Reklama

Reklama

Dlaczego podobam się kobietom?

Hiszpański macho? Idealny mąż? Jaki naprawdę jest jeden z najprzystojniejszych aktorów naszych czasów? SHOW spotkało się z Antonio Banderasem w Los Angeles. Był uroczy i... bardzo szczery.

Nie ma co ukrywać - spotkanie z Antonio Banderasem (l. 50) to duże przeżycie! Mam sporą tremę, jadąc do Los Angeles na rozmowę z aktorem. Ale gdy siadamy naprzeciwko siebie i Antonio z uśmiechem spogląda mi w oczy, stres znika. Jak na wielką gwiazdę Hollywood przystało, wie, jak oczarować kobietę...

Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale masz w Polsce mnóstwo fanek. W redakcji SHOW też jest ich sporo.
Antonio Banderas: - Przez ostatnie kilkadziesiąt lat dostałem mnóstwo listów od Polek. Nie znam waszego języka, ale poznaję je po znaczkach pocztowych (śmiech). To mi bardzo pochlebia, bo słyszałem, że w Polsce są piękne kobiety. Zresztą widzę to też tutaj na planie.

Reklama

To dlaczego nie przyjedziesz do Polski?
- Bardzo bym chciał zwiedzić wasz kraj. Głównie dlatego, że ma wiele wspólnego z Hiszpanią. Wy też przykładacie dużą wagę do tradycji chrześcijańskiej, jesteście gościnni, rodzinni, honorowi. Myślę, że dobrze czułbym się w Polsce. Nie chcę zapeszać, ale prawdopodobnie uda mi się odwiedzić wasz kraj jesienią.

Twoje polskie fanki bardzo ucieszy ta informacja. Zastanawiasz się czasem nad tym, dlaczego kobiety tak cię uwielbiają?
- Pewnie dlatego, że kocham moją żonę, jestem jej wierny i nie wstydzę się o tym mówić. Zanim ożeniłem się z Melanie Griffith, byłem żonaty. Melanie przede mną miała dwóch mężów. Oboje mieliśmy więc na koncie uczuciowe porażki. Dlatego od początku bardzo pracowaliśmy nad naszym związkiem.

Jesteście razem już szesnaście lat. Podobno w Hollywood nie jest łatwo utrzymać związek.
- W naszym przypadku było tak, że na początku nawet bliscy nie dawali nam żadnych szans. A dziennikarze pisali, że wytrzymamy ze sobą najwyżej pół roku. Pewnie są teraz rozczarowani (śmiech). Udaje nam się, bo po prostu bardzo się kochamy i nauczyliśmy się pokonywać trudności. Uwierz mi, że przeżyliśmy wiele niełatwych chwil. Każda z nich sprawiła, że nasze małżeństwo jest silniejsze.

Melanie miała problemy z uzależnieniami...
- Nigdy nie ukrywaliśmy tego przed opinią publiczną. Uzależnienie jest niesamowicie trudną sprawą. Ja uzależniłem się jedynie od papierosów i nadal nie potrafię sobie z tym poradzić, choć planuję zerwanie z nałogiem najszybciej, jak to możliwe. Problemy Melanie były jednak naprawdę poważne. To nie jest tak, że tylko osoba uzależniona musi nad sobą pracować. Dotyczy to całej jej rodziny. Wszyscy byliśmy zaangażowani w leczenie Melanie. Zajęło to wiele lat. Próbowaliśmy przeróżnych terapii. Od trzech lat moja żona jest kompletnie trzeźwa.

Który nałóg był dla niej najtrudniejszy?
- Melanie przestała pić alkohol dwanaście lat temu. Uzależniła się wtedy jednak od leków i z tym walczyła przez ostatnie lata.

Podobno w Stanach jest wyjątkowo dużo osób borykających się z tym problemem.
- Tak. Amerykanie przyjmują niewiarygodne ilości leków. Na wszystko. To szaleństwo! My poradziliśmy sobie z tym dzięki specjalistom. Nie tylko Melanie i ja, ale też nasze dzieci były pod opieką psychologów.

Jak myślisz, dlaczego ludzie tak często uzależniają się od leków?
- To wypadkowa wielu czynników. Żeby się wyzwolić, trzeba sięgnąć do korzeni. Wiele problemów ma swój początek w dzieciństwie. Ludzie próbują je zagłuszyć, biorąc leki, narkotyki czy pijąc alkohol. Uświadomienie sobie tych krzywd i poradzenie sobie z nimi wymaga wiele pracy.

Jak ci się udało przetrwać trudne chwile w życiu Melanie? Wierzyłeś, że wyjdzie z nałogu?
- Po prostu ją kocham. Trudno jest to zdefiniować, ale nigdy nie przestałem czuć, że kobieta, którą kocham najbardziej na świecie, do mnie wróci. Ta kobieta, w której zakochałem się szesnaście lat temu. Nigdy też nie przestałem w Melanie wierzyć. Poza tym nie należę do ludzi, którzy się poddają. Pewnie dzięki temu nadal jesteśmy razem.

Pamiętasz dzień, w którym zobaczyłeś Melanie po raz pierwszy?
- Tak. To było na Oscarach. Przyjechałem do Los Angeles z Pedrem Almodóvarem, byliśmy nominowani za "Kobiety na skraju załamania nerwowego", a Melanie dostała nominację dla najlepszej aktorki za "Pracującą dziewczynę". Gdy wysiadłem z samochodu, zobaczyłem ją na czerwonym dywanie. Nie miałem wtedy jeszcze pojęcia, kim ona jest. Ale nigdy nie zapomnę tego widoku.

Poznaliście się dopiero sześć lat później, na planie komedii "Zbyt wiele".
- Tak. Oboje mieliśmy wtedy partnerów, ale nie były to szczęśliwe związki. Byliśmy w podobnej sytuacji, to nam wiele ułatwiło.

Oboje też jesteście aktorami. Czy w waszym związku pojawiają się elementy rywalizacji?
- Wręcz przeciwnie. Cieszymy się naszymi sukcesami. Nigdy ze sobą nie rywalizowaliśmy. Miałem okazję nawet reżyserować swoją żonę (w filmie "Wariatka z Alabamy", przyp. red.). To było jak prowadzenie ferrari! Fantastyczne doświadczenie! Teraz Melanie ma ciężki okres. Hollywood jest bezlitosny dla osób, które miały problemy z uzależnieniami. Ale wierzę, że wszystko jeszcze przed nią, że wróci na szczyt.

Jak wygląda wasz zwykły dzień?
- Może w to nie uwierzysz, ale gdy mam wolny czas, to uwielbiam gotować. Moją specjalnością jest oczywiście paella. Melanie i dzieci ją uwielbiają. Sekretem mistrzowskiego wykonania tego dania jest usmażenie każdego jej składnika. Trzeba użyć dużo papryki, zielonej i czerwonej, czosnku, trochę cebuli i tony pomidorów. Musisz to wszystko długo smażyć. Później dodajesz kurczaka, trochę wołowiny, krewetki, kalmary i znowu smażysz to wszystko razem. Potem dodajesz ryż i znowu smażysz. Najlepszy jest ryż hiszpański. Radzę ugotować go w wodzie, w której wcześniej gotowałaś krewetki i kalmary. Na koniec dodajesz pietruszkę, szafran i trochę bulionu. To prosty przepis.

Macie dwa domy, w Los Angeles i w Maladze. Gdzie spędzacie większość czasu?
- W Los Angeles. Ze względu na dzieci. Tutaj nasza najmłodsza córka Stella chodzi do szkoły. Dakota, córka Melanie z poprzedniego małżeństwa (z Donem Johnsonem, przyp. red.) pracuje jako aktorka, zagrała m.in. w "The Social Network" dziewczynę bohatera - w tej roli wystąpił Justin Timberlake. Jest bardzo zdolna. Wszyscy wróżą jej wielką karierę, a my cieszymy się, że mamy ją blisko. Jesteśmy z niej bardzo dumni. Syn Melanie, Alexander mieszka w Nowym Jorku na Brooklynie. Ma zespół rockowy.

Masz dużą rodzinę. Jesteś oszczędny?
- Tak, nie mam wyboru (śmiech). Oszczędzam na starość, ale też myślę o przyszłości naszych dzieci. One o tym wiedzą. Inwestuję w nieruchomości, głównie w Hiszpanii. Mam tam kilka domów, które wynajmuję czasem bankom, czasem restauracjom, czasem wczasowiczom. Mam też swoją firmę producencką.

Czy uważasz, że dzieci powinny dostawać pieniądze od rodziców tak po prostu, czy powinny na nie w jakiś sposób zapracować?
- Muszą zasłużyć na kieszonkowe. Gdy jeszcze wszyscy mieszkaliśmy razem, każde z naszych dzieci miało swoje obowiązki. Wiedziały, że pod koniec każdego tygodnia będą rozliczone z tego, czy się z nich wywiązały. Jeżeli tak, dostawały pieniądze, a jeżeli nie, to cóż, po prostu musiały bardziej się postarać. W życiu nie ma nic za darmo.

Przez wiele lat miałeś wizerunek macho. Nie ma on nic wspólnego z opanowanym, spokojnym, dojrzałym ojcem i mężem, z którym dziś rozmawiam.
- Mam pięćdziesiąt lat (śmiech). A w moim zawodzie trzeba w pewnym momencie dorosnąć. W aktorstwie wszystko jest ulotne. Sława, praca. Nigdy nie wiadomo, kiedy propozycje przestaną się pojawiać. Można zwariować, serio. Ja jestem wierny sobie. Staram się być pokorny i spokojny, bo niepokój jest największym wrogiem sukcesu.

- Dlatego trzeba się szybko ogarnąć. Szanować i kochać swoją pracę. Wszystko przychodzi we właściwym czasie.

Joanna Łazarz

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 28 marca!

Show

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Antonio Banderas | Hiszpania | kobieta | Melanie Griffith

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje