Reklama

Reklama

Lubię, kiedy ludzie na mnie patrzą!

Wokalistka zespołu Blue Cafe Dominika Gawęda opowiada o początkach swojej muzycznej kariery w zespole, patencie na piękny wygląd i największych marzeniach.

Od początku wiedziałaś, co chcesz robić w życiu?

Dominika Gawęda: Tak. Od najmłodszych lat wiedziałam, że chcę śpiewać. Niektórym się to zdarza, innym nie. Ja miałam to szczęście, że od początku wiedziałam, czego pragnę i co chcę robić w życiu. Wierzyłam, że śpiew to moje przeznaczenie. Chciałam związać swoje życie z muzyką, ze sceną. Byłam o tyle zdeterminowana, na tyle silna i niezależna, że wszelkimi sposobami dążyłam do realizacji swoich marzeń.

Gdyby jednak nie śpiew, wybrałabyś...?

Reklama

Nie chcę gdybać, bo nie lubię tego robić, ale skoro pytasz, to... myślę, że byłyby to języki obce. Nie wiem konkretnie, jaki zawód, bo nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Zawsze wierzyłam, że uda mi się ze śpiewem...

Opowiedz o początkach swojej pracy w zespole Blue Cafe. Jak trafiłaś do zespołu?

Kiedy dowiedziałam się, że Blue Cafe poszukuje nowej wokalistki, od razu wysłałam do zespołu płytę "demo" z utworami, które nagrywałam przez kilka lat. Zaczęłam mając 13 lat a skończyłam mając 19. Był to przekrój praktycznie przez większość gatunków muzycznych. Nie chciałam, aby ktokolwiek słuchając mojej "płyty wizytówki" - nudził się. Zależało mi na zróżnicowaniu gatunkowym. Chciałam, żeby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Po niecałym tygodniu od wysłania płyty otrzymałam telefon od menedżerki zespołu- Kamili Sowińskiej z zaproszeniem do pierwszego etapu castingu na nową wokalistkę Blue Cafe. Przechodziłam przez dalsze etapy, aż w końcu udało się. Pokonałam ponad pięćset konkurentek. Pięćset naprawdę świetnie śpiewających dziewczyn. Poziom był bardzo wysoki, bardzo wyrównany. Poza tym do dzisiaj zastanawiam się, co by było, gdybym nie wygrała. Cały czas rozglądam się dookoła i widzę tysiące młodych, super śpiewających ludzi, którym ciężko jest się przebić, zaistnieć, zostać zauważonym...

A czy nie obawiałaś się współpracy z Pawłem? Jakiś czas temu prasa pisała, że Paweł ma opinię dość trudnego człowieka...

Nie wiedziałam, jaki naprawdę jest Paweł Rurak-Sokal. Nie pracowałam wcześniej w show-biznesie, nie wiedziałam jak to wszystko funkcjonuje. Słyszałam i czytałam opinie na jego temat, dlatego też bardzo zależało mi na tym, żeby samej sprawdzić, jakim jest człowiekiem. Coś mi podpowiadało, że Paweł nie może być taki jak go opisuje prasa, między innymi ze względu na muzykę, którą tworzy. Jest świetnym kompozytorem, piszącym naprawdę wspaniałe utwory. Wszystko, co pisała prasa okazało się kompletną bzdurą. Do dzisiaj się z tego śmieję. Paweł to fantastyczny, ciepły, mądry człowiek.

Na czym, według ciebie, polega właściwie fenomen Blue Cafe, który wciąż święci triumfy, ma setki fanów, a płyty sprzedają się jak ciepłe bułeczki?

Nie jestem pewna, czy istnieje jakaś recepta na sukces, ale niezwykle ważne jest konsekwentne dążenie do celu i umiejętność podejmowania właściwych decyzji. Umiejętne wyszukiwanie dobrych rzeczy dla siebie. Nie branie wszystkiego, co dają. Poza tym ciągła walka. Jeżeli czujemy, że jesteśmy na szczycie, to nie spoczywamy na laurach, ale stawiamy sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Wraz z pojawieniem się mojej osoby, zmienił się troszkę klimat zespołu. W naszym repertuarze znalazło się więcej utworów w języku polskim, co moim zdaniem, wyszło Blue Cafe na dobre. Ludzie piszą do nas e-maile, dzwonią i mówią, że cieszą się, że zdecydowaliśmy się na polskie piosenki.

W kwietniu wydaliście płytę pt. Four Seasons, a utwory takie jak "Czas nie będzie czekał", " Niewiele mam" stały się hitami i zajmowały przez długi czas pierwsze miejsca na najważniejszych listach przebojów... Skąd tytuł płyty?

Tytuł płyty "Cztery pory roku" zrodził się na Malediwach. Mieszkaliśmy na wyspie, której resort nazywał się Four Seasons. A zatem to miejsce zainspirowało nas, a kolory, zapachy z tego wyjazdu ułatwiły mi pisanie tekstów na płytę. Poza tym chcieliśmy stworzyć płytę na każdą porę roku, dnia i nocy, którą można słuchać w podróży, jesienią przy kominku, rano w kuchni przy filiżance kawy.

Czym wyróżniają się utwory z płyty Four Seanson?

To płyta bardzo osobista, dedykowana wszystkim kobietom, które kochają i chcą być kochane. Utwory opowiadają o miłości, żalu, wylanych łzach, kobiecej naturze... Płyta skłania do zatrzymania się na chwilę, do pewnych przemyśleń, refleksji. Ludzie nie mają na nic czasu. Jest ciągły pęd za wszystkim. Czas nieubłaganie biegnie - a my razem z nim. Nasza płyta miała jakby zatrzymać ten pęd, pokazać ludziom, że jest tyle pięknych rzeczy dookoła, na które warto zwrócić uwagę. Płyta miała pokazać, że warto się zatrzymać, bo są wśród nas ludzie, którzy być może potrzebują naszej pomocy, wspólnej rozmowy, zainteresowania. Warto pozbyć się tego wewnętrznego chłodu, który tylu ludzi ma w środku. Płyta miała za zadanie pokazanie również, że każdy z nas ma drugą szansę, że jeśli podwinie nam się noga - nie powinniśmy się załamywać, lecz iść dalej, odważnie do przodu. Nasza płyta jest troszkę pod prąd tego, co się teraz dzieje na rynku muzycznym, ale taką płytę chcieliśmy stworzyć i myślę, że taka płyta była bardzo potrzebna.

13 października do stacji radiowych trafił najnowszy singiel z tej płyty " Girl In red". O czym jest ten utwór?

Dziewczyna w czerwieni... Czerwień, o której mowa w tytule jest bardzo istotna, ma bardzo symboliczne znaczenie. To utwór idealny na długie, jesienne wieczory. Utwór opowiada o kobiecie, która żyje z dnia na dzień, nie ma czasu by zajrzeć w siebie i zastanowić się nad własnym życiem. Jest to historia dziewczyny, która niby miała w życiu wszystko, ale tak naprawdę nie miała niczego. Dla niej było już za późno, zabrakło pomocy ze strony innych, żeby ogrzać jej wnętrze, żeby pomóc jej odkryć siebie.

Czy teksty, które pojawiają się w Waszych piosenkach to czysta fikcja, wyobraźnia, a może jednak nutka prawdy, odrobina Waszego życia?

Wydaje mi się, że każda osoba, która pisze teksty, stara się przenieść odrobinę swojego życia do swoich tekstów. Jest jednak wiele utworów w naszym repertuarze, które zrodziły się z czystej wyobraźni. Kiedy piszę teksty zależy mi na tym, żeby ludzie słuchający naszych piosenek mogli się z nimi utożsamiać, żeby mogli zobaczyć w nich cząstkę siebie. Żeby tekst niósł jakieś przesłanie, musi dotyczyć naszej ludzkiej natury, naszych pragnień...

A czy nie zastanawiałaś się nad kariera solową? Może nie teraz, ale za jakiś czas... Wiele wokalistek np. z Varius Manx, po kilku latach spędzonych w zespole rozpoczęły całkiem udane kariery solowe?

Nie myślę o tym. Czasami zastanawiam się na czym tak naprawdę polega fenomen odchodzenia dziewczyn z zespołów. Przecież tak naprawdę śpiewam solo, jestem frontmenką Blue Cafe. Mam wsparcie zespołu, Pawła, menedżerki. Jest wspaniale.

Kto dba o twój wizerunek sceniczny?

W wielu sprawach - zwłaszcza ubioru, decyduję sama. Bardzo pomaga mi Paweł, który ma świetną intuicję i wyczucie odnośnie scenicznych kreacji i tego jak powinnam wyglądać. Przede wszystkim staram się ubierać tak, jakby ubranie było moją drugą skórą. Nie mogę w nim czuć się nieswojo. Radzę się także najlepszych stylistów, którzy bardzo mi pomagają budować wizerunek sceniczny. Artysta nie może zajmować się wszystkim. Musi mieć sztab ludzi, którzy pomogą, doradzą.

A jaka jesteś prywatnie poza sceną?

Dzień rozpoczynam od kawy i ćwiczeń wokalnych. Uprawiam także kung-fu, oraz jego odłam - tzw. formę z mieczem. Wzmacnia pewność siebie, koi zmysły, ułatwia koncentrację. Pięknie rzeźbi sylwetkę, kształtuje mięśnie. Oprócz tego jestem maniaczką kupowania kosmetyków. Kupuję, testuję, wybieram zarówno dla siebie, jak i znajomych. Uwielbiam w wolnych chwilach oglądać bajki Walta Disney'a! Mam swoje ulubione z dzieciństwa.

Praca według ciebie pomaga oderwać się od problemów dnia codziennego, czy raczej je stwarza?

Pracuję, żeby zabić negatywne myśli, chociaż na co dzień jestem raczej optymistką. Zaczynam zauważać, że im wyżej jest się w tej branży, tym większa samotność. Oczywiście mam kilku sprawdzonych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć, którym ufam bezgranicznie, ale to właśnie praca pozwala mi zapomnieć o problemach dnia codziennego. Poza tym muzyka to moja miłość, pasja, jest jak powietrze potrzebne do życia. Kiedy śpiewam nie myślę o problemach. Praca jest dla mnie najlepszym lekarstwem na smutki.

Prasa od jakiegoś czasu spekuluje na temat waszego związku z Pawłem? Czy to prawda, że łączy was coś więcej niż tylko przyjaźń?

Powiem tylko tyle: nawet gdybym bardzo chciała, przy natłoku obowiązków związanych z moją pracą, nie mogłabym stworzyć normalnego związku - takiego na stałe, na zawsze. I możliwe, że długo nie będę w stanie...

Jaki prywatnie jest Paweł? Co najbardziej w nim cenisz?

Najbardziej cenię fakt, że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji. Wiem, jacy potrafią być ludzie, zwłaszcza w branży, w której jestem. To bardzo cenne, że pracuję z ludźmi, którym mogę zaufać. To naprawdę ważne w tym zawodzie. Poza tym Paweł i ja rozumiemy się bez słów. Dzięki temu powstały dwie ostatnie płyty i myślę, że wiele jeszcze przed nami.

Marzysz o prawdziwej dużej rodzinie, pięknym domu i kotku wygrzewającym się na werandzie?

Uważam, że jestem bardzo młoda, przede mną całe życie... Nie chcę myśleć o takich sprawach. Zostawię to sobie na później. Na razie chcę się zająć śpiewaniem. To jest dla mnie najważniejsze.

Zabiegasz jakoś o sławę? Czym dla ciebie jest popularność?

Oczywiście, że zabiegam. Popularność w moim zawodzie jest bardzo ważna. Gdybym chciała śpiewać tylko dla siebie, gdybym nie chciała pokazywać się ludziom - nie wysłałabym płyty do Blue Cafe. Lubię popularność, kamery, sesje zdjęciowe i przede wszystkim koncerty. Lubię, bo wiem, że mam coś do przekazania fanom.

A gdybyś dostała propozycję udziału w któryś z popularnym show - wzięłabyś udział?

Nie, nie wzięłabym udziału, ponieważ nie jest to sposób poprzez który chciałabym się zaprezentować publiczności. Jestem wokalistką, chciałabym żeby ludzie zapamiętali mnie w ten sposób. Mój zawód nie polega na sms-owej rywalizacji. Miałam propozycję udziału w jednym show - nie zdradzę w którym, ale odmówiłam. Oczywiście nie uważam, że programy typu "show" są bez sensu. Szanuję i podziwiam artystów biorących w nich udział. Zawsze chętnie ich oglądam, ale siebie samej nie widzę w roli uczestnika.

Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą. Masz swój własny patent na ładny wygląd?

Kupuję tysiące kosmetyków do pielęgnacji ciała. Poza tym mam swój ulubiony ośrodek spa w Zakopanem, do którego bardzo często wyjeżdżam. Korzystam z wielu zabiegów, masaży relaksujących. Naprawdę polecam.

A co ze stylem?

Zwracam uwagę na to, co trendy, co w danym okresie modne. Zawsze jednak chcę zachować swój własny styl. Staram się troszeczkę iść pod prąd. Lubię firmowe rzeczy - markę Dior, Chanel, Zara. Nie kupuję magazynów o modzie, ale często oglądam Fashion TV. Modelki chodzące po wybiegu inspirują mnie...

Wydaje się, że masz wszystko, o czym marzy każda młoda kobieta. Masz zatem jeszcze jakieś pragnienia?

Tak, mam dwa. Nigdy nie przestać śpiewać i... zaśpiewać w duecie z Christiną Aguilerą.

Rozmawiała: Ilona Adamska.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje