Reklama

Reklama

Wysoka cena za głupotę

Wkrótce sądowy finał sprawy, która jesienią 2005 roku zbulwersowała opinię publiczną. Pielęgniarki z Katowic robiły sobie zdjęcia z wcześniakami. Teraz grozi im do pięciu lat więzienia.

Czytając tę informację w internecie, zajrzałam do komentarzy. W wielu jest mowa o bestiach, które trzeba surowo ukarać. Tak samo pisały media, czemu przed rokiem próbowałam się przeciwstawić. Napisałam felieton, ale nigdy nie ukazał się drukiem. Dlaczego? "Wszyscy piszą, że one są winne, to nie będziemy pisać inaczej" - wyjaśnił redaktor gazety, dla której pracowałam. Solidarność w zbiorowym linczu okazała się ważniejsza niż wolność słowa. A nawet niż zdrowy rozsądek, do którego raz jeszcze spróbuję się odwołać.

Zapytam prosto z mostu: czy zdarzyło się Państwu zrobić coś głupiego? Nie mówię o drobiazgach, jak schowanie kluczy do lodówki czy wypicie wody, w której teść moczył szczękę. Mówię o czymś, czego długo Państwo żałowali. No dobrze, zacznę od siebie.

Reklama

Wiele lat temu na wakacjach rodzice grali w brydża, a my, dzieci, bawiłyśmy się w sadzie. Nagle zerwałam jabłko i rzuciłam w kolegę. Dostał w głowę, zaczął płakać, jego mama przybiegła i zaczęła krzyczeć: "Dlaczego to zrobiłaś?". Chciałam się zapaść pod ziemię, ale ziemia nie chciała się rozstąpić, więc stałam tam, gdzie stałam, wszyscy na mnie patrzyli, chłopak ryczał, jego mama uparcie pytała: dlaczego? A ja nie miałam pojęcia. Może chciałam zwrócić na siebie uwagę chłopaka? Pewnie tak, bo mi się podobał. Nie przyszło mi do głowy, że to głupi sposób. "Gdybyś trafiła w oko, mogłoby wypłynąć" - powiedziała jego mama, a ja wiele razy budziłam się z krzykiem, widząc to wypływające oko. W końcu przykryły je inne głupie rzeczy, które udało mi się w życiu zrobić, choć staram się żyć świadomie. Niech mi więc Państwo nie mówią, że nigdy nie zrobiliście nic głupiego. No może są nieliczni wybrańcy roztropności i rozwagi, ale większość z nas miewa zaćmienia rozumu, o których chętnie zapominamy.

Pielęgniarki z Katowic nigdy nie zapomną aktu głupoty, którego się dopuściły, robiąc sobie zdjęcia z wcześniakami. Dlaczego je robiły? Może nudziły się podczas dyżuru, może miały nowy aparat i chciały go przetestować, a na pewno dlatego, że nie pomyślały. Zrobiły źle, co nie znaczy, że miały zbrodnicze intencje. "Pielęgniarki bestie urządziły sobie sesję fotograficzną z wcześniakami!" "Okrutne pielęgniarki igrały z życiem dzieci!" - to cytaty z mediów, które rzuciły im się do gardła, domagając się surowej kary.

Pielęgniarki miały dwa wyjścia. Przyznać, że są bestiami albo twierdzić, że są niewinne. Wybrały drugie wyjście. Owszem, robiły zdjęcia, ale nie przyznają się do winy, no bo nie są bestiami i nie miały złych intencji. Media były oburzone ich cynizmem. A potem jeszcze biegli okazali się cynikami! "Skandaliczna opinia biegłych!" "Wolno igrać z życiem dzieci!", krzyczały tytuły w tabloidach.

Nie, nie wolno. Biegli nie stwierdzili jedynie związku między śmiercią dziecka, która nastąpiła 80 dni później, a wyjęciem go z inkubatora. Może takiego związku po prostu nie było? Był na pewno! Media wiedzą swoje, a razem z nimi opinia publiczna. Co na to prokurator? Powołał nowych biegłych, jednak też nie stanęli na wysokości zadania. Ich zdaniem zachowanie pielęgniarek nie narażało życia i zdrowia dzieci na niebezpieczeństwo. Ale prokurator wie swoje, a z nim komentatorzy w internecie. W obronie dzieci trzeba do końca zniszczyć życie pielęgniarek! Jakich tam pielęgniarek? Bestii, które tłumaczą, że fotografowały się z dziećmi, żeby pokazać rodzinie, jakimi maluchami się opiekują. Państwo pozwolą, że raz jeszcze zapytam: Czy nigdy w życiu nie zrobiliście nic głupiego?

Hanna Samson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje