Reklama

Reklama

​John Travolta wspomina, jak stresujący był dla niego legendarny taniec z księżną Dianą

Uwieczniony na zdjęciu taniec Johna Travolty i Lady Di trwale zapisał się w historii. Jak wspomina dziś gwiazdor "Gorączki sobotniej nocy", choć moment ten uznaje za jedną z najbardziej wyjątkowych chwil w swoim życiu, zanim poprosił arystokratkę do tańca, czuł się mocno zestresowany i onieśmielony. "Nie spodziewałem się, że poproszą mnie, abym z nią zatańczył. To był ogromny przywilej i zaszczyt" - zaznaczył aktor.

W 1985 roku zarówno John Travolta, jak i księżna Diana wraz z mężem, księciem Karolem gościli na uroczystej kolacji w Białym Domu zorganizowanej przez ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ronalda Reagana i jego żonę Nancy. Niekwestionowaną sensacją wieczoru okazał się taniec gwiazdora "Gorączki sobotniej nocy" i Lady Di. Planując wizytę w Ameryce księżna Walii marzyła ponoć o tym, by zatańczyć ze słynnym aktorem. Moment ów został uwieczniony na fotografii, która natychmiast obiegła świat i po dziś dzień uznawana jest za jedno z najbardziej niezapomnianych zdjęć zmarłej tragicznie przed dwudziestoma czterema laty "królowej ludzkich serc".

Reklama

Wspominając to wydarzenie w rozmowie z "Esquire Mexico" Travolta zdradził, że był to jeden z najbardziej wyjątkowych momentów w jego życiu. "Czułem się jak w bajce" - wyznał. I zaznaczył, że zanim porwał księżną do tańca, był mocno zestresowany i onieśmielony. "Nie spodziewałem się, że poproszą mnie, abym z nią zatańczył. To był ogromny przywilej i zaszczyt. Pomyślałem sobie: "Musi być ku temu jakiś powód, więc muszę dać z siebie wszystko". Wiązało się to z właściwym poprowadzeniem tańca i upewnieniem się, że oboje dobrze się bawimy. To akurat było łatwe, ale odpowiednie powitanie Diany, bycie pewnym siebie i samo poproszenie jej do tańca - to była skomplikowana część zadania" - wyjaśnił aktor.

Osobą, która przekazała Travolcie życzenie księżnej Walii, była sama pierwsza dama USA. "Nancy Reagan podeszła do mnie i poinstruowała mnie, jak mam się do tego zabrać. Równo o północy miałem podejść, dotknąć jej ramienia i spytać, czy zechciałaby zatańczyć. Pamiętam, że Diana skinęła głową w charakterystyczny dla siebie sposób i poszła ze mną na parkiet. Odpłynęliśmy wówczas w tańcu na 15 minut" - ujawnił aktor. I podkreślił, że nigdy nie zapomni tej chwili. "To był z pewnością jeden z najbardziej niezwykłych momentów w moim życiu. Czuję się szczęściarzem, że mogłem tego doświadczyć. Dowiedziałem się później, że było to ulubione wspomnienie Diany z całej wizyty w Stanach Zjednoczonych. Ja uczyniłem lepszym jej życie, a ona moje. Żałuję, że nie ma jej już z nami" - dodał Travolta.

Dowiedz się więcej na temat: John Travolta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje