Reklama

Reklama

Czerwona szminka nie dla księżnej Meghan...

Meghan Markle słynie nie tylko z doskonałego wyczucia stylu, ale i subtelnego, zawsze pasującego do kreacji makijażu. Współpracujący z księżną wizażysta zdradza, dlaczego w jej kosmetyczce nie znajdziemy klasycznej czerwonej szminki.

Księżna Sussex jest znaną zwolenniczką oszczędnego, naturalnego makijażu, któremu pozostała wierna nawet w dniu ślubu. Zamiast konturowania i obsesyjnego tuszowania wszelkich niedoskonałości, Meghan stosuje dyskretne metody upiększania urody, dzięki którym wciąż zachwyca świeżym, promiennym wyglądem. Nie dziwi, zatem, że jednym z kosmetyków - będących skądinąd makijażowym ulubieńcem większości kobiet - po który księżna nie ma zamiaru sięgać, jest czerwona szminka.

"Kiedyś Meghan malowała usta na czerwono, ale po prostu nie czuła się wówczas swobodnie. Ona lubi rozmawiać i czuć się pewnie, więc nie chce się o nic martwić - np. o rozmazaną szminkę. Myślę, że to dobre podejście - warto trzymać się tego, co się u nas sprawdza, w czym czujemy się komfortowo i pewnie" - zdradza w rozmowie z magazynem "People" Daniel Martin, wizażysta odpowiedzialny za makijaż Markle w dniu jej ślubu.

Reklama

Co ciekawe, podejście Meghan do makijażu zdążyło już przynieść korzyści... edukacyjne. Martin przyznaje, bowiem, spotkał się jak dotąd z wieloma pozytywnymi opiniami pochodzącymi od matek dorastających dziewcząt, których nastoletnie córki w końcu zdały sobie sprawę, że nie trzeba wychodzić z domu w pełnym makijażu. Ekspert zauważa, że jest to odświeżające odejście od obsesji na punkcie wizualnej perfekcji, którą obserwowaliśmy w mediach społecznościowych i na czerwonych dywanach w ciągu ostatnich kilku lat.

"W ostatnim czasie byliśmy nieustannie bombardowani instrukcjami konturowania i precyzyjnego ukrywania niedoskonałości. Powstała narracja, która mówi, że aby wyglądać pięknie, potrzebujemy mnóstwa makijażu i upiększania. Myślę, że kiedy ludzie zobaczyli Meghan podczas ślubnej ceremonii, wyglądającą tak świeżo i promiennie, docenili siłę naturalnego wyglądu. Najpierw zachwycili się nią, a nie perfekcyjnie pomalowaną twarzą - i taka była nasza intencja" - konstatuje Martin. (PAP Life)

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama