Reklama

Reklama

Bywam ostry, bywam trudny. Jestem sobą!

Pełen entuzjazmu jak mały chłopiec. Jedni go lubią, inni nie znoszą. A on po prostu ma swój styl; ubierania się, rozmawiania, nawet uśmiechania.

Maciej Dowbor (32) pierwsze kroki jako dziennikarz stawiał w 2001 roku w powstającej wtedy stacji TVN. Potem był w TVP 2. Od 5 lat jest związany z Polsatem. Prowadzi programy "Się kręci" oraz "Światowe rekordy Guinessa". Syn dziennikarki telewizyjnej Katarzyny Dowbor (51). Z życiową partnerką Joanną Koroniewską (32) mają córeczkę Janinę (1).

Reklama

Jest pan bardzo sympatycznym facetem. Taki się pan urodził, czy to wynik ciężkiej pracy nad sobą?
Maciej Dowbor: - Ja? Mam wątpliwości, czy nazywanie mnie sympatycznym jest właściwe, ale...

Jak to... Nie jest pan sympatyczny?
- No, bywam ostry, bywam trudny. Sympatyczny? Staram się być sobą. Ja myślę, że mam sympatyczną pracę, to na pewno wiele ułatwia.

Bo ma pan do czynienia z gwiazdami, które są miłe zawodowo?
- Trudno mi to komentować. Wielu z nich to moi znajomi. Ale wiem, że nie wszyscy mnie uwielbiają. Jest masa ludzi, którzy mnie nie znoszą.

Czy to pomaga, czy przeszkadza, jak się jest ze wszystkimi tak blisko?
- W 99,9 proc. przypadków to pomaga, bo ja mam gwarancję, że każdy mnie odwiedzi w moim programie.

Oni po prostu przyjadą do Maćka?
- Tak, to się dzieje na tej zasadzie. Już nie muszę startować z pozycji: "bardzo pana proszę, czy byłaby taka szansa...". Ale z drugiej strony trudniej się robi wywiady ze znajomymi. No, bo o pewne rzeczy po prostu nie zapytasz.

Dobrze, to jakie programy najbardziej pan lubi tworzyć?
- Te duże i na żywo. Telewizja na żywo to jest dla mnie kwintesencja pracy w mediach. Wymaga tych wszystkich cech i umiejętności, które nabywałem przez ostatnie lata.

Tworzycie fajny duet z Maćkiem Rockiem.
- Razem pracujemy już prawie cztery lata. Dobrze się rozumiemy. Prywatnie się przyjaźnimy.

Z aktorką Joanną Koroniewską jesteście bardzo ładną parą. Udaną?
- Zabrało nam to kilka lat. Każdy związek musi się docierać i w naszym przypadku też tak było.

A ma pan swój sposób na udany związek?
- Tak. Częste rozłąki wynikające z charakteru pracy. Ja na przykład jestem często w rozjazdach. I uważam, że to jest bardzo dobra recepta na wszelkie niesnaski. Bo jak ludzie za sobą zatęsknią, to od razu bardziej się kochają.

Bardzo ciekawa teoria. Czy pani Joanna też tak myśli?
- Mam nadzieję (śmiech).

Praca w telewizji bardzo spala. Jak się pan regeneruje?
- Uprawiam sport. Zwykle kilka razy w tygodniu gram w kosza albo w tenisa.

A zajęcia z ojcostwa? Jakim jest pan tatą?
- Aktywnym i zaangażowanym. Potrafię córeczkę przebrać, zmienić jej pieluchy. Tylko z kąpaniem jest trochę gorzej.

Myśli pan o jeszcze jednym dziecku?
- Na razie dopiero ogarniam się z pierwszym.

Czyli model rodziny dwa plus jeden?
- Nie, nie, nie! Niczego nie wykluczam. Taka decyzja musi być podjęta po przemyśleniu wszystkich za i przeciw. Janka ma niewiele ponad rok, chcemy się na razie skupić na jej wychowaniu.

Chciałby pan, żeby córka została...
- ...zakonnicą-tenisistką. Bo wtedy żaden facet nie będzie się do niej dobierał.

Michał Wichowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje