Ewa Kiedio: Dlaczego moje ciało miałoby mnie brzydzić?

- Teraz ciała mają być piękne, zdrowe, szczupłe. Tracimy zdolność akceptowania słabości. Menstruacja, dzięki coraz lepszym środkom higienicznym, może być niewidoczna, podobnie jak inne wydzieliny. To pozwala nam zapomnieć o fizjologii, ciało ma być „czyste”. Obserwacje wymagane przy NPR przypominają, że jednak nie jesteśmy sterylnym ideałem – mówi Ewa Kiedio, autorka książki „Osobliwe skutki małżeństwa”.

Katarzyna Pruszkowska: Kilka tygodni temu razem z mężem byliście gośćmi w jednym z porannych programów telewizyjnych. Rozmawialiście o naturalnych metodach planowania rodziny, kiedy prowadząca zadała pytanie o to, jak twój mąż radzi sobie z "okiełznaniem" pożądania? . Jak myślisz, dlaczego nie zapytała, jak ty sobie radzisz?

Reklama

Ewa Kiedio: - Nie wiem, ale pamiętam, że też mnie to zdziwiło, zwłaszcza że prowadząca, widząc naszą reakcję, najpierw się poprawiła, a potem po raz kolejny zadała to samo pytanie.

Może to dlatego, że w Kościele niewiele mówi się o kobiecym pożądaniu?

- Rzeczywiście, jest pewna luka, bo na ogół spotykamy się z męską perspektywą, kobiety w Kościele rzadko wypowiadają się na ten temat. Dodatkowo nie wszyscy księża umieją otwarcie mówić o seksie, ale to się powoli zmienia. Przecież już Karol Wojtyła, w wydanej kilkadziesiąt lat temu "Miłości i odpowiedzialności", pisał o tym, że ze stosunku powinny czerpać przyjemność obie strony, nie tylko mężczyźni. Podkreślał znaczenie kobiecego orgazmu. O seksualności katolików, w takim pozytywnym ujęciu, mówi się coraz więcej, ale te informacje nie trafiają do głównych mediów.

Gdzie można ich szukać? Pierwszym, o kim pomyślałam, jest o. Knotz, chociaż przyznam, że po obejrzeniu filmu "I Bóg stworzył seks..." miałam mieszane uczucia.

- Film wydał mi się powierzchowny, nie chwytał myśli o. Knotza, lepiej sięgnąć po jego książki, m.in. "Seks jest boski, czyli erotyka katolika". Mogę też polecić "Święty seks!" Gregory’ego Popcaka. Dla niego seks małżeński nie jest tematem tabu, bez pruderii i niepotrzebnych eufemizmów pisze o orgazmie czy pozycjach seksualnych. Co nie znaczy, że skupia się wyłącznie na technice. Dla Popcaka, a ja się z nim zgadzam, seks jest dopełnieniem całości, nie czymś odseparowanym od reszty życia. Nie służy wyłącznie do "zaspokajania potrzeb" ciała, ale zbliża małżonków do Boga i do siebie nawzajem.

Nigdy nie słyszałam o tym, że seks może zbliżać do Boga.

- Ja uważam, że może. Miłość i bliskość, jakie mamy w małżeństwie, także w wymiarze fizycznym, mogą być obrazem tego, jak kocha nas Bóg.

Nie tylko Popcak bez skrępowania mówi o seksie. Ty, razem z mężem, Marcinem, udzieliłaś kilku wywiadów, w których otwarcie mówisz o seksie, m.in. o tym, że nie stosujecie antykoncepcji.

- Mówienie o tym nie jest dla mnie problemem ani powodem do wstydu. Wiem, że wielu ludziom NPR kojarzy się z wielkimi wyrzeczeniami, potwornym ciężarem. Ja tak tego nie odczuwam. Bywa trudno, ale w ogóle to, co w życiu ważne, łączy się z jakimś trudem. Poza tym to nasz wolny wybór. Przecież żaden ksiądz nie wejdzie nam do sypialni i nie sprawdzi, czy w łóżku stosujemy się do nauki Kościoła czy nie. Nie myślę o tym w kategorii zakazu. To nie było bezmyślne stosowanie się do reguł, które zostały ustanowione bez większego sensu. Przemyślałam tę propozycję i doszłam do wniosku, że rzeczywiście jest dla mnie lepsza niż stosowanie antykoncepcji. Nie mówię wyłącznie o względach duchowych, "otwartości na życie". Uważam na przykład, że faszerowanie się hormonami jest szkodliwe, a dzięki NPR nie muszę tego robić, nie zakłócam funkcjonowania mojego organizmu.

Znam kobiety, którym NPR kojarzą się wyłącznie z charakterystycznym gestem sprawdzania rozciągliwości śluzu i budzą obrzydzenie.

- Znam to podejście, ale go nie rozumiem. Dlaczego moje ciało miałoby mnie brzydzić? Poza tym to nie jest tak, że stosując NPR trzeba stworzyć sobie specjalny rytuał i codziennie przez godzinę obserwować swoje ciało. Przecież każda z nas chodzi do ubikacji, wystarczy odrobina wprawy, żeby szybko zorientować się, w jakiej jest się fazie cyklu. To naprawdę nie jest nic skomplikowanego ani obrzydliwego, a na moim przykładzie widać, że ten system działa. Jesteśmy małżeństwem od 6 lat, właśnie spodziewamy się pierwszego dziecka. Zaszłam w ciążę dokładnie wtedy, kiedy chcieliśmy, kiedy poczułam się gotowa.

Rozmawiamy o NPR, które budzi spore kontrowersje, a ja kilka dni temu przeczytałam na jednym z portali katolickich opinie kobiet, które krytykowały naturalne metody i stawiały je w jednym rzędzie z klasyczną antykoncepcją.

- Tak, słyszałam o tym. Te panie mają oczywiście prawo do swoich opinii. Ja myślę, że cykl miesiączkowy nie bez powodu składa się z dni płodnych i niepłodnych, a odraczanie decyzji o macierzyństwie nie zawsze jest motywowane "wygodą". Są przecież małżeństwa, które nie mają pracy, podstawowej stabilizacji finansowej. Są kobiety, które ze względów zdrowotnych nie powinny zachodzić w ciążę. Albo niedawno urodziły i powinny poczekać z kolejną ciążą. Tego, że obserwują swój cykl i nie współżyją w dni płodne nie można nazwać grzechem. Ja długo nie czułam się gotowa na dziecko. Najpierw chcieliśmy się usamodzielnić, potem miałam trochę obaw, z którymi musiałam sobie poradzić. Stosowaliśmy NPR, ale z tyłu głowy zawsze jest świadomość, że nie wszystko leży w naszych rękach. Że zawsze może począć się dziecko.

"Otwartość na życie"?

- Właśnie tak. Myślę, że tutaj dokładnie widać, jak zmieniała się nauka Kościoła związana z seksualnością. Przez wieki mówiło się, że jedynym celem współżycia małżonków jest prokreacja. Teraz coraz więcej mówi się także o tym, że seks ma łączyć małżonków, że buduje między nimi więź. A obserwacja cyklu, w której częściowo uczestniczy też mężczyzna, w tym pomaga.

Wróćmy do NPR. Jak myślisz, dlaczego obserwacja ciała budzi niechęć?

- Wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby to zrozumieć. Teraz ciała mają być piękne, zdrowe, szczupłe. Tracimy zdolność akceptowania słabości. Menstruacja, dzięki coraz lepszym środkom higienicznym, może być niewidoczna, podobnie jak inne wydzieliny. To pozwala nam zapomnieć o fizjologii, ciało ma być "czyste". Obserwacje wymagane przy NPR przypominają, że jednak nie jesteśmy sterylnym ideałem. Jedną z rzeczy, które najbardziej podobają mi się w NPR, jest to, że mój mąż wie, w jakiej fazie cyklu jestem. Zna moje ciało, a dzięki temu rozumie wiele zachowań, które, na pierwszy rzut oka, mogą się wydawać trochę nielogiczne.

Jak napięcie przed miesiączką?

- Chociażby. To, że Marcin tak dobrze zna moje ciało jest dla mnie ważne szczególnie teraz, kiedy jestem w ciąży. Moje ciało się zmienia, to chyba dla każdej kobiety jest trudne. Ale czuję, że mąż akceptuje te zmiany i moje "nowe" ciało. Bo ja nie kojarzę mu się przede wszystkim z zaspokajaniem potrzeb seksualnych.

Wiem, że przed ślubem nie współżyliście. Ta dzisiejsza bliskość jest efektem tamtej decyzji?

 - Chyba można tak powiedzieć. Seks jest fajną sprawą, ale bardzo angażującą. Dobrze, że w pewnym momencie pojawia się w życiu, w końcu sprawia wiele radości, ale nie powinien pojawić się za wcześnie. To nie jest łatwe, sama wiem, że czasami bardzo trudno się powstrzymać od pieszczot. Ale w pewnym momencie doszliśmy z Marcinem do wniosku, że przed ślubem one do niczego nie prowadzą, że to pora na coś innego. Postawiliśmy na poznawanie się, rozmowy, wspólne spędzanie wolnego czasu.

Brzmi tak, jakby wasza relacja od początku była czymś więcej, niż randkowaniem pary nastolatków.

- Poznaliśmy się pod koniec liceum, więc byliśmy jeszcze nastolatkami, ale od początku traktowaliśmy nasz związek poważnie, nie było żadnego "sprawdzania się". Pobraliśmy się po 5 latach, chociaż ja chciałam ślubu wcześniej, bardzo chciałam mówić o Marcinie "mój mąż". Ale on trochę studził te pomysły, chciał, żebyśmy najpierw skończyli studia, trochę się usamodzielnili.

Ewa, czym jest dla ciebie małżeństwo?

- Trudne pytanie. Myślę, że czymś najważniejszym, co mnie spotkało i spotyka. Duża część naszej rozmowy koncentrowała się wokół seksualności, ale ważne są także inne rzeczy. Na przykład to, jak można się rozwijać w małżeństwie, wpływać na siebie. Nie mam na myśli manipulacji i zmieniania drugiej osoby na siłę, mając w głowie jakiś nieosiągalny ideał. Mówię raczej o wspieraniu się, pomaganiu sobie. Marcin bardzo mnie wspierał, kiedy pisałam książkę, ja starałam się wspierać go i zachęcać wtedy, kiedy zmieniał zawód. Żaden człowiek nie jest idealny, więc i nasza relacja taka nie jest, ale daje mi bardzo dużo radości.

Ewa Kiedio - ur. 1984, redaktor w wydawnictwie i kwartalniku "Więź", założycielka magazynu "Dywiz. Pismo katolaickie". Autorka książki "Osobliwe skutki małżeństwa". Publikowała m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Kontakcie", "W Drodze". Od 2008 r. żona Marcina.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje