Reklama

Reklama

Hanna Bakuła zaproponowała Osieckiej małżeństwo

Powiedzieć o Hannie Bakule: malarka, pisarka, publicystka, to nic nie powiedzieć. Na wizytówce podpisana - osoba kontrowersyjna. W swojej autobiografii pt. "Selfie/ Autoportret" odkrywa wszystkie karty. Poniżej publikujemy fragment książki.

"Myślałam o tym, czy aby nie wziąć sobie kogoś do wywiadu rzeki, bo to teraz modne, ale nikt nie zna mojego życia tak jak ja, nie mówiąc o tajemnicach, które znam tylko ja. Wywiad ze mną mogłaby zrobić Agnieszka Osiecka, moja przyjaciółka - zasługiwałam na jej inteligencję, a ona na moją szczerość. Teraz nawet nie jestem w stanie przewidzieć, o co by mnie zapytała. Chyba nie o to, co interesuje dzisiejszych czytelników wywiadów rzek. Nasze rozmowy były rozkosznie dziwaczne i nigdy nie było wiadomo, gdzie wylądujemy. Nic nas nie obchodziło poza byciem razem oraz wspólnym obserwowaniem i komentowaniem na bieżąco ludzi i świata. Czasami mam o sobie bardzo dobre zdanie, a czasem reakcja ludzi sprawia, że zaczynam się zastanawiać, co jest ze mną nie tak. A jest ewidentnie, bo niektóre trochę mniej lotne osoby czują się nieraz atakowane, a ja, nie mając złych intencji, obrażam kogoś i tracę znajomego. Uważam, że zawsze tak miałam, ale kiedyś byliśmy młodsi, bardziej elastyczni i weselsi. Starość to wykrzywiony pysk tonącego kota. No i kompletna nieprzemakalność. Do tego jeszcze mi daleko, choć noszę okulary do czytania. Bardzo mnie to złości, bo przede wszystkim składam się z oczu. Denerwują mnie te durne okulary, które ciągle znikają. Raz mam pięć par w różnych miejscach, a raz ani jednej, nawet w torebce. Powinny być na łańcuchach, jak łyżki w Misiu."(...)

Od kiedy jesteś singielką?

Reklama

- Chyba od urodzenia. Bycie singlem to stan ducha. Są osoby, które nie potrafią być same. Muszą się ciągle odbijać w cudzych oczach. One nie mogą być singlami. Przechodzą z jednego toksycznego związku w inny, jeszcze bardziej nieudany, po drodze robiąc lub rodząc kolejne dzieci. Są ludzie, którzy rodzą się singlami, tak jak inni gejami. To natura, więc nie ma co udawać, że się chce, żeby ktoś kręcił się po domu i zabierał pół łóżka. Bycie singlem w naszym pruderyjnym, nudnym zaścianku to akt odwagi; szczególnie samotne kobiety wzbudzają współczucie, że nikt ich nie chce, tymczasem prawda może wyglądać zupełnie inaczej. Agnieszka Osiecka, mimo że miała męża i dziecko, mieszkała u matki i była rasową singielką. Zawsze znajdowała czas na coś fajnego i nie zawracała nam... nosa swoimi sprawami. Ja podczas naszej siedemnastoletniej przyjaźni miewałam mężów, ale to nie zakłócało naszych podróży i spędzania czasu razem. Ciekawe, że nikt się na to nie krzywił i uznawane to było za normalne. Chyba wtedy jeszcze nie byliśmy społecznością plemienną i można było woleć kolegę od ojca oraz oddawać dziecko dziadkom na wychowanie. Ja jestem wychowana przez mamę mojej mamy pod zachwyconym okiem dziadka. Na nic bym tego nie zamieniła. Agnieszka napisała kiedyś cudny tekst o tym, że człowiek marnuje życie z niekochanym partnerem, bo liczy na to, że ten poda mu szklankę wody na łożu śmierci, a bywa przeważnie odwrotnie. (...)

Kim była dla ciebie Agnieszka Osiecka, a kim ty byłaś dla niej? 


- Zastanawiałyśmy się nad tym z Agnieszką. Nasza relacja była nietypowa. Czasami toczyłyśmy poważne rozmowy, które zwykle kończyły się jakimś niepoważnym żartem; Agnieszka mówiła, że za dużo żartujemy. Miała o to pretensje do mnie i naszych najbliższych znajomych. Twierdziła, że nie wszystko można i powinno się obracać w żart. Nie myślała o tym, że jesteśmy o generację młodsi i chce nam się fikać. Agnieszka była dla mnie oczywistym dowodem na istnienie sił wyższych. Spotkałyśmy się nagle i nagle ze sobą zostałyśmy. Po zastanowieniu stwierdziłyśmy, że jestem dla Agnieszki mężem. Było to w Dębkach, wtedy kultowym kurorciku. Kupiłyśmy sobie piwo i postanowiłyśmy wypić od razu na miejscu pod sklepem. Była brudna, mała ławeczka i pieniek, z którego ukradziono stolikowy blat. Za sklepem znalazłyśmy kawałek płyty pilśniowej, pasował jak ulał. Miałyśmy kawiarenkę, co nas bardzo bawiło. Ludzie otwierali paszcze ze zdumienia, bo nędza naszej kawiarenki była spektakularna. Dębki, upał, piwo, piach - i my z naszą poważną rozmową. Właśnie w takich okolicznościach zastanawiałyśmy się, kim dla siebie jesteśmy. Wtedy postanowiłyśmy wziąć ślub przy najbliższej okazji. (...)

Więcej o książce "Selfie/Autoportret" przeczytasz TUTAJ.


Dowiedz się więcej na temat: Hanna Bakuła

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje