Reklama

Reklama

Biskup podziwia ich miłość

- O takim mężu i ojcu mogłaby marzyć niejedna kobieta – mówi z uznaniem o liderze zespołu Perfect, Grzegorzu Markowskim, jego brat, biskup Rafał Markowski. Na czym polega sekret tej rodziny?

On miał 20, a ona 18 lat, kiedy stanęli przed ołtarzem w kościele w podwarszawskim Józefowie. Wśród gości nie zabrakło Rafała, który uczył się już wówczas w niższym seminarium duchownym. Niewiele brakowało, a ślub by się nie odbył.

Bracia Markowscy pochodzą z niewielkiego Józefowa. Ich mama, Barbara, nie pracowała, opiekowała się domem i czterema synami. Ojciec, Andrzej, w czasie wojny partyzant, prowadził firmę budowlaną. Dobrze im się powodziło, ale wokół panowała bieda.

- To było kryminogenne środowisko. W każdym domu był ktoś, kto siedział. A w nich dorastali moi najlepsi koledzy. Lubiłem ich: potatuowani, pocięci, po wyrokach - wspomina Grzegorz.

Reklama

Tata Markowski trzymał synów krótko, zabierał na polowania, wpajał życiowe zasady i nie szczędził klapsów. Prowadził co niedzielę do kościoła, Grześ został nawet ministrantem. Jednak wychowanie chłopców nie było łatwe.

Bracia palili po kryjomu papierosy, a jedna z przepychanek zakończyła się złamanym nosem i wstrząsem mózgu Grzegorza. Kiedyś bracia wymyślili, że uciekną do Szwecji, innym razem 14-letni przyszły muzyk chciał popełnić samobójstwo i zjadł dwa termometry z rtęcią.

Rok później, ku zaskoczeniu najbliższych i całego Józefowa, został ojcem. Nie udźwignął ciężaru odpowiedzialności. Relacja z mamą syna nie przetrwała, z Piotrem utrzymywał słaby kontakt. Nie jest dziś dumny z tamtego okresu w życiu. Przyznaje, że nie wie, co by się z nim stało, gdyby nie Krystyna, w której się zakochał.

- Niedużo brakowało, żebym gdzieś tam nie skręcił. Na szczęście kobieta czyni cuda - podkreśla. Szybko się zaręczyli. Ślub jednak stanął pod znakiem zapytania, kiedy podszywająca się pod siostrę Grzegorza narzeczona zaczęła chodzić na jego wywiadówki do liceum ogólnokształcącego. Dowiedziała się, że jej wybranek może nie zdać egzaminu dojrzałości.

- Krysia powiedziała, że zerwie zaręczyny, jak ja tej matury nie uklepię. To podziałało jak kubeł zimnej wody, bo zacząłem dostawać piątki. Zrobiłem maturę, poszedłem do pracy, a potem zaczęła się muzyka - wspomina. 

Pamiętałem, by nie przekraczać

W 1982 roku Perfect śpiewał swój największy hit "Autobiografię", a pięć lat młodszy od Grzegorza Rafał przyjmował święcenia kapłańskie z rąk prymasa Józefa Glempa. Więź między braćmi jest do dziś bardzo silna. Nie raz zdarzyło się, że ksiądz musiał wyspowiadać muzyka, przed ważną operacją albo w rocznicę ślubu.

W małżeństwie Markowskich nie brakowało trudnych chwil czy kryzysów. Życie rockmana to ciągłe wyjazdy, alkohol oraz piękne kobiety. - Miałem parę fascynacji i mogłoby się źle skończyć. Ale zawsze miałem te światełka ostrzegawcze, że nie wolno przekroczyć pewnej granicy  - zaznacza piosenkarz.

Krystyna Markowska jako tancerka z orkiestrą i męskim baletem zwiedziła cały świat. Mąż też nie raz się zastanawiał, tylu przystojnych, młodych mężczyzn... - Było w czym wybierać. Może mnie zdradziła? Mam nadzieję, że nie - śmieje się dzisiaj. 

Mój brat to ideał męża i ojca

Ale Rafał Markowski jest pewny, że brat i bratowa są sobie wierni. - Mam do Grzegorza i Krysi zaufanie. Wiedzą, jak kierować swoim życiem - podkreśla biskup. Twierdzi również, że muzyk to idealny mąż i ojciec. Gdy córka Patrycja była jeszcze mała, a jej mama wyjeżdżała na występy, to muzyk zajmował się domem: gotował, sprzątał, opiekował się dzieckiem.

Wtedy nawiązała się między nimi silna więź, która trwa do teraz. Dla Grzegorza wzajemne wsparcie to istota związku. - W małżeństwie potrzeba sympatii i partnerstwa. Jak to się objawia? W oczywistych sytuacjach. Dzisiaj wróciłem z miasta  i ugotowałem obiad. To znaczy więcej niż miłosne zaklęcia  - podkreśla. - Prawdziwy facet budzi się rano i myśli o żonie. Daje kobiecie, która niczego od niego nie chce, wszystko.

Ta miłość niezmiennie urzeka Rafała Markowskiego: - Kiedy patrzę, jak Grzegorz kocha swoją żonę Krystynę i córkę Patrycję, to mi tym imponuje. To miłość, która zapomina  o sobie, jest ofiarna, bezinteresowna, chociaż nie jest sielanką - mówi. 

W tym roku minęła już 45. rocznica ślubu Markowskich, ale ich uczucie nie straciło świeżości. - Krysia daje mi masę optymizmu. Działa na mnie terapeutycznie. Jak mnie nie dotknie, to nie zasnę. Jest w stanie zrobić ze mną wszystko. Delikatnie, po kobiecemu - wyznaje Grzegorz. Dom to dla muzyka, spokój, cisza, miłość. A dobrym duchem ich rodziny od zawsze jest wuj Rafał.

- To nasz patron i autorytet, promyczek, oparcie we wszystkim. Rafał kocha ludzi i ma dla nich łaskawe spojrzenie - mówi muzyk. - Dla niektórych choćby trzy minuty jego wypowiedzi o Bogu i sile, jaką daje rodzina, znaczą więcej niż całe moje rekolekcje. To uczy mnie pokory - przyznaje  z kolei bp Rafał Markowski.                               

Monika Górniak

Ludzie i wiara

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy