Reklama

Reklama

Kamil Pawelski: Na najlepsze pomysły wpadam pod prysznicem!

Jest jednym z najbardziej znanych blogerów modowych w Polsce. Dziewczyny go uwielbiają, a panowie pod jego wpływem przekonują się, że zakupowe szaleństwo wcale nie jest "niemęskie". O tym jak został "Ekskluzywnym Menelem" i dlaczego nie lubi być traktowany jak celebryta opowiedział - Kamil Pawelski.

Dominika Dziubińska: Ostatnio często jesteś zapraszany w roli eksperta do programów telewizyjnych. Jakie to uczucie wiedzieć, że tak wiele osób liczy się z twoim zdaniem?

Reklama

Kamil Pawelski, Ekskluzywny Menel: - Prawdę mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Traktuje to chyba jako formę dowartościowania tego, co robię. Bardzo fajnie,  że ktoś zauważa moją pracę i chce, żebym wypowiedział się w temacie. Mam jednocześnie świadomość, że to czym się zajmuję, to nie jest fizyka kwantowa.  Kiedy pojawiły się pierwsze propozycje, postanowiłem, że warto wykorzystywać  szanse, które się nadarzają, aby mówić o modzie jako o czymś istotnym.

A jak zaczęła się historia bloga? Wstałeś pewnego dnia rano i stwierdziłeś, że od dziś jesteś Ekskluzywnym Menelem i będziesz robił bloga, który w dodatku będzie się podobał?

- W ogóle nie myślałem o tym, że on się będzie podobał. Założyłem bloga, bo potrzebowałem buforu między życiem zawodowym i prywatnym. Przez 10 lat byłem związany z branżą odzieżową i cała istota wizerunku była mi dobrze znana. Poza tym mój brat robi świetne zdjęcia. I w ten sposób pojawił się pomysł na blog.

- Wcześniej prawie wcale nie znałem blogosfery i pomyślałem, że po prostu wrzucę parę zdjęć i zobaczę, czy to w ogóle będzie dawało mi jakąkolwiek satysfakcję. I tak zabawa przerodziła się w większą rzecz, która stopniowo się rozwijała, a docelowo stało się to moją pracą.

W świecie "szafiar" jesteś rodzynkiem. Jak się z tym czujesz? Ciągle tylko te baby...

- W sumie to zauważam, że jest  coraz więcej blogerów modowych: VANITAs, Michał Kędziora (Mr. Vintage), The Men’s Side. Moda jest i męska i damska. Fajnie, że blogerzy pojawili się z obu stron.

- Może rzeczywiście kobietom jest trochę łatwiej, bo moda przez wiele lat była im bliższa. Mężczyźni, szczególnie w Polsce, przez długi czas zupełnie nie zajmowali się tym tematem. W zasadzie dopiero od niedawna zaczynamy o niej  rozmawiać.  Coraz więcej mężczyzn jest świadomych tego,  jak ważny jest wizerunek. 

Jak sądzisz, czy rynek mody męskiej w Polsce oferuje mężczyznom więcej niż jeszcze kilka lat temu?

- Myślę, że to jest proces. Wszystko zaczęło się stosunkowo niedawno. W mojej ocenie jest jeszcze spora nisza do wykorzystania, jeżeli chodzi o modę męską. Kiedy myślę o polskich projektantach, to najbliżsi moim wyborom są: Robert Kupisz, Tomek Ossoliński czy Wojtek Haratyk. Myślę jednak, że na rynku mody męskiej jeszcze wiele jest do odkrycia. Wierzę, że świadomość facetów będzie rosła, a rynek powinien się do tego dopasowywać. Zdecydowanie warto wykorzystywać tę niszę.

Uważasz, że masz "misję" uświadamiania mężczyznom, że potrafią się ubrać, nie wydając na to milionów?

- Zdecydowanie nie myślę o sobie w kategoriach jakiegoś misjonarza. Zdaję sobie sprawę z tego, że moja moda i to, co prezentuję na blogu, jest strasznie proste i pewnie bardziej trafia w gusta typowego Kowalskiego aniżeli fashionisty. Chcę podkreślać, że zajmowanie się modą po pierwsze nie zajmuje dużo czasu, a po drugie wcale nie jest "niemęskie". Warto też pamiętać, że budowanie własnego stylu czy całego wizerunku nie może być definiowane tylko na podstawie ciuchów, które mamy w szafie.

- Myślę, że styl wypływa z nas. Jeżeli Polacy będą otwarci i zobaczą, że można wyglądać dobrze, a jednocześnie mieć pewne wartości w życiu i nie wstydzić się ani jednego ani drugiego, to będę miał poczucie, że wykonuję właściwie swoją pracę.

Twoja pasja do ubierania rodziła się powoli czy po prostu od zawsze lubiłeś ciuchy?

- To jest ewidentnie związane z miejscem, w którym pracowałem. 10 lat temu kiedy zaczynałem swoją przygodę z pracą "na etacie" - padło akurat na sklep odzieżowy. Tam zacząłem powoli uzmysławiać sobie wagę wizerunku w kontaktach interpersonalnych. W późniejszych latach zajmowałem się działem Human Resources, szkoleniami - widziałem jak bardzo to, jak wyglądamy przekłada się na nasze kontakty z drugim człowiekiem. Jeśli chodzi o mój styl, to myślę, że on cały czas ewoluuje.

W swojej książce piszesz o tym, że pochodzisz z małej miejscowości. Trudno było ci się odnaleźć w Warszawie po przeprowadzce?

- Nie, poszło raczej gładko. Jestem bardzo samodzielny dlatego przyjazd do Warszawy nie był dla mnie żadną traumą i w żadnym wypadku nie spędzał mi snu z powiek. Nie miałem takich myśli, że sobie nie poradzę. Nawet kiedy mieszkałem jeszcze w rodzinnej miejscowości wiedziałem, że chcę kiedyś wyjechać do większego miasta i spróbować trochę innego życia.

Myślisz, że na Warszawie się skończy czy może masz zamiar posmakować życia w większych stolicach mody? Londyn? Nowy Jork? Kuszą cię?

- Miałem okres w swoim życiu, w którym chciałem uciekać z Polski, ale pomyślałem później, że chyba niebezpodstawnie się tutaj urodziłem i bardzo lubię Polskę. Z drugiej strony wychodzę z założenia, że w życiu nie warto za bardzo planować, bo jest bardzo przewrotne i nie wiem, co przyniesie przyszłość. Na razie jest mi dobrze tu w Warszawie i z nią wiążę swoją przyszłość, ale czy tak będzie stale, nie mam pojęcia.

Jak na twój sukces reagują ludzie z twojej rodzinnej miejscowości? Jesteś lokalną gwiazdą? 

- Nie, no co ty. Ja w ogóle nie lubię tego określenia, gwiazdy to są na niebie. Cały czas dbam o to, żeby dla ludzi być normalnym kolesiem i żeby nie mieli takiego poczucia, że pojawienie się w telewizji czy prasie dodaje czegoś do życia. Staram się - tam, gdzie mogę - wspominać o Gołdapi skąd pochodzę, bo jest to bliskie memu sercu, piękne i warte zwiedzenia miejsce, ale na pewno nie uważam, żebym był tam traktowany jako gwiazda.

Wspominasz w książce o kilku miejscach i są to raczej zakątki trochę zapomniane przez turystów. Jak łączysz swoją melancholijną stronę z życiem "celebryty"?

- Staram się nie bywać za często na tych wszystkich eventach. Podchodzę bardzo selektywnie do tego, gdzie się pojawiam. Cenię bardzo moich przyjaciół, którzy nie są związani z branżą, rodzinę i to są wartości, o które chcę dbać w pierwszej kolejności.  Ja - tak jak już powiedziałem - chciałbym pozostać normalnym facetem i nie dopuścić do sytuacji, w której ta przysłowiowa sodówka uderzy mi do głowy. Te miejsca, o których piszę w książce pozwalają mi odpocząć od Warszawy i tempa, które cały czas mi towarzyszy.

Przyjaźnie w branży modowej się zdarzają?

- Zdarzają się. Poznałem kilkoro ludzi, z którymi cały czas utrzymuję kontakt i to nie są puste relacje. Czasami spotykamy się poza pracą i rozmawiamy na głębsze tematy. Nie generalizowałbym więc, że wszystkie przyjaźnie w świecie show-biznesu są fałszywe. Takie zdarzają się też w prawdziwym życiu, a przyjaźni nie można definiować przez pryzmat branży, w której się pracuje. Mnie się udało i mam kilka bliskich mi osób, które poznałem właśnie dzięki prowadzeniu bloga.

Polska blogosfera trochę zmieniła  się od czasu kiedy stawiałeś swoje pierwsze kroki na blogu. Teraz blogom tradycyjnym  towarzyszą również inne platformy: Instagram, Facebook, Snapchat - prowadzenie tych wszystkich kont pochłania masę czasu. Jak zachować odpowiednie proporcje między życiem realnym a wirtualnym?

- Ja mam ten komfort, że blog jest moją pracą, więc pewnie czas, który spędzałbym na etacie w biurze, spędzam po prostu przy blogu. Poza tym ten czas poświęcony social mediom i kampaniom to jedna część mojego życia,  a druga - ta prywatna - poświęcona jest moim przyjaciołom i rodzinie. Staram się dbać o równowagę choć oczywiście nie jest to łatwe, ponieważ internet zewsząd do nas mówi i nie da się tak zupełnie przed nim uciec. Blogowanie ma to do siebie, że udostępniasz część swojego życia szerszej publiczności, ale staram się żeby działo się to cały czas na moich warunkach. Najważniejsze jest, aby umieć wejść czasem w tryb "off line".

Nad swoim blogiem pracujesz sam czy masz jakichś pomocników?

- Pracuję z fotografem, od jakiegoś czasu także z grafikiem. Czasami o pomoc proszę mojego kumpla informatyka, mam również swojego agenta. Ponieważ blog stał się moją pracą, chcę inwestować w to przedsięwzięcie, bo myślę, że skoro jest to biznes, to należy o niego dbać.

Mówisz, że blog to teraz praca na pełny etat. Prowadzenie go wciąż sprawia ci przyjemność czy jest to już tylko biznes?

- To jest ogromna przyjemność i jestem bardzo wdzięczny Bogu, że mogę robić coś co daje mi radość i jednocześnie na tym zarabiać. To duży komfort.

Masz jakiegoś idola w świecie mody męskiej, kogoś kim się inspirujesz?

- Bezpośrednio nie, ale znam kilku facetów, których styl bardzo mi się podoba np. Robert Kupisz, Radzimir Dębski, Olivier Janiak. Nie traktuję ich jednak w kategoriach moich idoli. Autorytety w ludzkiej postaci mają to do siebie, że często zawodzą.

Jak myślisz dlaczego tacy męscy "menele" kręcą kobiety? To tylko względy estetyczne, czy może kryje się za tym coś więcej?

- Tak naprawdę, to nie mam pojęcia. Domyślam się, że kobiety po prostu podświadomie chcą mieć dobrego faceta przy swoim boku i wiadomo, że wizualny aspekt jest tutaj nie bez znaczenia. Ale tak jak my, faceci, lubimy pewne rzeczy w kobietach np. długie włosy czy ładną talię, kobiety też mają  takie ulubione cechy u facetów i może być to np. broda. Są gusta i guściki, a co kobieta, to inna opinia.

A ty czujesz zainteresowanie ze strony kobiet? Masz dużo fanek?

- Szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad tym. Oczywiście to zainteresowanie jest zauważalne i byłby hipokrytą, gdybym powiedział, że w ogóle go nie ma. Ilość fanów na Facebooku czy obserwujących profil na Instagramie świadczy o tym, że są ludzie, którym podoba się to, co robię i za to jestem im bardzo wdzięczny. To, w którym miejscu w życiu teraz jestem, jest także ich zasługą, ale nie buduję swojego ego na popularności. Jest też pewnie spora grupa osób, która mnie nienawidzi i nie może na mnie patrzeć.

Spotykasz się na co dzień z jakimś hejtem?

Megahejtu nie ma, ale jakiś zawsze od czasu do czasu się pojawia. Wydaje mi się, że to jest ściśle związane z jakąkolwiek działalnością w internecie czy w ogóle przestrzeni publicznej. Ja nikomu nie każę wchodzić na mojego bloga, a z drugiej strony nikt też mnie nie może mówić, w jaki sposób mam żyć. Ja mam obowiązek być dobrym człowiekiem, a hejtami po prostu się nie przejmuję.

Przekroczyłeś "magiczną" 30-tkę. Ona coś w życiu zmienia?

- Ja jestem bardzo szczęśliwy z tego, że mam to już z głowy. Śmieję się, że zacząłem swoją "dojrzałą drugą młodość". Oczywiście nadal bawię się życiem, ale wydaje mi się, że w bardziej świadomy sposób. Uzmysłowiłem sobie też kilka rzeczy np. kim jestem jako dorosły facet, ale nie wiem czy fakt, że więcej się o sobie dowiedziałem, jest ściśle związany z wiekiem. Mój brat nie ma jeszcze 30-stki, a jest równie dojrzały jak ja. Nie można oczekiwać, że po 30-stce coś nagle się zmieni, ona nie jest gwarantem "nowego, lepszego życia".

Skąd pojawił się pomysł książki? To była twoja inicjatywa?

- Ja nigdy nie myślałem o książce, jakiś czas temu parę wydawnictw przysłało do mnie maile z propozycją wydania książki. Na początku je odrzucałem, ale któregoś dnia pod prysznicem (bo tam zazwyczaj dopadają mnie najciekawsze pomysły J) zastanawiałem się nad tym, jak powinna wyglądać moja książka, jeśli kiedykolwiek miałbym ją wydać. Wtedy wpadłem na pomysł takiego konceptu książki podzielonej na trzy rozdziały (Menelska Moda, Menelskie Miejsca, Menelskie Myśli). Przesłałem propozycję do jednego z wydawnictw  i uznałem, że jeśli plan zostanie zaakceptowany, to czemu nie, warto spróbować. I tak właśnie powstała książka.

No dobra, to jakie są twoje plany na najbliższe miesiące? Książka już jest...

- Chciałbym na pewno rozwijać bloga. Mam już nawet kilka pomysłów, na to, w jakim kierunku powinien pójść. Najważniejsze, aby cały czas robić go na jak najlepszym poziomie, ale też nie za wszelką cenę. Jeżeli będę miał do wyboru opcję być albo mieć, to wolę wybierać pierwszą. Wierzę w to, że będzie dobrze.

A jeśli nagle popyt na blogi modowe się skończy, to masz jakiś plan B, coś co chciałbyś robić w zamian? 

- W najczarniejszym scenariuszu, z którym jestem pogodzony, wrócę na swoje rodzinne Mazury i zamieszkam w domku, który mam w planach wybudować. Natomiast mam nadzieję, że pomysły, które mam w kontekście bloga pozwolą na to, żeby on się rozwijał w perspektywie kolejnych lat, ale zobaczymy, co przyniesie przyszłość!




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje