Reklama

Reklama

Człowiek honoru

Po pierwsze: miły, przystojny, szarmancki. Po drugie: niepokorny, apodyktyczny, bezkompromisowy. Jaka jest prawda? Mateusz Damięcki opowiada o atakach złości i megalomanii. Ale także o zakochaniu i szukaniu prawdy dwadzieścia tysięcy kilometrów od Polski. W komedii Kochaj i tańcz nadal potwierdza wizerunek pierwszego amanta polskiego kina. Prywatnie wymyślił sobie inną rolę.

Boję się, że Mateusz będzie w złym humorze. Kradnę mu wczesny poranek w sobotę, bo tylko wtedy ma czas. Zamiast zjeść śniadanie z narzeczoną, przyjeżdża na wywiad i sesję. Niespodzianka. - Uważaj, jestem gadułą - uśmiecha się. Leniwa dotąd kelnerka przy Mateuszu natychmiast się budzi. "Dla pana cappuccino? Może rogalik?", nadskakuje. Mnie nie zauważa. - Uroda pomaga w życiu, prawda? - prowokuję. - Wpadłem do głębokiej szuflady z napisem "amant" - odpowiada Mateusz. - Ale nie boję się już "ochów" i "achów" po rolach w komediach romantycznych ani po pokazywaniu gołego torsu w serialu Teraz albo nigdy. W końcu i tak zagram "złego". Choćbym sam miał nakręcić taki film. Ma 27 lat, występuje od siedemnastu i wciąż uważa się za debiutanta. Aktorski skazaniec. Prababka w remizie strażackiej na Litwie stworzyła teatr amatorski. Babcia Irena Górska skończyła szkołę teatralną w Wilnie. Pociągnęła za sobą synów i wnuki. - Zamiast "Bądź grzeczny, ucz się", składała Mateuszowi życzenia: "Bądź dobrym aktorem". Nie miał wyjścia? - Granie tak, ale nie za wszelką cenę - mówi. - Zresztą znalazłem coś ważniejszego od pracy. Mam wreszcie ochotę pójść pod prąd.

Reklama

Twój Styl: Dajesz się czasem prowadzić w tańcu?

Mateusz Damięcki: Niechętnie. Oprócz treningów z choreografem - to oczywiste. Na parkiecie czuję, że lepiej zapanuję nad efektem, kiedy partnerka mi zaufa. Nie odwrotnie. Doświadczam takiego dziwnego podniecenia, uniesienia, gdy wychodzi mi to, co sobie zaplanowałem. Uwielbiam planowanie. Nie tylko w tańcu.

Jesteś control freakiem - maniakiem kontroli?

Bez przesady. Uporządkowany nie znaczy chory. Lubię mieć wszystko na miejscu, jak ginie, dostaję szału. Wiesz, co uwielbiam? Ten moment w ciągu dnia, kiedy otwieram mój notes. Stawiam ptaszki - przy sprawach załatwionych i minusy - przy niezaliczonych, te przepisuję na drugi dzień. To irytuje i śmieszy ludzi wokół. Ostatnio odkryłem, że napięty grafik bardzo mi w życiu pomaga.

To już pracoholizm?

Mam za sobą dwa i pół miesiąca przerwy - po zdjęciach do Kochaj i tańcz oraz serialu Teraz albo nigdy odpoczywałem. Chyba dopadł mnie zespół objawów abstynenckich (śmiech). Wysypiałem się do Bóg wie której. Wstawałem zły na siebie, że "znowu nic nie zrobię". Tego dnia już nie umiałem się pozlepiać, czyli być użytecznym, kreatywnym. Brak obowiązków wprowadza zamęt. Wszystkim dookoła jest łatwiej ze mną, kiedy mam pracę, a najlepiej dwie. Jestem odpowiednio zmęczony, odpowiednio napracowany, zestresowany - do tego przyzwyczaiłem organizm przez 17 lat na planie. Za wolnym czasem lubię tylko potęsknić. Gdy go brakuje, najprostsze rzeczy sprawiają frajdę: widok mojej dziewczyny, kiedy gotuje, kolacja z przyjaciółmi, wyprawa na konie. Ale przedawkowanie grozi zdrowiu. Robię się nieznośny.

Dowiedz się więcej na temat: siostra | świat | ojciec | film | śmiech | Mateusz Damięcki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje