Reklama

Reklama

"Po cudze pieniądze" to ostatnia cześć trylogii Hanny Cygler

W skład trylogii wchodzą powieści „W cudzym domu” i „Za cudze grzechy” opowiadająca o losach rodziny Hallmanów. Bohaterowie przemierzają 3 kontynenty. Odwiedzają Berlin, Nowy Jork i południe Afryki.

Akcja książki zaczyna się w 1905 roku, ale problemy w niej przedstawione mają zdecydowanie uniwersalny charakter. Jak udaje się Pani łączyć to zamiłowanie do dawnych czasów z przedstawieniem  problemów, które są tak bliskie współczesnemu czytelnikowi?

Reklama

Często wydaje się nam, że problemy współczesnego świata zaczęły się z dniem naszego urodzenia. Ale oczywiście tak nie jest. Są z nami od zawsze, bo natura ludzka jest dość konsekwentnie stała. Takie sprawy jak miłość, nienawiść, zazdrość czy żądza bogacenia się towarzyszą nam od zawsze.

Poza tym już na początku wieku XX zaznaczyły się wyraźnie problemy, które ujawniają się do dzisiaj, takie jak rasizm, homofobia, antysemityzm. Radość z wynalazków, rozwoju technologicznego ewidentnie poprawiającego jakość życie, która powodowała, że dzięki nowym środkom komunikacji świat jakby przyspieszał,  mieszała się z niepokojem i niepewnością jutra. Powstawały wielkie metropolie, rosły podziały społeczne, a bogate państwa podporządkowywały sobie słabiej rozwinięte i je kolonizowały. Ten czas, zwany również belle epoque, wkrótce odszedł w zapomnienie, bo przysłoniła je tragedia I wojny światowej. Potem rewolucja październikowa i wreszcie kolejna wojna.

Motywem działań wielu  bohaterów tej powieści są nie tylko emocje, polityczne aspiracje ale także pieniądze. Ekscytują one Maksymiliana Kwileckiego, który fortuny szuka w Afryce, a w sobie resztek człowieczeństwa. Jego postać przechodzi  w tej powieści dość spektakularną metamorfozę.  Nie ma u Pani podziału na biało- czarne postacie? Nie kusiły Panią hollywoodzkie zakończenia?

Nie wiem, czy aż tak spektakularna, bo przecież Maksymilian w głębi duszy pozostaje taki sam. Gdyby rzeczywiście się zmienił, być może zakończenie wyglądałoby zupełnie inaczej. Ale Kwilecki tak naprawdę gardzi głupszymi od siebie i tymi, którzy pozwalają mu się manipulować. Natomiast rzeczywiście pod koniec zaczyna doceniać lojalność i oddanie. Może z tego względu, że z tymi wartościami się po prostu wcześniej nie spotkał.

Afryka choć piękna i urokliwa na kartach Pani powieści, nie jest wolna od poważnych problemów. Pisze Pani m.in. o wojnach burskich. Statystyczny Polak pewnie niewiele o nich wie... Jak przygotowywała się Pani do  tej pracy?

Wojny burskie "polecił" mi mój przyjaciel Gerard wiele lat temu. Pisałam wówczas "W cudzym domu" i w żaden sposób nie wydawało mi się możliwe, aby je tam umieścić. Musiały więc czekać na swój właściwy czas. Nastąpił on, kiedy zaczęłam jeździć do Afryki Południowej i tam poznałam historię tego niezwykłego kraju. W lutym odwiedziłam tam niezwykłe muzeum znajdujące się w Bloemfontein poświęcone wojnom burskim. Jest też tam wstrząsająca ekspozycja dotycząca obozów  koncentracyjnych, w których podczas wojny więziono głównie kobiety i dzieci.

Jeśli zaś chodzi o wątek w Afryce Południowo-Zachodniej, czyli obecnej Namibii, to zrodził się on podczas z jednej z moich wizyt w Johannesburgu, kiedy zwiedzałam Centrum Holocaustu i Ludobójstwa. I wówczas na jednej z plansz zobaczyłam opis ludobójstwa plemion Herero i Namaqua. Nic na ten temat wcześniej nie wiedziałam, choć było to pierwsze udokumentowane ludobójstwo XX wieku. Postanowiłam więc nadrobić zaległości. I tak natrafiłam na wątek teorii ras.

To są bardzo tragiczne historie i dotyczący ich motyw w mojej powieści jest poważny. Ale i na taki jest miejsce w powieści obyczajowej. Mam nadzieję, że moim czytelnicy go docenią.

To książka o córce i ojcu? Tak możemy powiedzieć? Losy Hannelore i Maksymiliana  splatają się w tej opowieści  w dość nieoczekiwany sposób. Ale nie dała im Pani szansy na beztroskie życie rodzinne...

Chyba bym tak nie powiedziała, że jest to książka o ojcu i córce. Hanna jest wychowana przez matkę i jej męża. O swoim biologicznym ojcu dowiaduje się, gdy jest dorosła. Siłą rzeczy czuje się zbuntowana i oszukana. Próbuje więc żyć w inny sposób niż oni i zbliżyć się do Maksymiliana. Tylko że on wcale nie jest gotowy na ojcostwo. Powiedziałabym, że jest to historia ludzi wprawdzie połączonych więzami krwi, którzy jednak absolutnie nie mają szans stworzyć rodziny.

"Po cudze pieniądze" to już 21 powieść wydana w REBISIE.  Pisanie książek to teraz Pani praca czy wciąż jeszcze pasja?

To że pisanie książek jest dla mnie pasją, nie oznacza wcale, że nie jest pracą. Jak najbardziej jest i podchodzę do niej bardzo poważnie. Sprawdzam, poprawiam, ustalam szczegóły, konsultuję, a poza tym, czy mi się chce, czy nie siadam przy komputerze na parę godzin dziennie.

Wciąż ten sam gatunek literacki - czy jest dla Pani wystarczająco nośny, nie kusi Pani, by sprawdzić się w innym?

Uważam, że jest na tyle pojemny, żebym nie musiała się sprawdzać w innych. Powieść obyczajowa może zawierać elementy romansowe, psychologiczne, kryminalne, sensacyjne, a nawet wątki magiczne. Chyba tyle mi wystarczy!

Nad czy teraz Pani pracuje?

Skończyłam właśnie nową książkę, "Złodziejki świąt". I będzie to obyczajowa komedia ze świętami w tle.

Czy pisanie jest dla Pani możliwością wypowiedzenia się przez literaturę czy też może odskocznią od życia  - a może jeszcze zupełnie czym innym?

Raczej to pierwsze, chociaż prawdę mówiąc, kiedy zaczęła się pandemia, izolacja i koronawirus, bardzo się cieszyłam, że pisząc książkę, mogę przebywać w innym świecie. Ale teraz muszę do ludzi. I do innych miejsc. Natychmiast!

Książkę możesz kupić TUTAJ 

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje