Reklama

Reklama

Ewa Drzyzga: Ważne, żeby w rodzinie nie zamiatać niczego pod dywan

Z Ewą Drzyzgą (48 l.), dziennikarką i prowadzącą „Rozmowy w toku” rozmawiamy o tym, jak zachować w życiu właściwe proporcje.

Jest żoną Marcina Borowskiego i mamą - Ignacego (9 l.) i Stanisława (11 l.). Mieszka w Krakowie. Od 16 lat związana jest z telewizją TVN.

Reklama

Oprah Winfrey, do której często jesteś porównywana, powiedziała kiedyś: "W życiu można mieć wszystko, tylko nie w tym samym czasie".

Ewa Drzyzga: - I coś w tym jest. Mój znajomy powiedział przed laty podobnie - że w życiu nie można mieć wszystkiego... naraz! :) Jak widać, ta prawda jest aktualna niezależnie od szerokości i długości geograficznej.

Oprah, chociaż zyskała popularność i pieniądze, nie zdecydowała się na macierzyństwo. "Nigdy nie chciałam zostać matką, obawiając się, że nie będę wystarczająco dobra, by moje dzieci mogły powiedzieć, że miały wspaniałe dzieciństwo" - tłumaczyła. Ale przecież Danielle Steel ma 9. dzieci i wydaje powieści...

- Każdy ma swoją prawdę i swoje powody, i swój pomysł na to, jak żyć. Ileż to razy słyszałam kobiety, które dla rodziny porzuciły pracę. "To straszne, że muszę siedzieć w domu, zajmować się dziećmi i nie mogę nawet spotkać się z koleżankami" - żaliła się jedna. Całkiem niedawno gościłam mężczyzn, którzy stawali na głowie, żeby namówić swoje partnerki na kolejne dziecko. Bezskutecznie. Dziewczyny miały różne argumenty: jestem z prowadzeniem domu sama; jestem przemęczona pracą i wychowaniem naszego syna; źle zniosłam ciążę i poród - to za wcześnie myśleć o drugim dziecku, kiedy pierwsze ma dopiero 2 miesiące; nie stać nas, jesteśmy na garnuszku rodziców. Pewnie większość z nich zgodzi się na powiększenie rodziny, jeśli ojcowie zaangażują się w życie codzienne i nie poprzestaną na przynoszeniu pensji.

Odpowiedź na pytanie: na co postawić w życiu - na rodzinę czy karierę - nie wydaje się oczywista?

- Jedni powiedzą, że na rodzinę. Ale znajdą się tacy, którzy kategorycznie stwierdzą, że najważniejsza w życiu jest praca i zawodowe spełnienie. Bo kariera to nie tylko awanse i sukcesy za wszelką cenę. To również praca, która pozwala ci utrzymać rodzinę. Frustracja z tego powodu, że nie masz czasu dla rodziny wcale nie jest większa od spowodowanej tym, że nie możesz spłacić kredytu, bo nie masz pieniędzy. Bo jak być szczęśliwym rodzicem, kiedy nie możesz poradzić sobie z problemami finansowymi. Dla zdrowia całej rodziny ta praca jest potrzebna. Pochodzę z domu, w którym oboje rodzice pracowali i dla mnie to było naturalne, że przychodzi taki moment, kiedy idzie się do pracy. A jednocześnie jest się córką, matką, żoną. Tak przecież wygląda życie większości rodzin.

Ale twoi rodzice pewnie wracali do domu po trzeciej i mogli oddać się już tylko życiu rodzinnemu.

- To prawda, mama pracowała na pierwszą zmianę, ale tata miał bardziej nieregularny tryb pracy. To duży komfort mieć krótki tydzień pracy - Holendrzy pracują 29 godzin w tygodniu, Duńczycy 33, a Polacy około 40. Rada ekspertów dla wszystkich zapracowanych Polaków jest jedna: jeśli już jesteś z bliskimi, to bądź z nimi w każdej sekundzie - tak, żeby nie tracić ich z oczu.

Ale jak to zrobić?

- Trzeba poustawiać "budziki", które przypominają o rzeczach, które mamy zrobić dla bliskich, zadbać o rytuały, które nas jednoczą. Chodzi o to, żeby nie mówić: "Porozmawiamy o tym w weekend", "Zrobimy to w niedzielę". Nie odkładać ważnych rozmów na potem. Bo życie biegnie i to coraz szybciej. Za chwilę ta rozmowa może być już nieaktualna. Trzeba zatrzymać się choć na chwilę po to, żeby porozmawiać, ale teraz, już, nie później. Każda strona w związku ma prawo domagać się uwagi, uczucia, rozmowy, spotkania na co dzień. To zgłaszanie zapotrzebowania "tu i teraz" jest niezwykle ważne, żeby nie oddalić się od siebie, żeby rodzina się nie rozpadła. Lepsze są codzienne rozmowy po 30 sekund niż jedna na tydzień. Moi goście uczą mnie, że nie ma nic ważniejszego niż rezerwowanie minutek na rozmowy i chwilek na przytulenia. Powiem szczerze, że często przywołuję się do porządku i sprawdzam, czy nie zapędziłam się, czy pamiętałam o rezerwacji tej minutki.

Niby proste... A jak naprawić rodzinę, gdy partnerzy oddalili się od siebie z różnych powodów? I już każdy żyje własnym życiem.

- To się może udać tylko wtedy, gdy obie strony chcą, gdy uczucie jeszcze się tli. Bo gdy tylko jedno chce, a drugie jest już gdzie indziej, bardzo rzadko się udaje. Czasem trzyma jeszcze poczucie obowiązku albo brak pomysłu na nowe życie. Ale tego starego już nie ma. Dlatego ważne jest, by ratować związek, złapać to jeszcze w tym momencie, kiedy obie strony tego chcą.

Łatwo zatracić się w pracy? Stracić umiar?

- Kiedy pracowałam 7 dni w tygodniu, nie byłam jeszcze mamą. Marcin (dziś już mąż), miał swoją pracę i co ważniejsze, dużą cierpliwość i wyrozumiałość dla mnie. Myślę, że to bardzo ważne, by być z kimś, dla kogo praca jest pasją. Bo jest w stanie to zrozumieć. Nie trzeba daleko szukać, wystarczy porozmawiać z Robertem Lewandowskim i zapytać go, ile czasu poświęca na treningi, zgrupowania, mecze. Jego ciągle nie ma w domu. Gdyby trafił na kogoś, kto nie zna życia sportowego, nie rozumie potrzeby zdrowego jedzenia co trzy godziny, a domagałby się samych przyjemności, spontanicznych wyjazdów, kosztowania lokalnych dań i drinków, nie udałoby się. Skończyłoby się pewnie rozczarowaniem. Bo taka kobieta, nie dzieląca pasji, nie miałaby cierpliwości do samotnych dni, miesięcy, nie miałaby ochoty na takie życie w pojedynkę. Myślę więc, że najważniejsze jest dobrze się dobrać.

No, ale praca siedem dni w tygodniu to jednak przesada!

- Nie miałam rodziny, dzieci. Choć czasem i mnie to denerwowało, że wciąż jestem w pracy.

Pamiętasz moment, gdy powiedziałaś: "Muszę coś z tym zrobić"?

- Pewnego dnia przyjechał do nas na konsultacje pewien producent z Niemiec. Opiekował się tamtejszą prowadzącą codzienny talk show. Jeździł po różnych krajach i dzielił się swoimi doświadczeniami. Pamiętam, jak powiedział, że właśnie wrócił z Hiszpanii, gdzie był na wakacjach u swojej gwiazdy. Oniemiałam z wrażenia. Jakich wakacjach?! Nie wyobrażałam sobie, że teraz kilka osób z naszej ekipy pakuje walizki, wsiada do samolotu i wyjeżdża na tydzień. "To w jakim systemie wy pracujecie?" - zapytał teraz on zdziwiony. Nie mógł uwierzyć, że 7 dni w tygodniu i że naprawdę mam co robić. Dwa razy musiałam mu powtarzać, co robię każdego dnia. "Wiesz co jest najważniejsze?" - zapytał w końcu. "Żebyś zdjęła z siebie trochę obowiązków i zaufała ludziom, z którymi pracujesz. Po prostu podziel się pracą" - radził. Dzięki tej rozmowie dojrzałam. Zrozumiałam, że nie muszę wszystkiego robić sama. Że czasem trzeba odpuścić.

Trudno nauczyć się odpuszczać?

- Jak mam coś oddać ze swego poletka, to nie jest łatwo. Ale ponieważ jestem typem zadaniowca, więc gdy ktoś daje mi zadanie: proszę odpoczywać, to je wykonuję (śmiech). To się nazywa przymusowy urlop. Kiedy sama byłam szefem, zdarzyło mi się, że żona jednego z moich pracowników błagała o urlop dla niego. On tłumaczył jej, że nie mogą pojechać na wakacje, bo praca go wzywa. Ona z pretensjami do mnie, że on nie ma wolnego. A ja tłumacząca się: ale on sam nie wypełnia wniosku urlopowego, mówi, że zastąpi kolegów, że odpocznie później. W końcu obie musiałyśmy za niego planować jego odpoczynek. Mam nadzieję, że dobrze wspomina ten wyjazd.

A pamiętasz swój pierwszy wolny weekend? Wiedziałaś w ogóle co się robi w takie dni?

- Byłam tak zmęczona tym maratonem, że po prostu odpoczywałam. Nie bardzo masz siłę w takiej sytuacji, żeby pójść na imprezę.

Nie bałaś się decyzji o macierzyństwie? Przecież wolny weekend to za mało, żeby być mamą.

- Wszystko przyszło w swoim czasie. Dojrzałam do tego. Dosyć późno zostałam mamą, nie miałam więc dylematu, że dziecko zabierze mi czas. A może się już napracowałam i zatęskniłam za byciem mamą. Nie bałam się, czy pogodzę pracę z macierzyństwem. Moja mama pracowała, nie miała nikogo do pomocy, więc wydawało mi się to naturalne, że się uda.

Ale jak powiedziałaś wcześniej, nie pracowała do nocy. Popołudnia poświęcała rodzinie.

- Ale wiesz, jest dwoje rodziców. Obowiązkami w domu po prostu się dzielimy. Dlatego nie wydawało mi się, że macierzyństwo jest ponad siły.

Szybko wróciłaś do pracy?

- Po 3 miesiącach zaczęły się nagrania nowych odcinków. Musiałam wrócić. Ale zmieniliśmy tryb pracy - zamiast nagrywać jak zwykle dwa odcinki, nagrywaliśmy jeden, bo musiałam wracać do domu, by nakarmić piersią Staszka. Pracodawca uznał, że to naturalne. Kiedy wyjeżdżałam na nagranie, synem zajmowały się na zmianę obie babcie. A kiedy urodził się nasz drugi syn, mój mąż poszedł na urlop tacierzyński i zajmował się Ignacym.

Szczęściara! Tyle mówi się o partnerstwie, a jednak w większości rodzin pokutuje stary model: on wraca z pracy i siada przed telewizorem, a ona zajmuje się domem.

- Wrócę na moment do historii jednego z panów, który namawiał swoją żonę na drugie dziecko, a ona chciała iść do pracy. Ona mówiła, że on jej w niczym nie pomaga, że dom i dziecko jest tylko na jej głowie. I nie chce mieć na głowie dwójki. Obiecywał, że przy drugim będzie jej pomagał. "Nie. Nie pomagasz mi przy pierwszym, to nie wierzę, że będziesz pomagał przy drugim" - powiedziała. Myślę, że lubił to wygodne życie - żona w domu, obiad na czas, posprzątane, ugotowane. On zarabia, więc nic nie musi.

A wracając do twojego męża... Trudna była decyzja o tym, że to on idzie na urlop wychowawczy?

- Naturalna. Ja akurat musiałam wracać do pracy, więc Marcin uznał, że on zajmie się naszymi dziećmi. Pół roku był w domu z chłopakami.

Czyli wracałaś z pracy, a dzieci nakarmione, pranie zrobione, kolacja na stole?

- Jakieś zadania jednak na mnie czekały (śmiech). Wiesz, przy dwójce dzieci jest co robić. Nie da się wszystkiego zrobić naraz: posprzątać, ugotować, zabawić dziecko, rozwiesić pranie i jeszcze być na bieżąco z prasą. Cieszę się, że coraz częściej panowie wykorzystują możliwość pójścia na urlop ojcowski czy tacierzyński, bo to doskonała okazja, by zbudować więź z dzieckiem.

Pojawienie się dzieci trochę cię wyhamowało? Zwolniłaś?

- Trochę przestawiło priorytety. Owszem, mam świadomość, że w pracy kłopotem byłoby mnie zastąpić, bo jestem prowadzącą, ale z drugiej strony wiesz, że w domu czeka bezbronne maleństwo, które cię potrzebuje. Naturalne jest, że dziecko ma pierwszeństwo. Szczególnie, gdy jest małe i zdane na rodzica. Bo dziś sytuacja jest zupełnie inna. Chłopcy są już duzi, mogą nawet sami zrobić sobie śniadanie, posłać łóżka, spakować się do szkoły. Przechodzimy kolejne etapy. Ale zawsze powtarzam, że nie jestem jedynym rodzicem, jest też tata. On też ma prawo zajmowania się dziećmi. Dzielimy się tymi obowiązkami sprawiedliwie.

Jak mieścisz się w dobie, która ma tylko 24 godziny?

- Mam dość specyficzną sytuację, bo moje dni nie są do siebie podobne. To nie jest tak, że wychodzę do pracy zawsze o tej samej porze. Wtorki, środy i czwartki wyglądają zupełnie inaczej niż poniedziałki i piątki. Komasacja przypada na środę i czwartek - wtedy właściwie nie ma mnie w domu. Obowiązki przejmuje Marcin. Ale w pozostałe dni jestem i nadrabiamy zaległości. To wtedy ja przywożę dzieci ze szkoły, rozmawiamy o wszystkim, o czym nie udało się porozmawiać w środę i czwartek. Zawsze też są wspólne wieczory, nawet gdy wracam późno. Z każdym synem muszę porozmawiać przed snem i bardzo pilnują, żebym ten czas rozdzieliła między nich sprawiedliwie. "Idę do Ignasia" - mówię do Stasia i słyszę: "No, ale wczoraj u niego byłaś dłużej". Wszystko policzone (śmiech). Ich zegar wewnętrzny pilnuje sprawiedliwości.

Katarzyna Bosacka, która ma czworo dzieci, powiedziała mi, że matka wielodzietnej rodziny jest jak sturęki Budda. Ty też nie masz "pustych przebiegów".

- Mój tata mówił, żeby nie gadać po próżnicy i nie chodzić bez celu. Chociaż psychologowie twierdzą, że i tego się trzeba nauczyć, że czasem warto nic nie robić. Kubuś Puchatek był doskonały w nicnierobieniu i trzeba słuchać mądrych postaci z bajek.

I umiesz nic nie robić?

- Dziś przed spotkaniem nic nie robiłam. Czekałam na rozmowę. Wysłałam dzieci do szkoły, zrobiłam sobie kawę, wrzuciłam do pralki pranie...

I to jest nicnierobienie? (śmiech) A potrafisz zostawić pracę za progiem? Wychodzisz ze studia i jesteś już tylko żoną i mamą?

- Jestem też Ewą. Przy komputerze siadam wtedy, kiedy już nikt za mną nie chodzi, zwykle około 23. To jest też czas na rozmowę z Marcinem, wspólny czas. Staram się kłaść przed północą. Już nie siedzę do drugiej w nocy, wolę wstać rano. Wieczorem jestem zmęczona. Ostatnio zrobiliśmy eksperyment, że nie wstawałam o szóstej rano, a chłopcy sami musieli wyekspediować się do szkoły. Udało się.

Miałaś w życiu taki moment, kiedy pomyślałaś: Muszę się bardziej postarać? Bo praca wciągnęła mnie za bardzo.

- Nie jestem matką z filmu, która wpada w ostatniej chwili na szkolną uroczystość i wtedy dziecko uśmiecha się szeroko. Większość takich imprez jest odpowiednio wcześniej zaplanowana, jeśli mój producent o tym wie, to często udaje się zorganizować pracę tak, żeby być na miejscu o odpowiedniej porze. Kiedy nie możemy być oboje, jest jedno z nas. Ważne, żeby uprzedzić dzieci o tym wcześniej. Myślę, że znacznie trudniej mają rodzice, którzy pracują na trzy zmiany i nie od nich zależy grafik dnia.

A na czym polega wasz sukces?

- Ważne, żeby rozmawiać na bieżąco. Siostra Consolata, niezapomniany gość mojego programu, powiedziała mi w piętnastą rocznicą "Rozmów w Toku": " Niektóre problemy, które poruszasz są trudne, ale tak trzeba, trzeba wyciągnąć problem, żeby on zniknął". I tego się trzymam. Także w naszym domu. Kiedy kogoś coś uwiera, od razu o tym mówi. Nie pozwalamy nawarstwiać się niezałatwionym sprawom. Nie wszystkie rozmowy są miłe. Ale historie gości mojego programu nauczyły mnie, że najgorsze są takie, kiedy sprawy się skumulowały i jest ich tak dużo, że już nie wiadomo, od czego zacząć i czy jeszcze jest o czym rozmawiać. Wtedy nawet nie ma siły na to, żeby myśleć o tym, co robić razem.

A wy co robicie razem?

- Teraz byliśmy w Sopocie i spacerowaliśmy po plaży. Czasem idziemy do muzeum, na spacer do lasu albo razem siejemy rzodkiewkę lub sadzimy kwiaty w ogródku. Chodzi o to, żeby tych wspólnych momentów wydrzeć dla siebie jak najwięcej.

Rozmawiała Beata Biały

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje