Reklama

Reklama

Bez sztuki człowiek tępieje

Zachęcam, by mimo wszystko, ludzie nie patrzyli na twórczość Czesława Niemena, jak na nie wiadomo jaką świętość, której nie można tknąć ani ruszać, a jak ruszać, to mój Boże, czy podołam? Z Natalią Niemen, córką Czesława Niemena, rozmawiamy o tym, jak powstawała jego muzyka oraz po co nam sztuka.

EksMagazyn: Jakie było pani pierwsze wspomnienie związane z muzyką w domu rodzinnym?

Natalia Niemen: - Jako pierwszego wymienię mojego tatę, bo tata komponował przy mnie i siostrze. W domu to wszystko rozbrzmiewało. Pamiętam też, jak tata nagrywał piosenki do seriali takich jak "Rodzina Leśniewskich" czy "Kłusownik". Te piosenki tak mi siedzą w głowie! Często też byłyśmy przy nagraniach. Jeśli chodzi o muzykę, jaką serwowali nam rodzice, to była to muzyka hinduska. Pamiętam, jak ojciec przywoził płyty ze swoich wojaży i wśród nich była płyta analogowa z etniczną, narodową muzyką hinduską graną na instrumentach typu sitar. Trzecie wspomnienie dotyczy płyty Steviego Wondera z końca lat 70.

Reklama

Kiedy ojciec tworzył, zamykał się w pokoju?

- Kiedy byłyśmy małe z siostrą, mieszkaliśmy w maleńkiej kawalerce blisko Teatru Narodowego w Warszawie i tata miał tam pokój, w którym pracował. To było studio, do którego nas zabierał, kiedy mama musiała gdzieś wyjść. Brałyśmy flamastry, kredki i rysowałyśmy. Jeden z tych obrazków pojawił się jako oprawa tegorocznego koncertu Debiutów w Opolu.

- Później, kiedy przenieśliśmy się do trochę większego lokum, ojciec usadowił się w dziennym pokoju i wszyscy uczestniczyliśmy w procesie twórczym. Oczywiście, kiedy pracował wymagał ciszy i to było dla nas bardzo trudne, bo dom był stary, a w związku z tym na przykład mocno skrzypiała podłoga. Trzeba było liczyć deski, na których można stanąć, a na których nie, żeby tatusiowi nie przeszkodzić.

Czy śpiewała pani razem z ojcem?      

- Był taki epizod. Na Placu Zamkowym, ja i moja młodsza siostra wystąpiłyśmy razem z tatą na koncercie sylwestrowym. On śpiewał oczywiście "Dziwny jest ten świat", a my robiłyśmy chórki na: "aa" i "uu". To było nasze jedyne wspólne śpiewanie.

Czy to dobrze, że różni twórcy interpretują jego piosenki?

- Zachęcam, by mimo wszystko, ludzie nie patrzyli na twórczość Czesława Niemena, jak na nie wiadomo jaką świętość, której nie można tknąć ani ruszać, a jak ruszać, to mój Boże, czy podołam? W muzyce najważniejsze jest to, czy ja wiem, o czym śpiewam. Kiedy wiem, o czym śpiewam, publiczność to czuje. Wie, że taki delikwent nie popisuje się swoimi możliwościami, nie chce tylko pokazać siebie, tylko przekazać to, co autor miał na myśli. I wtedy wszystko jest dobrze, nawet jeśli śpiewa się tego świętego Niemena.

Była pani patronką koncertu tegorocznych Debiutów w Opolu, ale też wspólnie z zespołem zaśpiewała piosenki ojca.

- Byłam przeszczęśliwa, że mogliśmy zaprezentować mniej znane utwory taty z dwóch ostatnich płyt. Na tym mi głównie zależało, żeby ludzie poznali Niemena nie jako piosenkarza, wykonawcę nieśmiertelnych hitów, ale przede wszystkim jako kompozytora, wspaniałego poetę i multi-twórcę.

Czuje pani presję występując w repertuarze ojca?

- Ja tak na to nie patrzę. Bardziej czuję się żoną, matką, gospodynią. Jest to moja praca, więc potencjalne problemy, czy ja się spodobam czy sprostam oczekiwaniom czy nie rozczaruję tych, którzy w zeszłym roku się mną zachwycali, są mi dalekie. Nie mówiąc o tym, że jest wielu takich, którzy by mnie najchętniej nie słuchali, bo im się moje wykonania nie podobają.

Czy ludzie chcą jeszcze słuchać ambitnych piosenek?

- Warto, żeby media trochę bardziej wierzyły w publiczność, bo ludzie, wbrew temu, co sądzi wielu speców, naprawdę są znudzeni szmirą i bylejakością. Liczę, iż nadejdą jakieś zmiany, bo sztuka wzbogaca. Bez sztuki człowiek tępieje, traci coś, co jest bardzo ważne, czyli wrażliwość i empatię. Sztuka nie tyle upiększa nas za pomocą zmysłów, ale wierzę też, że ma współmoc budowania empatii wobec ludzi, rzeczy i jakkolwiek patetycznie to brzmi - całego świata.

Rozmawiała: Joanna Jałowiec

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama