Reklama

Reklama

Rodzice kontra nauczyciele: Niebezpieczne związki

Dzieci powinny czuć się w szkole bezpiecznie i mieć dobre warunki do nauki. Gdy pojawiają się problemy, dom powinien współpracować ze szkołą, a nauczyciele – słuchać rodziców. To wizja idealna. Rzeczywistość bywa inna.


Problemem polskiej szkoły jest rosnąca wrogość, z jaką odnoszą się do siebie rodzice i nauczyciele. Ci pierwsi uważają, że z racji stanowiska mogą traktować rodziców z góry. Obwiniają ich o arogancję, zarzucają roszczeniowość i agresywne zachowania.

Ci drudzy odpłacają się tym samym: według nich nauczyciele są niekompetentni, odreagowują kompleksy, mszcząc się na uczniach. W tej sytuacji trudno o porozumienie, a na szkolnych starciach najbardziej cierpią dzieci, o których dorośli zapominają w ferworze walki. Dlatego zwycięstwo na dłuższą metę nie przynosi satysfakcji żadnej ze stron.

Reklama

Mamy problem - pierwszy telefon ze szkoły

Maciek, 7 lat, nie umie się skoncentrować

Miesiąc po rozpoczęciu roku szkolnego, Ewa, mama siedmioletniego Maćka, dostała informację, że jej syn przeszkadza w lekcjach i pyskuje nauczycielce. - "Nastroszyłam się, ale pomyślałam, że to pierwsze dni, więc wszystko da się wyjaśnić. Maciek poszedł do szkoły pełen oczekiwań. Będą nowi koledzy, nauczy się fajnych rzeczy, nie tylko wierszyków, jak w przedszkolu. Umiał już czytać, nieźle liczył. Jego podstawówka cieszy się we Wrocławiu znakomitą opinią.

Mój syn stał się wrogiem

Ewa miała jednak obawy. - "Maciek jest bardzo żywy. Szybko się nudzi, nie umie się skoncentrować. Bałam się, jak wysiedzi 45 minut na lekcji. Ale pocieszałam się, że nauczycielka przecież sobie poradzi... W szkole usłyszała, że "syn jest nadaktywny, nie uznaje autorytetów i rozprasza dzieci, prowokując je do złego zachowania". - wspomina mama. - "Zaproponowali mi, żebym poszła do psychologa i sprawdziła, czy syn nie ma ADHD. Psycholog zrobiła testy i orzekła, że z Maćkiem wszystko w porządku".

- "Wyniki pokazałam nauczycielce w obecności dyrektorki. Obiecałam, że będę z nim rozmawiać. Panie potakiwały. Będzie dobrze! W ciągu kolejnych dwóch miesięcy panowała cisza: w dzienniczku nie było uwag, ze szkoły nikt nie dzwonił. Maciek pytany, jak było, mówił, że w porządku. Czasem - że z kimś się pokłócił. Zdarza się" - myślała Ewa. Ale czy to powód do obaw?

Na następnej wywiadówce czekała ją jednak przykra niespodzianka. - "Muszę powiedzieć wyraźnie: mamy problem" - oświadczyła nauczycielka zebranym w klasie rodzicom. - "Maciek nie potrafi przystosować się do szkolnej dyscypliny".

Wszystkie głowy odwróciły się w stronę Ewy. -"O mało nie zapadłam się pod ziemię. Co to za metody?"- wspomina mama chłopca. Zmusiła się, żeby wysiedzieć do końca. Dopiero potem podeszła do nauczycielki. - "Na moją uwagę, że jej zachowanie uważam za niestosowne, spotkałam się z wrogością. Padła sugestia, żeby przenieść Maćka do innej szkoły. Nie wytrzymałam i spytałam: "Dlatego, że pani sobie nie radzi?". Odwróciła się na pięcie i wyszła!" - wspomina.

Ewa nie wiedziała, co robić. Dyrektorka stanęła murem za nauczycielką. - "Przekopałam internet, żeby dowiedzieć się, jak wdraża się maluchy do szkolnych reguł. Pytałam, jakie metody stosuje się w klasie Maćka. Ale nauczycielka traktowała moje pytania jak atak".

Ewa czuła, że doszła do ściany. - "Nie miałam poczucia, że ktoś działa na rzecz mojego dziecka, wręcz przeciwnie" - wspomina dzisiaj. Przeniosła więc syna do innej podstawówki. Panuje w niej dobra atmosfera. Maciek powiedział: "Mogę tu chodzić? Będę grzeczny!". Prawie pękło mi serce. Chłopiec zaczyna w tym roku trzecią klasę. Dobrze się uczy, ocena z zachowania - wyróżniająca.

Nauczyciel oskarżyciel

- "Relacja nauczyciel - rodzic jest z definicji relacją skośną, to znaczy nauczyciel jest na górze, a rodzic na dole" - wyjaśnia psycholog i pedagog szkolny, Agnieszka Gruszczyńska. - Rolą nauczyciela jest jak najbardziej spłaszczać te relacje, podchodząc do rodzica po partnersku, ale zachowując postawę eksperta. Czyli osoby niedającej się ponieść emocjom, bez uprzedzeń, mającej pomysły, jak pomóc dziecku. Nie może być oskarżycielem, bo gdzie jest oskarżyciel, tam znajdzie się obrońca. Rodzice najczęściej czują się atakowani przez nauczyciela, a ten odnosi wrażenie, że oni usprawiedliwiają dziecko za wszelką cenę.

Tymczasem pedagog ma informować i proponować środki zaradcze, a rodzic zastosować je, w miarę swoich możliwości.

Rodzice i nauczyciele muszą mieć wspólny cel

Jak rodzic, którego dziecko ma w szkole problemy, powinien rozmawiać z nauczycielami?

- "Przede wszystkim przyjaźnie" - odpowiada Beata Chrzanowska - Pietraszuk, psycholog z poznańskiej Pracowni Psychologicznej "Spotkanie". - "I rodzice, i nauczyciele są po tej samej stronie barykady. Chcą przecież dziecku pomóc. Jeśli za punkt wyjścia przyjmiemy, że łączy nas wspólny cel, to będziemy działać razem"

Rodzice czasem źle reagują na sygnały, że dziecko nie uczy się lub źle zachowuje. Odbierają takie uwagi jak krytykę ich umiejętności wychowawczych.

- "To dość powszechna reakcja. Bardzo ważne jest, aby uwagi w dzienniczku traktować wyłącznie jako informację, a nie jako osobistą wycieczkę. Na wpis: "Jaś biegał po klasie" można zareagować złością: "I co mam z tym zrobić? Powiem mu, żeby nie biegał, ale to nauczyciel jest na miejscu". Ale można to odczytać jako: "Jaś jeszcze nie umie wysiedzieć w ławce"- mówi psycholog.

- "Bardzo dużo zależy od naszego nastawienia. Osoby, które mają problemy z własnymi emocjami, są niedojrzałe, znerwicowane, nie będą potrafiły spojrzeć na problem jak na zadanie do konstruktywnego rozwiązania. To dotyczy zarówno rodziców, jak i nauczycieli" - dodaje.


Wybitny, ale trudny czyli kłopoty zdolnego ucznia

Jacek, 12 lat, szachowy talent

Mirka od dziesięciu lat uczy matematyki w jednym z warszawskich gimnazjów społecznych. To elitarna szkoła zajmująca czołowe miejsca w rankingach: czesne wynosi ponad tysiąc złotych miesięcznie, a i tak jest siedmioro chętnych na jedno miejsce.

Gimnazjum wybiera uczniów na podstawie testów. Tu panuje ostra selekcja - egzaminy zdają najlepsi. Choć więc na co dzień Mirka ma do czynienia z utalentowanymi dzieciakami, to jednak Jacka pamięta znakomicie. Niski i niepozorny dwunastolatek był jednym z najzdolniejszych, jakich spotkała w całej swojej karierze.

W życiu liczą się nauki ścisłe

- "Na swój sposób był fenomenem" - opowiada Mirka. - "Miał wyjątkową zdolność znajdowania rzadkich rozwiązań, niebywale rozwinięte myślenie abstrakcyjne i logiczne. Nowe pojęcia przyswajał w mig. Program był dla niego za łatwy: na lekcjach rozrabiał, zagadywał kolegów".

- "O ile jednak z matematyki Jacek był orłem, to z innymi przedmiotami nie było już tak różowo. Polski nie interesował go wcale, z historii miał ledwo dwóję, podobnie z biologii. Liczne wyjazdy na turnieje szachowe skutkowały brakami, których nie nadrabiał, był arogancki w stosunku do nauczycieli. Umiałam się z nim porozumieć, bo łączyła nas miłość do matematyki, ale musiałam przyznać, że wobec innych profesorów zachowywał się lekceważąco. Często brałam go na stronę i tłumaczyłam, że musi zmienić swe nastawienie i podciągnąć się z innych przedmiotów. Skutkowało, ale na krótko" - wspomina nauczycielka.

Rodzice chłopca domagali się jednak specjalnych względów. Zażądali indywidualnego toku nauczania, oczekiwali, że szkoła zastosuje wobec syna taryfę ulgową i przymknie oko na liczne nieobecności.

Na indywidualny tok nauczania nie mogliśmy się zgodzić, dopóki nie poprawi reszty ocen. To oburzyło rodziców Jacka. A kiedy okazało się, że na półrocze grozi mu jedynka z polskiego, zażądali spotkania z dyrektorką. Zaproszono na nie też Mirkę.

- "Dyrektorka spokojnie i rzeczowo przedstawiła sytuację: chłopca trzeba zmotywować do nauki, pokazać, że nie tylko matematyka jest ważna. Nauczyciele robią, co mogą, ale potrzebna jest pomoc domu. W odpowiedzi usłyszałyśmy, że rodzice nie po to "utrzymują szkolę", żeby wykonywać za nas pracę. Ojciec przemawiał niegrzecznym tonem. Krzyczał, że w życiu liczy się umysł ścisły, a nie humanistyczne bzdury"- relacjonuje nauczycielka.

- "Jego zdaniem każda szkoła byłaby zachwycona, że ma takiego ucznia, a my nie umiemy tego docenić i tylko mnożymy trudności. Powinniśmy się jak najszybciej "ogarnąć": złe zachowanie Jacka to przecież świadectwo naszej zawodowej porażki. Kompletnie mnie zatkało. Jacek w drugim semestrze podciągnął się wprawdzie z polskiego i biologii, ale reszta przedmiotów wciąż leżała odłogiem. Na lekcjach błyszczał głównie dowcipem, robił kolegom kawały

- "Zbliżał się koniec roku, a on był zagrożony z trzech przedmiotów. Z mamą Jacka rozmawiałam wiele razy przez telefon. Łatwiej było się z nią porozumieć niż z jej mężem, ale i tak każdą krytyczną uwagę pod adresem syna przyjmowała bardzo źle. Z obojgiem spotkałam się jeszcze czterokrotnie: za każdym razem żądali obecności dyrektorki. Ona, z tego co wiem, była przez tego pana bombardowana e-mailami. Ponieważ nasze rozmowy zawsze kończyły się krzykami i pretensjami z jego strony, zaproponowałyśmy obecność mediatora. Nic z tego, nastąpił kolejny wybuch i oskarżenia o brak profesjonalizmu" - wspomina nauczycielka.

- "Żadne tłumaczenia, że przecież wszyscy chcemy dobra Jacka, nie skutkowały. On musiał w domu słyszeć o tych spotkaniach, bo jego zachowanie było coraz gorsze" - Mirka nie kryje rozgoryczenia. - "Czy to moja zawodowa porażka? W pewnym sensie tak, bo tuż przed końcem roku Jacek został nagle zabrany do innej szkoły. Rodzice wybrali dobre państwowe gimnazjum, w którym, z tego co wiem, wiele uchodzi mu na sucho. Dalej odnosi sukcesy w szachach, wygrał prestiżowy międzynarodowy konkurs matematyczny. Ja ze swojej strony zrobiłam wszystko: rozwijałam jego pasję, dopingowałam, zachęcałam. Żałuję, że nie udało się nam porozumieć z rodzicami, ale ich postawa przekreślała możliwość sensownej współpracy dla dobra chłopca".

Samotność geniusza

Utalentowane dzieci to spore wyzwanie dla szkoły, bo wymagają indywidualnego traktowania i większego wysiłku. Powinny dostawać wsparcie w rozwijaniu zainteresowań, ale to nie nauka okazuje się być największym problemem.

Wybitne zdolności idą czasem w parze z brakiem umiejętności społecznych: izolowaniem się, życiem we własnym wyobrażonym świecie. Nieprzeciętnie utalentowani uczniowie przyzwyczajeni są do samotności, nie chcą i nie potrafią pracować w grupie.

W dodatku często im wyższa inteligencja i wyjątkowe osiągnięcia, tym większa postawa roszczeniowa. Wzmacniają to rodzice, którzy skupiają się całkowicie na dziecku. Dlatego wysiłki szkoły, która musi wyrobić w uczniach umiejętność współżycia z innymi, spotykają się z oporem.

Rodzice powinni zrozumieć, że celem nauczycieli nie może być tylko rozwój intelektualny. Zdolne dzieci mają często wiele kłopotów z emocjami: czują się wyobcowane i inne niż rówieśnicy. A przecież od tego, czy umieją dogadać się z otoczeniem, zależy ich sukces w przyszłości.

To nie rewia mody - osobiste docinki i uwagi

Zosia, 16 lat, jest krytykowana za strój

Zosia ma 16 lat, ale wygląda na więcej. Długie włosy, mocny makijaż, modne ciuchy. Mini eksponuje zgrabne nogi. I właśnie o tę mini zaczęła się awantura...

Liceum Zosi jest jednym z najlepszych w Szczecinie. Co roku wszyscy uczniowie zdają maturę, większość dostaje się na wybrane studia.

- "Nauczyciele są w porządku. Wymagający, ale sprawiedliwi. Jak się przyłożysz do nauki, to masz spokój, nikt się nie czepia. Oprócz babki od chemii. Jej wszystko przeszkadza: moja krótka spódnica, pomalowane paznokcie, koleżanki. Na lekcjach panuje wojskowy dryl: mamy siedzieć w absolutnej ciszy, skandować: "dzień dobry". Potem jest odstrzał jelonków, czyli szybkie przepytywanie z ostatniej lekcji. Profesorka jest zawsze w złym humorze. Nie szczędzi nam osobistych przytyków, krytykuje. No chamska jest po prostu!" - Zosia zaczyna się denerwować, więc do rozmowy włącza się jej mama, Anna.

W tej spódnicy to pod latarnię

 - "Zośka jest dobrą uczennicą, ma same piątki i szóstki. Chce zdawać na medycynę, więc bardzo duży się uczy, chemii też. Ale z tego, co słyszę, chemiczka bardziej skupia się na wyglądzie uczniów niż na wynikach w nauce. A ja sobie nie życzę, żeby obrażała moją córkę. Komentując na przykład, że w takiej spódniczce to raczej pod latarnię niż do liceum" - mówi mama Zosi.

Zachowanie nauczycielki zaniepokoiło nie tylko Annę. Na wywiadówce rodzice innych dzieci zgłosili ten sam problem. Wyszło na to, że pani od chemii wybiera sobie ofiary, których wygląd jej się nie podoba. Częściej je przepytuje, upokarza przed klasą złośliwymi docinkami.

- "Jak można powiedzieć uczennicy przy całej klasie, że powinna się odchudzać? Nie mieści mi się to w głowie!" - oburza się Anna.

Rodzice postanowili porozmawiać z dyrektorem. Wysłuchał, obiecał interwencję, ale na lekcjach niewiele się zmieniło. Anna usłyszała, że podobna sytuacja trwa od lat. Umówiła się na rozmowę z nauczycielką chemii, od której usłyszała, że zadaniem szkoły jest nie tylko uczyć, ale i wychowywać. I że szkoła to nie rewia mody.

- "Ręce mi opadły. Byłam uprzejma, starałam się wytłumaczyć, że jej uwagi ranią moje dziecko. Że w dzisiejszych czasach uczniowie nie muszą nosić mundurków, mogą ubierać się, jak chcą, byle nie przychodziły do szkoły półnago. Ale ta pani nie jest otwarta na konstruktywną krytykę, miałam wrażenie, że mówię do ściany. W każdym jej słowie czuć było uprzedzenie i niechęć" - opowiada mama uczennicy.

Rodzice z klasy Zosi złożyli u dyrektora skargę do kuratorium oświaty na zachowanie nauczycielki. Dyrektor zapowiedział, że w takich przypadkach kuratorium wysyła wizytatora, który ocenia sytuację. Ale do końca roku szkolnego nikt z kuratorium nie pojawił się w szkole.

- "Może w nowym semestrze wreszcie coś się wydarzy? Przed Zośką jeszcze dwa lata nauki. Nie chcę, żeby córka zraziła się do ważnego przedmiotu tylko dlatego, że wykładowca ma braki - pedagogiczne i w kulturze osobistej. I tak już zrezygnowała z kółka chemicznego. Mam wrażenie, że zrobiłam w tej sprawie wszystko, co mogłam. I ciągle zadaję sobie pytanie, czy rodzic w konflikcie ze szkołą musi być na straconej pozycji?" - pyta mama Zosi.

Piszemy skargę do kuratorium


W jakiej sytuacji rodzic może złożyć skargę na szkołę do kuratorium?

- "Każdy ma prawo złożenia skargi do urzędu na niewłaściwe działanie konkretnego pracownika, nierzetelne wykonywanie zadań lub postępowanie sprzeczne z prawem" - tłumaczy Andrzej Kulmatycki, rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Warszawie. -  "W tym przypadku rodzic sam musi zdecydować, czy chce złożyć taką skargę".

Czy można zatem poskarżyć się do kuratorium na metody pracy lub na postępowanie nauczyciela?

-"Można" - odpowiada ekspert. - "W piśmie trzeba tylko bardzo jasno i szczegółowo określić, czego konkretnie dotyczą nasze zarzuty. Bo zgodnie z przepisami kuratorium najpierw musi określić, czy przedmiot skargi znajduje się w kompetencjach jego urzędników".

-"Dla przykładu: w gestii kuratorium nie znajdują się sprawy związane z finansowaniem szkół, bo za to odpowiadają już organy prowadzące szkołę, czyli samorządy terytorialne albo podmioty prywatne. Jeżeli kuratorium uzna, że nie może rozpatrzeć danej skargi, bo nie jest w tym zakresie właściwym adresatem, jest opinia eksperta zobowiązane przekazać ją do innego urzędu. Jeśli zaś skarga znajduje się w kompetencjach kuratorium, zostanie ona rozpatrzona zgodnie z procedurą. W każdym przypadku urzędnicy nie zostawią rodziców bezradnych, tylko pokierują ich dalej" - tłumaczy rzecznik prasowy Kuratorium Oświaty w Warszawie.

W jaki sposób wnosi się skargę do kuratorium? Przez dyrektora szkoły? Osobiście?

- "Rodzic składa taką skargę bezpośrednio w kuratorium. Najlepiej na piśmie, pocztą, osobiście, ale można też wybrać drogę elektroniczną" - tłumaczy Andrzej Kulmatycki - "Takie pismo powinno zawierać koniecznie imię, nazwisko i adres do korespondencji osoby, która wnosi skargę. Jeśli wpływa list anonimowy, to w świetle prawa urząd może pozostawić taki dokument bez rozpatrzenia. Niemniej w sytuacji, która nosi znamiona prawdopodobieństwa lub dotyczy sytuacji zagrażającej życiu lub zdrowiu dziecka, staramy się wyjaśnić sprawę. Wtedy próbujemy ustalić, czy opisane wydarzenia rzeczywiście miały miejsce".

Jak rozmawiać z nauczycielem?

Rozmowa z pedagogiem, zwłaszcza gdy chodzi o sytuację konfliktową, bywa trudnym zadaniem. Bez względu na jej przebieg należy pamiętać, by nie dać ponieść się emocjom. One nigdy nie służą rozwiązaniu problemów.

Wybierzcie się na spotkanie we dwoje. Obecność obojga rodziców pomaga lepiej znieść złe wiadomości, nabrać dystansu oraz znaleźć optymalne wyjście z sytuacji. Uczestnictwo dwóch osób to przecież dwa różne punkty widzenia i lepsze pomysły.

Rozmawiajcie w osobnym pomieszczeniu. Dyskusja na korytarzu lub w obecności osób trzecich rozprasza i dekoncentruje. Tu bardzo ważna jest atmosfera spokoju. Uprzedź dziecko o spotkaniu. W ten sposób umożliwisz mu przedstawienie swojego stanowiska na sporny temat. Będzie też miało poczucie, że zostało potraktowane poważnie.

Nie podchodź do nauczyciela jak do przeciwnika. Pamiętaj, że oboje działacie we wspólnej sprawie. Wysłuchaj go spokojnie, nie zakładaj, że ma złą wolę. Postaraj się, by spotkanie zakończyło się konkretnymi ustaleniami. Wspólnie określcie zasady współpracy. Niech obie strony wiedzą, jakie podjąć działania i za co będą odpowiedzialne. 


tekst: Zuzanna O’Brien


Chcesz porozmawiać na temat dzieci z innymi rodzicami? Zapraszamy na nasze FORUM!

Olivia
Dowiedz się więcej na temat: wychowanie | sposób na wychowanie dziecka | szkoła | nauczyciele | uczeń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy