Reklama

Reklama

Alicja Majewska: Śpiewam o sercu, szczęściu, nadziei

Zadziwia energią, prezencją i lirycznym głosem, wciąż we wspaniałej formie. Zdarza się, że na jej koncerty brakuje miejsc. Jak ona to robi?

Jedna z najbardziej zapracowanych wokalistek swojego pokolenia. Dopiero co, kilka miesięcy temu, Alicja Majewska nagrała nową płytę pod znamiennym tytułem "Chce się żyć".

Cały czas jestem w biegu

- Bywa, że nawet pora posiłku jakoś mi umyka. Przed laty za kierownicą straciłam na moment przytomność. Poszłam na badania i po konsultacji lekarz wypisał mi zalecenie: "Jeść trzy razy dziennie"  - wspomina z uśmiechem. Pracuje dużo, je mało - efekt jest taki, że wciąż mieści się w sukienkę, którą przywiozła sobie na występy z Londynu w... 1979 r. Ale jej duża aktywność artystyczna niesie też problemy. Dwa lata temu piosenkarka z przemęczenia straciła głos.

Reklama

- Byłam strasznie umęczona zobowiązaniami zawodowymi i organizm wysiadł. Zdarzyło się coś okrutnego: zachorowałam, wirus dopadł tchawicę, nie mogłam śpiewać. Musiałam przełożyć koncerty. Głos mi padł chyba również z tego wielkiego napięcia - żeby się udało, żeby wyszło... - opowiadała na jednym z portali.

Odpoczynek pozwolił jej  wrócić do formy. Dziś bardziej dba o siebie; pilnuje np., by w jej zapełnionym kalendarzu nie było dwóch koncertów dziennie.

Śpiewa w swoim stylu: klasyczne, liryczne piosenki; nie podlizuje się młodszej publiczności, a mimo to jest słuchana i lubiana. Ludzie wszędzie czekają na jej przeboje. Starsze: "Jeszcze się tam żagiel bieli", "Być kobietą", "Odkryjemy miłość nieznaną", jak i te nowsze: "O sercu szczerozłotym" (duet z Arturem Andrusem) czy pochodzący z ostatniej płyty utwór "Apetyt wciąż na życie mam", którego słowa autorstwa Magdy Czapińskiej są piosenkarce  szczególnie bliskie: "I tyle cudów wokół mnie. I tyle co dzień zdarzeń, że nie mam czasu przysiąść i spokojnie się zestarzeć".


Pokochała śpiewanie dzięki tacie

Ojciec był nauczycielem muzyki w wiejskiej szkole pod Wrocławiem i zaraził muzyczną pasją swoją córkę.

- Od dziecka miałam skłonności do emocjonalnego, dramatycznego repertuaru. Śpiewałam "Serce matki" albo "Gdzie jest mój dom prawdziwy" - wspomina. W czasie studiów pedagogicznych dołączyła do grupy Partita.

Z koncertów w Związku Radzieckim piosenkarka wyniosła znajomość z ich konferansjerem, którym był dziennikarz Janusz Budzyński. Mężczyzna zachwycił się głosem i urodą młodziutkiej Alicji. Wkrótce się pobrali. To on przekonał ją, by zgłosiła się do komisji kwalifikującej na festiwal opolski. Po występie była tak zdenerwowana, że za radą męża... poszła spać.  A w tym czasie ogłoszono werdykt: wygrała główną nagrodę piosenką "Bywają takie dni".

W początkach solowej kariery Alicja Majewska występowała ze szlagierami z repertuaru Hanki Ordonówny. Jej popisowym numerem była "Miłość ci wszystko wybaczy". Ona sama wybaczyła wiele mężowi, z którym małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Jednak wiele lat po rozwodzie zaopiekowała się nim, gdy poważnie zachorował. Janusz Budzyński już nie żyje, lecz piosenkarka o nim pamięta i pozostaje wdzięczna za to, że pomógł jej uwierzyć w siebie.

Nie myśli o piosenkarskiej emeryturze

Nie narzeka też, gdy dostaje co miesiąc z ZUS tylko tysiąc złotych. Prócz muzyki kocha też Kraków - za jego atmosferę i artystów: Ewę Demarczyk, Zbigniewa Wodeckiego... Jej ukochanym miejscem na ziemi jest jednak dom na warszawskim Zaciszu, który sama urządziła i zaprojektowała. By dodać przestrzeni niewielkim pokojom, w miejsce drzwi zdecydowała się na łuki, które potem zainspirowały jej gościa, Jerzego Gruzę. W efekcie podobne łuki zobaczyliśmy w "Czterdziestolatku"!

Piosenkarka kocha własnoręcznie posadzony ogród, uwielbia pić wiosną i latem poranną kawę na tarasie.

Pytana, jakiej muzyki słucha najchętniej, odpowiada, że właśnie śpiewu ptaków w ogrodzie. I zapewnia z uśmiechem, że nigdy nie rozprostuje swych kręconych włosów, bo najważniejsze w życiu to być sobą.

Naj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje