Anna Jantar: Miała wielki talent i… drobne słabości

14 marca mija 38. rocznica śmierci Anny Jantar. Pamiętamy ją jako wielką gwiazdę lat 70. Mniej mówi się o tym, jaką kobietą była na co dzień. Zdradzamy więc parę sekretów...

Muzycy, którzy towarzyszyli Annie na scenie, wspominają, że jej koncerty na ogół kończyły się imprezą za kulisami. Jantar zmieniała się wówczas z wielkiej gwiazdy w koleżankę, która robi kolegom z zespołu kanapki z pasztetem i parzy herbatę. Lubiła też towarzysko napić się likieru czy też... zapalić papierosa, o czym długo nie wiedziała jej mama, Halina Szmeterling.

Reklama

Do legendy przeszły imieniny Anny przypadające 26 lipca, które zwykle obchodziła w środku wakacji nad Bałtykiem. Kukulscy spędzali je w Domu Pracy Twórczej w Ustce wraz z przyjaciółmi. Jak wspomina jedna z najbliższych znajomych piosenkarki, Alicja Woy-Woyciechowska w książce "Bursztynowa dziewczyna" Marioli Pryzwan, takie imieniny na ogół trwały do białego rana. Po północy kończyły się na plaży. Jantar nie była napuszoną gwiazdą - lubiła się bawić, żartować, a nawet poszaleć.

Gdy piosenkarka została mamą, spoważniała. Od tej pory była też wiecznie rozdarta między miłością do córki a miłością do sceny. Kiedy wyjeżdżała na koncert, bardzo tęskniła za córeczką Natalią, która zostawała w domu pod opieką babci. Podczas ostatniego tournee w USA Jantar kupiła dziewczynce mnóstwo ubranek. Przed snem rozkładała małe sukieneczki na pościeli i zasypiała, wyobrażając sobie, że jest obok małej.

Miłość do córki i męża stanowiła dla niej siłą napędową w życiu. Jarosław Kukulski był pierwszym ważnym mężczyzną w życiu piosenkarki. Wychodząc za niego, wyobrażała sobie, że to związek na zawsze. Ogromnie więc przeżywała każde nieporozumienie z małżonkiem.

W domu nie była wzorem gospodyni. Nie umiała gotować, miała jednak wsparcie ze strony swojej mamy, która po narodzinach Natalki zamieszkała z Kukulskimi. Ostatnie wakacje małżonkowie spędzili z córką nad Bałtykiem. Anna kochała morze, choć musiała być ostrożna na plaży. - Opalała się w pełnym makijażu. Miała jasną cerę i bała się promieni słonecznych - wspomina Ewa Wiśniewska. Pewnego dnia, w perfekcyjnym makijażu, Anna umówiła się z kolegą na jogging. I na tym jednym razie skończyła się jej przygoda z bieganiem! Nie przepadała za sportem.

Lubiła za to podobać się mężczyznom, i to wzajemnością. Gdy 27 grudnia 1979 r. wyruszała w swoją ostatnią, jak się okazało, podróż za ocean, na lotnisku otoczył ją wianuszek pilotów LOT-u. Adorowali ją z zachwytem... Jantar lubiła flirtować. Jednocześnie była dla mężczyzn... kumplem. Koledzy zwierzali jej się z sercowych problemów. Dzisiaj wspominają, że budziła ich zaufanie i... zachwycała kobiecością.

Uwielbiała kosmetyki i perfumy "Charlie", które przywoziła z USA. Lubiła też kapelusze i białe sukienki za kolano, do tego białe kozaki na szpilce. Unikała za to tak modnych w latach 70. mini. Ta wysoka, zgrabna kobieta uważała, że ma za długie nogi i starała się je zakrywać! Jej wątpliwości dotyczyły zresztą nie tylko wyglądu. - Bolała nad tym, że się źle porusza na scenie - zdradza koleżanka piosenkarki, Anna Sułek. Potwierdza to Ewa Kuklińska: - Ania była niezwykle muzykalna, miała fantastyczny, zwierzęcy niemal słuch i cudowny, z natury postawiony głos. Nie miała jednak w sobie tej lekkości potrzebnej w tańcu. Była spięta...

Dziś te drobne wady gwiazdy tylko dodają jej uroku. Annę Jantar wspominamy z sentymentem i szacunkiem. Choć od wypadku na Okęciu minęło już 38 lat, wciąż pamiętamy i nucimy jej piosenki.

Iwona Aleksandrowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje