Reklama

Reklama

"Lalka" - życiowa rola Jerzego Kamasa

Od czasu pierwszej emisji serialu „Lalka” w 1978 r. postać Wokulskiego kojarzy się nam z Jerzym Kamasem. Zagrał koncertowo, tak jak inni aktorzy...

Dla Jerzego Kamasa rola głównego bohatera serialu "Lalka" była życiową szansą. Miał wprawdzie już w dorobku wiele ról filmowych i telewizyjnych, to jednak w filmie uchodził za aktora drugoplanowego. Wystąpił m.in. jako knecht ze Szczytna w "Krzyżakach", lecz jego udziału nie odnotowano nawet w napisach końcowych. Opinii o Kamasie nie zmieniały doskonałe kreacje na deskach stołecznych teatrów: Narodowego i Ateneum.

Dopiero jako Wokulski w pełni ujawnił swój wielki talent, zagrał zresztą w sposób bardzo współczesny. Nie próbował odtworzyć mentalności bohatera sprzed wieku, na ekranie był nowoczesnym mężczyzną, który wie, czego chce. Miotały nim sprzeczne uczucia, ale wytrwale dążył do celu. Do sukcesu jego kreacji przyczyniła się również doskonała prezencja aktora. "Kiedy widziałam - mówiła Beata Tyszkiewicz - jak oni z Małgosią Braunek pięknie tańczą w "Lalce", to za każdym razem powtarzałam, że gdyby to Jerzy grał ze mną, skończyłoby się to małżeństwem. Chyba bym uległa".

Reklama

Rola Wokulskiego przyniosła mu ogromną popularność i nagrodę Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji. Serialowemu Wokulskiemu dorównał stary subiekt. Widzowie zachwycili się również rolą Bronisława Pawlika jako Ignacego Rzeckiego. Wprawdzie niektórzy pamiętali pikantną aferę sprzed lat, kiedy to Pawlik na zakończenie kolejnego odcinka "Misia z okienka" - sądząc, że mikrofony są wyłączone (dobranockę nadawano na żywo) - powiedział: "A teraz, kochane dzieci, pocałujcie misia w dupę!", nie zakłóciło to jednak osobistej popularności aktora.

Za tamten wyczyn pan Bronisław odpokutował, gdyż zarówno on, jak i Miś z okienka stracili pracę. Niewiele osób orientowało się, że Pawlik w życiu zawodowym był osobą bardzo nieśmiałą i aby rozładować stres na scenie czy przed kamerą, sięgał po alkohol. Swój nałóg próbował maskować, wylewając na siebie hektolitry wody kolońskiej. Niestety, alkoholizm przyczynił się do jego przedwczesnej śmierci.

Dużo emocji wzbudziła również rola Małgorzaty Braunek. Jak się wówczas mówiło, pani Małgorzata zaangażowała się w pracę na planie tak bardzo, że ... zakochała się w swojej kreacji. Uważała nawet, że Łęcka jest postacią ważniejszą niż sam Wokulski. Potwierdziła to w jednym z wywiadów. "A kim jest uwielbiany przez masy Wokulski? - mówiła nieco prowokacyjnie. - To człowiek nieciekawy, niespecjalnie pociągający fizycznie, pozbawiony dowcipu i charakteru. Zbił majątek dzięki pomocy rosyjskiego kupca. To w nim się miała zakochać ta subtelna, wykształcona dziewczyna?"

Większość widzów, oczywiście, nie zgodziła się z tą opinią. Częściej dyskutowali na temat urody Braunek - czy rzeczywiście na ekranie była tak olśniewająco piękna, jak literacka postać z powieści Bolesława Prusa. Te wątpliwości ludzie mieli jednak już wcześniej, gdy aktorka zagrała Oleńkę Billewiczówną w "Potopie".

Dziwnym trafem, dla trojga głównych aktorów udział w realizacji serialu Ryszarda Bera okazał się szczytowym momentem kariery. Wprawdzie Jerzy Kamas dostał jeszcze nagrodę za pierwszoplanową rolę męską w filmie "Kratka" na Festiwalu w Gdyni (1996), ale nigdy nie zbliżył się popularnością do czasów "Lalki". Podobnie było z Bronisławem Pawlikiem, natomiast Małgorzata Braunek po zakończeniu realizacji serialu w ogóle porzuciła aktorstwo i zajęła się propagowaniem buddyzmu.

Całej trójki nie ma już wśród nas, wszystkich pokonały choroby nowotworowe. Jako pierwszy odszedł Bronisław Pawlik (2002), rok temu zmarła Małgorzata Braunek, a we wrześniu br. Jerzy Kamas. Znakomita gra aktorska Kamasa, Pawlika i Braunek miała duży wpływ na sukces telewizyjnej "Lalki". Ale były też inne przyczyny.

"To powieść stworzona na serial" - twierdził o książce Prusa reżyser, Ryszard Ber. Dlatego przystąpił do realizacji, choć nie minęło nawet dziesięć lat od poprzedniej ekranizacji Wojciecha Jerzego Hasa, którą uznano za całkiem udaną. Ber stworzył wierną powieści, telewizyjną superprodukcję, w której nawet w epizodach grali wybitni aktorzy, np. Mieczysław Czechowicz jako radca Węgrowicz czy Jerzy Bończak w roli Brodacza, studenta w kamienicy Krzeszowskiej. Telewidzów zachwyciła też piękna muzyka Andrzeja Kurylewicza i fantastycznie sfilmowana Warszawa.

Serial zrealizowano z wyjątkową dbałością o szczegóły, aczkolwiek nie udało się uniknąć błędów. Np. podczas sceny na wyścigach konnych w tle rozbrzmiewał temat z piosenki "Na wzgórzach Mandżurii", która faktycznie powstała dopiero na początku XX w.

Jerzy Kamas pozostanie w naszej pamięci jako serialowy Wokulski, lecz koledzy po fachu cenią go także za wybitne kreacje teatralne. Jak mówią, był człowiekiem życzliwym i skromnym, nie przejawiał tak często spotykanej w środowisku aktorskim zawiści. Dwukrotnie żonaty, miał dwóch synów, ale chronił swoją prywatność. Najważniejsza była dla niego każda kolejna rola...

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy