Reklama

Reklama

​Humphrey Bogart i Lauren Bacall. Szczęście po burzy

Zanim było szczęśliwie - było gwałtownie, burzliwie, a czasami wręcz żenująco!

 Tak można by w telegraficznym skrócie scharakteryzować życie osobiste najbardziej kultowego aktora kina wszech czasów, czyli Humphreya Bogarta.

Reklama

Do pierwszego małżeństwa doszło przez przypadek. W czasie pracy - jest rok 1926 - porywczy Humphrey uderzył aktorkę (wtedy znaną i popularną) Helen Menken. Jedni twierdzą, że się w niej zakochał, inni, że ożenił się z nią z poczucia winy. Po roku się rozwiedli. Drugie małżeństwo trwało dłużej, bo kilka lat, ale też zakończyło się - po bardzo urozmaiconym życiu - rozstaniem. Mary Philips ceniła bardziej teatr na wschodnim wybrzeżu niż Hollywood - na zachodnim.


Najburzliwsze, wręcz skandaliczne było małżeństwo trzecie z Mayo Methot, także aktorką. Już w czasie nocy poślubnej małżonkowie pobili się i ten sposób okazywania swych intymnych uczuć kultywowali przez cały czas bycia razem. Mayo była - jak twierdzi syn Bogarta, Steve - "maniakalną alkoholiczką, a jej ataki furii były tak gwałtowne, że w porównaniu z nimi sporadyczne wybuchy Bogey’ego wyglądały całkiem niewinnie". I inna uwaga: "Mayo na trzeźwo była oddaną i kochającą żoną, ale podobnie jak jej mąż uwielbiała szkocką, a kiedy się upiła, potrafiła być piekłem na kółkach". I tak dalej. Byli małżeństwem - formalnie - siedem lat. W tym czasie Bogey zdobył sławę - zagrał między innymi w Aniołach o brudnych twarzach (1938), Sokole maltańskim (1941) i Casablance (1942).

W 1944 roku nastąpił najważniejszy zwrot w życiu osobistym Humphreya - poznał Lauren Bacall, młodą, dziewiętnastoletnią modelkę, która debiutowała wówczas na ekranie w adaptacji powieści Hemingwaya Mieć i nie mieć, reżyserowanej przez Howarda Hawksa. Tenże Hawks powiedział do młodej aktorki: "Gdy film będzie gotowy, Bogart zapomni o tobie. Więcej go już nie zobaczysz". On był starszy od niej o dwadzieścia pięć lat, więc nie tylko reżyser Hawks, także jej matka i życzliwi przyjaciele nie wróżyli temu związkowi dłuższego życia. Jakże się mylili! Bogey nie tylko o niej nie zapomniał, nie tylko go zobaczyła, ale byli ze sobą do jego śmierci w 1957 roku. Szczęśliwi, niemogący bez siebie żyć.

Na temat ich pierwszego spotkania krążą legendy. Różnią się jednak tylko w szczegółach, "istota rzeczy" pozostaje ta sama. To było tak: przedstawił ich sobie wspomniany Hawks, kompletujący obsadę do swojego nowego filmu. Bogey - już sławny, "tajemnicze bożyszcze filmowe", z powikłanym życiorysem, fascynującym wyrazem twarzy, tajemniczym spojrzeniem. Ale też samotnik, uosobienie szorstkiego indywidualizmu. Betty - bo tak do Lauren Bacall się zwracano - nowicjuszka w Hollywood, wysoka (wyższa od niego), smukła, maskująca brak doświadczenia i ogromną tremę "zmysłową elegancją". Reakcja Bogey’ego? "Spojrzałem na nią i zastanawiałem się, czy powinna grać, czy nie". Ona wspomina to inaczej: "Muszę przyznać, że od pierwszej chwili zaiskrzyło między nami... Kilka dni później spotkaliśmy się powtórnie i powiedział: »Widziałem twoje próbne zdjęcia. Grając razem, będziemy dobrze się bawili«. I miał rację. Był bardzo cierpliwy, miły, dodawał mi otuchy i robił wszystko, żebym dobrze się czuła. Byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam swoją karierę rozpocząć z nim. Wierzył w aktorów. Im częściej go oglądałam, tym większe na mnie robił wrażenie".

Zagrali razem w wielu świetnych filmach, wspomnę tylko Wielki sen (1946) według powieści Raymonda Chandlera czy Mroczne przejście (1947). Coraz lepiej grało im się razem, coraz częściej widywano ich razem. W liście do swej matki Betty napisała: "Bogey to mężczyzna marzeń. Najwspanialej spędzamy czas razem. Szaleję za nim. Żartujemy. Stale mnie rozśmiesza. Stara się mnie rozerwać i bardzo mnie lubi". Taka przyjaźń nie mogła nie zamienić się w prawdziwą, głęboką, pełną wzajemnego zrozumienia i akceptacji miłość. Bacall wspominała: Bogey przychodzi - w dniach ciężkiej pracy na filmowym planie - do jej garderoby. Żartuje i nagle ona widzi w lustrze jego twarz - uśmiechniętą, ale przepełnioną niezwykłą czułością. Szybko odwróciła się do niego, a on delikatnie uniósł jej podbródek i zbliżył usta do jej ust. To był ich pierwszy pocałunek! A potem była pamiętna noc, kiedy o czwartej nad ranem Bogart zadzwonił do Betty. Wracał z jakiegoś przyjęcia, ewidentnie na rauszu. "Idę pieszo do miasta. Przyjedź po mnie. Czekam na 101 autostradzie". Odnalazła go o świcie w strumieniach ulewnego deszczu - sponiewieranego, wymiętoszonego. W klapę marynarki miał wpięty wielki słonecznik. Kiedy podbiegła do niego, spojrzeli sobie w oczy i padli w ramiona. To wtedy powiedział jej: "Tak bardzo cię kocham" i że bez niej "nie może żyć".

Kiedy formalnie rozwiązane zostało jego trzecie małżeństwo, mogli się pobrać. Po trzech latach urodził im się syn (Bogey miał wtedy czterdzieści dziewięć lat), cztery lata później - córka. Lauren Bacall wspominała, że kiedy jej mąż nie grał niewiele miał wspólnego ze swymi ekranowymi bohaterami. Mówił o sobie, że jest chłopakiem z poprzedniego, czyli XIX stulecia. Miał twarde zasady, nie znosił kłamstwa i kompromisów. Był prawdziwym dżentelmenem. Uwielbiał morze i żeglowanie. "Był moim nauczycielem, moim mężem i moim przyjacielem. Zarówno w życiu, jak i w pracy był Bogey uczciwy i odważny. Od niego nauczyłam się żyć i ufać. On mnie nauczył, że trzeba zawsze robić to, co prawe i wartościowe". Takim był najbardziej kultowy aktor filmowy wszech czasów.
Mam prośbę - nie używajmy tego określenia - kultowy - w stosunku do jednotygodniowych czy nawet kilkumiesięcznych celebrytów doby obecnej, do gwiazd i gwiazdeczek, skądinąd ponętnych i seksownych, ale z prawdziwymi, kultowymi aktorami niemających nic wspólnego. Humphrey Bogart wraz ze swoją ukochaną żoną - to były postaci kultowe.

Fragment pochodzi z książki Stanisława Janickiego "Odeon. Felietony filmowe"

Dowiedz się więcej na temat: ​Humphrey Bogart | lauren bacall | Odeon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje