Reklama

Reklama

Makijaż Fridy Kahlo: Szkarłat na ustach i skrzydlate brwi

Legendarna artystka, ikona Meksyku, kobieta o niepowtarzalnym stylu i oryginalnej urodzie. Dzięki nowo otwartej wystawie zawierającej stroje i kosmetyki należące do Fridy Kahlo, możemy poznać tajniki charakterystycznego makijażu malarki.

Kiedy w 2004 roku, po 50 latach od śmierci Fridy Kahlo, otworzono jej posiadłość - zapieczętowany dotychczas zgodnie z wolą jej męża Diego Rivery tzw. Niebieski Dom - odkryte tam skarby rzuciły nowe światło nie tylko na twórczość genialnej artystki, ale także jej styl życia. Wśród meksykańskich strojów, listów i tysięcy zdjęć była również torba z przyborami do makijażu. Wszystko to podziwiać można na prezentowanej obecnie w londyńskim Victoria & Albert Museum wystawie "Frida Kahlo: Making It Self-Up" eksplorującej wiele warstw jakże bogatej i złożonej tożsamości malarki.

Reklama

Na wystawie, obok autoportretów, które stanowiły blisko jedną trzecią jej dorobku artystycznego, znalazła się zawartość kosmetyczki odpowiadająca za jej wyjątkowy look - m.in. szkarłatny róż do policzków i szminka o tej samej barwie oraz pokaźnych rozmiarów kolekcja perfum i lakierów do paznokci. To, co nieobecne, jest równie znaczące: zabrakło choćby puderniczki przysłanej jej przez magnatkę kosmetyków Helenę Rubinstein, zapaloną kolekcjonerkę prac Kahlo, która jednocześnie uważała artystkę za prostaczkę.

Poza produktami, za pomocą których malarka podkreślała swoje słynne "skrzydlate" brwi (jak określał je Diego Rivera), nie znaleziono jednakowoż żadnego kosmetyku przeznaczonego do makijażu oczu. Próżno było też szukać jakiegokolwiek podkładu czy korektora, co sugeruje, że makijaż Kahlo był raczej nieskomplikowany, a jej cera - naturalna. Potwierdza to nie tylko zasób kosmetyków, z których korzystała na co dzień, ale i opinie o niej.

"Miała tę szczególną umiejętność nakładania makijażu w taki sposób, by uzyskać niesłychanie naturalny efekt. Zawsze była umalowana i dobrze ubrana, nawet gdy nie oczekiwała gości. Wiedziała, jak zmienić się w zmysłową piękność - pociągającą i niepowtarzalną. Promieniowała pięknem" - pisała o Fridzie Olga Campos. "Ludzie zatrzymują się, by spojrzeć na nią z podziwem" - stwierdził z kolei Edward Weston, który sfotografował ją podczas wizyty w San Francisco w 1930 roku.

Frida nosiła z upodobaniem tradycyjne tehuańskie stroje, by podkreślić swoje meksykańskie dziedzictwo. Barwne stylizacje stały się jej znakiem rozpoznawczym, elementem charakterystycznego wyglądu, z którym kojarzona jest do dziś. Codziennie rozczesywała i na powrót splatała włosy zdobiąc je kolorowymi włóczkami i kwiecistymi bukiecikami. Następnie starannie malowała na czerwono usta, podkreślała za pomocą różu naturalne rumieńce i lakierowała paznokcie w dopasowanych do stroju odcieniach czerwieni i pomarańczy.

"Makijaż był po prostu kolejnym narzędziem w budowaniu jej tożsamości. Wszystko, co robiła, robiła precyzyjnie. Nie sądzę, by kiedykolwiek ubrała się dla kogoś innego oprócz samej siebie" - zdradza kuratorka wystawy w Victoria & Albert Museum, Claire Wilcox, w rozmowie z magazynem "Vogue".

Nie dziwi zatem, iż kosmetyki, podobnie jak ubrania, stały się czymś w rodzaju maski dla Kahlo. Jej życie pochłonęły zmagania kalectwem i bólem po tym, jak w wieku 18 lat w wyniku wypadku autobusowego doznała licznych złamań kości, w tym kręgosłupa. "Kiedy jej ciało zawiodło, twarz stała się jej płótnem. Jako że potrafiła doskonale posługiwać się pędzlem, mogła z łatwością przenieść swoje malarskie umiejętności z palety farb na paletę makijażu" - dodaje Wilcox, która postrzega potężny arsenał kosmetyków Fridy jako jej podstawowe narzędzie do autokreacji.

A jednak pomimo swojej ekstrawagancji, Kahlo często brakowało pewności siebie. "Z mojej twarzy podobają mi się jedynie brwi i oczy. Poza tym nie podoba mi się nic. Mam wąsy i twarz mężczyzny" - pisała o sobie samokrytycznie. Obecnie określa się ją mianem ikony - nie tylko malarstwa, ale i mody - która posiadała własny, niepowtarzalny styl inspirujący projektantów po dziś dzień. Jej urodę, choć bez wątpienia niewpisującą się w obecnie panujące kanony kobiecego piękna, cechował zaś pewnego rodzaju magnetyzm. Magnetyzm, którym Frida emanuje z każdej zachowanej fotografii i autoportretów, zachwycając kolejne pokolenia. (PAP Life)

autorka: Iwona Oszmaniec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje