Reklama

Reklama

Leon Niemczyk: Aktor z ułańską fantazją

Mawiał, że ma szczęście do kobiet i ról filmowych, ale nie opuszczało go też w innych sprawach. Żył brawurowo. Uciekał gestapowcom przez okno, służył w amerykańskiej armii. Aktorem został właściwie z nudów. Za to jakim!

O jego życiu można by nakręcić film przygodowy. Miejscami smutny, czasem wesoły, ale na pewno pełen napięcia oraz zaskakujących zwrotów akcji. Parę groszy za słówka Był rodowitym warszawiakiem. Jego ojciec, wiolonczelista w orkiestrze, miał oryginalne metody wychowawcze: płacił pięciorgu swoim dzieciom za to, że się uczyły. Tym uzdolnionym muzycznie za odrabianie ćwiczeń na instrumentach, a Leonowi za naukę niemieckiego i angielskiego. Wkuwał więc słówka bardzo skwapliwie, dla przyjemności i dla kasy. Nie przeczuwał, jak bardzo mu się przydadzą!

Reklama

Półnagi przez okno

Kiedy wybuchła wojna, miał 16 lat. Nie sposób było utrzymać w domu tego chłopaka! Uparł się, żeby pomagać saperom lokalizować niewybuchy w ostrzeliwanej stolicy. W czasie tej "pracy" został ranny i długo musiał chodzić o kulach, ale w nauce mu to nie przeszkodziło. Zdał konspiracyjną maturę i zapisał się do tajnej podchorążówki.

W lutym 1943 r. doszło do wsypy. Do drzwi Niemczyków zapukało gestapo. Leon ocalał dzięki temu, że półnagi wyskoczył przez okno, a potem jeden ze starszych braci, żołnierz AK, dostarczył mu fałszywe papiery, dzięki którym mógł wyjechać pod Wrocław. Tuż przed powstaniem powrócił jednak do stolicy. Przenosił broń i żywność dla walczących, przeprowadzał też ludzi kanałami. A gdy powstanie upadło, znowu uciekł faszystom - tym razem już z transportu do obozu - i ponownie wylądował pod Wrocławiem. Zaczepił się tam do pracy przy układaniu torów kolejowych, ale naziści wywieźli polskich robotników aż pod Norymbergę, żeby remontowali tory bombardowane przez aliantów.

Żołnierz generała Pattona

Tam Niemczyk... awansował. Dobrze wyglądał, w dodatku władał językiem okupanta, kazano mu więc obsługiwać niemieckiego generała. Ale gdy tylko się zorientował, jak blisko są Amerykanie, zwiał, ukrył się i wypatrywał Jankesów. Kapitulacji Niemiec doczekał w ich mundurze, zdążył się bowiem zaciągnąć do 444. batalionu przeciwlotniczego 97. Dywizji Piechoty 3. Armii Stanów Zjednoczonych, dowodzonej przez słynnego generała George’a Pattona. Brał nawet udział w wyzwalaniu obozu koncentracyjnego na terenie Czech. Gdy wojna się skończyła, miał poczucie, że świat stoi przed nim otworem, powrócił jednak do Polski. To serce mu podyktowało tę decyzję. Chciał znaleźć mamę, z którą nie miał kontaktu od powstania.

Przez zieloną granicę

Odnalazł ją, szybko się jednak zorientował, że powrót był pomyłką. Odtąd żył jedną myślą: "Trzeba stąd zwiewać!". Wierzył, że uda się, bo przecież jego własny brat przerzucał rodaków przez zieloną granicę. Niestety, ta wyprawa, z którą poszedł Leon, wpadła. Aresztowany przesiedział tydzień w cieszyńskim zamku, w bunkrze o wymiarach 70 na 80 na 150 cm, a potem jeszcze pół roku w stołecznym więzieniu. To tylko umocniło jego wolę ucieczki na Zachód. Gdy go zwolniono, pojechał do Gdańska, do pracy w stoczni, z nadzieją, że trafi mu się próbny rejs w pobliże zachodniego wybrzeża, a wtedy skoczy z pokładu do morza i dopłynie do brzegu. Na szczęście w stoczni działał teatrzyk amatorski, w którym mógł zabić dojmującą nudę oczekiwania na ten cud.

Aktor z Łodzi

Tymczasem przytrafiło mu się coś nieoczekiwanego. Aktorstwo aż tak go urzekło, że plan ucieczki wywietrzał mu z głowy! W 1952 r. zdał egzamin eksternistyczny w szkole teatralnej i wkrótce przeprowadził się do Łodzi, która była stolicą polskiego filmu. Grał ważne role m.in. w "Pociągu", "Rękopisie znalezionym w Saragossie", a przed wszystkim w "Nożu w wodzie" Romana Polańskiego. Kiedy ten film nominowano do Oscara, drzwi do kariery stanęły przed Niemczykiem otworem, lecz władze mu nie pozwoliły pracować za granicą. Nawet i w kraju ubyło dla niego ról. Wtedy nadeszła propozycja z... NRD. Przyjął ją i szybko stał się wielką gwiazdą w tym kraju, a także innych, do których docierały wschodnioniemieckie filmy. Nawet celniczki go przepuszczały bez kolejki i kontroli.

Rodzina, ach rodzina

Kobietom zresztą zawsze się podobał i umiał je czarować. Lubił wydawać pieniądze na zabawę i jeździł dobrymi autami, co w socjalizmie rzucało się w oczy. Dbał też o reputację bon vivanta. Opowiadał, że miał sześć żon, różnych narodowości. Tatiana urodziła mu córkę, z którą niestety nie miał dobrego kontaktu. Kubankę Dianę poślubił po trzech tygodniach pobytu w Hawanie, a rozstali się po kilku kolejnych. Dorit, niemiecka reżyserka rozwiodła się dla niego, ale ich związek też nie przetrwał. Pod koniec życia zakochał się - szczęśliwie! - w Iwonie, młodszej o kilkadziesiąt lat. "Żyłem, jak chciałem", opowiadał w ostatnich wywiadach...

Małgorzata Sienkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje