Anna Cieślak: Nie dojrzałam do tego, żeby mówić o Bogu

Jest młoda, piękna i uzdolniona. Nie chce jednak robić kariery za wszelką cenę, wbrew wartościom, w jakich została wychowana w rodzinnym domu.

Wygląda jak zwyczajna młoda dziewczyna. Nikt by się nie spodziewał, że jest w niej tyle wewnętrznej siły. I skromności, która każe jej mówić, że tę siłę zawdzięcza rodzicom, ludziom starszym, których ceni, i Bogu.

Reklama

Anna Matusiak: Jest Pani uczciwym, moralnym człowiekiem. Wartości dziś niemodne. A jednak nie narzeka Pani na brak pracy.

- Ależ ja wielokrotnie na tym tracę. Czasami patrzę na koleżanki z tego samego pokolenia, co ja i one są nierzadko finansowo na zupełnie innym etapie. To kwestia priorytetów. Łatwo zrobić reklamę jedną, drugą, zagrać papierową rolę w serialu - byle tu i teraz było dobrze. A co dalej? Dla mnie niezwykle cenne jest przebywanie ze starszymi ludźmi w teatrze. To sprawia, że mam poczucie, że jest coś dalej, że świat nie kręci się tylko wokół mnie. Oni uczą mnie etyki.

Olbrzymią popularność dała Pani komedia romantyczna...

- Poczułam się w pewnym momencie jak marionetka, z przyklejonym uśmiechem. I uciekłam z Warszawy. Są sytuacje, w których nadwrażliwość jest moją siłą, ale przychodzą i takie momenty, kiedy jest słabością, z którą trzeba się zmagać i ją pokonać. Czasami mam wrażenie, że jestem z innej planety i kompletnie tu nie pasuję. Ale potem idę do teatru grać i pasuję... Każdy chce być dzisiaj gwiazdą. Każdy ma łokcie i może się nimi rozpychać. Tylko po co? Byłam wielokrotnie obsadzana w roli amantek. Naprawdę myślałam, że po Justynie [film "Masz na imię Justine" - przyp. red.] będę grała już tylko główne role. Ale życie uczy pokory...

Co było w Pani życiu najpierw: Justyna, czy Fundacja Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu La Strada?

- Najpierw był film, który przez wiele lat był wykorzystywany przez La Stradę jako materiał instruktażowy w szkoleniu i uświadamianiu młodych dziewczyn. Ku przestrodze. Irena Dawid-Olczyk, założycielka La Strady, przyglądała mi się przez parę lat, aż pewnego dnia zadzwoniła. Poprosiła, żebym świadomie zdecydowała, czy chciałabym wejść w ten temat głębiej. Trudno rozmawiać z młodymi dziewczynami, które mają swoje marzenia, ambicje - czasami zbyt wygórowane, jak każdy młody człowiek. Trzeba je uświadomić tak, by nie zniszczyć ich wrażliwości. Trzeba je przygotować do drogi w życie. Są bardzo młode, na razie siedzą w szklanym kloszu i myślą, że świat tak właśnie wygląda.

Pomagacie nie tylko tym oszukanym i sprzedanym. Również dziewczynom, które doskonale wiedzą, po co jadą...

- Trzeba czasami uwierzyć w człowieka za niego. Spotkałam w życiu wielu wspaniałych ludzi, którzy uwierzyli we mnie za mnie. I tym dodali mi wiary. Wszystko jest kwestią podejścia... Większość z tych wykorzystanych dziewczyn to osoby bardzo wrażliwe, które pragną być kochane, docenione, pogłaskane. Każdy z nas tego potrzebuje.

Te dziewczyny wyjechały w poszukiwaniu lepszego losu, jak wielu młodych Polaków. Jak to się ma do patriotyzmu?

- Najlepiej na to pytanie mogą odpowiedzieć ludzie ze starszego pokolenia, którzy są spełnieni w życiu, a którzy w latach 80-tych dokonali wyboru i nie wyjechali. Zostali i budowali tę Polskę. Czy dziś potrafimy coś stworzyć razem? Uwielbiam łączyć ludzi. To mi daje siłę, bo w pojedynkę czuję się słaba. Wśród ludzi dookoła mnie są moje autorytety. One dodają mi skrzydeł. Zawsze w odpowiednim momencie podadzą mi rękę. Młodzi potrzebują autorytetów, wartości. Przestaliśmy o tym mówić w pogoni za tanim sukcesem. Musimy mieć kontakt z mądrymi ludźmi, którzy nam o nadrzędnych wartościach przypomną.

Ma Pani poczucie misji?

- Jest bardzo cienka granica między mówieniem tego, co ważne, a budowaniem i promowaniem siebie na wartościach. Teraz mamy modę na pomoc, na fundacje. Wszystkie gwiazdy pomagają. I dobrze. Ale pomaganie nie polega na pozowaniu do zdjęcia z tabliczką "POMAGAM". Ja chciałabym pójść dalej.

Rodzice są z Pani dumni?

- To ja jestem dumna z rodziców. Przekazali mi wartości, z którymi może niełatwo się żyje, ale po czasie okazują się ważne. Jestem z nich dumna także dlatego, bo nigdy mi niczego nie zabronili. Pozwolili mi poruszać się po moim świecie, budować go. Choć obaw nie brakowało, również tych związanych z zawodem. Tato np. bardzo zwraca uwagę na to, jakich słów używam, jak się wypowiadam. Żadne potknięcie językowe nie umknie jego uwadze. Zostałam wychowana na czytanych mi na głos bajkach, a teraz sama jeżdżę do szkół czy domów dziecka i czytam. Uwielbiam to.

Jaką wartość Pani chciałaby przekazać swoim dzieciom?

- Będę im powtarzać, żeby nie bały się słuchać intuicji. By chroniły prawo do bycia sobą. Wówczas Kiedy była dzieckiem, rodzice na głos czytali jej książki. Teraz sama uwielbia czytać dzieciom, rozbudzać ich wyobraźnię i wrażliwość. mamy dziesięć razy większą siłę w działaniu.

A Bóg?

- Myślę, że jeszcze nie dojrzałam do tego, aby mówić o Bogu. Musimy mieć COŚ nad sobą, w stosunku do czego mamy respekt i szacunek. COŚ, co jest ponad nami. To jest na pewno wiara, to jest na pewno tradycja, przekazywanie wartości... Potrzebujemy tych wartości, zasad, drogowskazów, potrzebujemy autorytetów i bohaterów.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje