozmawiając z mamą. Ewa nie chciała wracać. W Londynie czuła się obywatelką świata. Tu miała nie tylko angielskich przyjaciół, ale także tych z Meksyku, Włoch i Brazylii. Co wieczór razem imprezowali. Zarobki starczały na wakacje w Barcelonie i Rzymie. No i niczego nie musieli kupować na kredyt. W mieszkaniu kolejno pojawiał się sprzęt: najwyższej klasy kino domowe, komputery. I setki płyt, których nigdy nie dostaliby w Bełchatowie ani w Warszawie.

"Mam dosyć przeprowadzek i płacenia bajońskich sum za wynajem! Chcę mieć blisko przyjaciół, rodzinę. W Polsce mam zapewnioną pracę!", powtarzał Kuba. Jego mama prowadzi biuro nieruchomości i chciała, by syn przejął biznes. Przed odlotem kolega zapytał Ewę: "Are you ready to go back to Poland? - Yes, I am" - powiedziała. I pomyślała: "Ale czy Polska jest gotowa na mój powrót?". - Motywowałam się: "Jestem filologiem, w Anglii pracuję w knajpie. Jeśli chciałabym znaleźć coś w swoim zawodzie, szczytem możliwości będzie polonijna prasa. Mówiąc z akcentem, nie znajdę pracy w brytyjskich mediach". Ale na pożegnalnej imprezie dla angielskich przyjaciół to Kuba się rozkleił i płakał. Ewa nie.

Twarzą w twarz z życiem

Co wieczór przez Skype'a Ewa rozmawia z londyńskimi znajomymi. - Tam zostali prawdziwi przyjaciele. W Polsce nie chce mi się odgrzewać na siłę znajomości przez Naszą-klasę - mówi.

W Anglii jest Kasia (chce mieć własną restaurację) i Wojtek (fizjoterapeuta, otworzy gabinet w Londynie), Dagmara (urodzi tam dziecko). - Wszyscy już mają konkretne plany - mówi Ewa. I pisze do Kaśki na Gadu-Gadu: "Dziś śnił mi się Londyn. Ostatnie pięć lat to była zabawa. Dopiero teraz stanęłam twarzą w twarz z problemami dorosłego życia". Polskie koleżanki Ewy? Dziewczyny z Bełchatowa zrealizowały żelazne plany: mąż, dziecko, mieszkanie w bloku i praca w biurze. Idąc do niej, trzeba ubrać się w kostium. Po pracy dom. Brak czasu dla znajomych.

- Na spotkanie trzeba umawiać się z dużym wyprzedzeniem - mówi Ewa. - "Jak ja się wśród nich odnajdę!", myślałam - opowiada Ewa. Przywołuje się do porządku: "Niektórzy stawiają na karierę, inni na rodzinę albo zabawę. Ja szukam złotego środka - zabawę już miałam, męża mam. Nie zależy mi na karierze, ale na ciekawej pracy. Na dziecko będzie czas".

Nie żałuję

Przypomina sobie londyńską znajomą, która dopiero po czterdziestce odkryła, co chce robić w życiu, i została didżejką. Ewa nie żałuje powrotu do Polski z jednego powodu - znów ma przy sobie rodzinę. - Pamiętam, jak zadzwoniłam z Anglii do babci. Miała 80. urodziny, a ja nie mogłam jej przytulić. W tle głosy bliskich. Bolało, że mnie tam nie ma - opowiada. Ale za powrót płaci się słono. Dosłownie. Ewę zaskoczyły ceny, gdy szukała płaszcza na "polską zimę". Najtańszy z tych, które jej się podobały, kosztował 500 zł. - Zrezygnowałam. Oszczędzam. W Londynie nie musiałam. Sofa? Komputer? Starczało z pensji.

Bilans Ewy: "Czuję się kosmopolitką, mam przyjaciół na całym świecie, znam biegle angielski, przedłużyłam sobie młodość. Przyleciałam do Polski ze względu na męża. Rodzice cieszą się, że mają nas blisko, i bardzo nas wspierają. Nie żałuję decyzji o powrocie. Ale miałam nadzieję, że kraj da mi możliwość realizacji planów, a czuję się trochę samotna z tym swoim lękiem o przyszłość".

Agnieszka Sztyler

Artykuł pochodzi To nie moja wyspa z najnowszego numeru Twojego STYLU. Cały tekst przeczytasz tutaj.

Twój Styl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: wakacje | dziecko | przyszłość | wolność | mieszkanie | powrót | Kuba | Polka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje