Reklama

Reklama

Małgorzata Rozenek: Nie wiem, czy bym się lubiła…

Ulubienica portali plotkarskich, wielokrotnie przepowiadano jej koniec, a ona konsekwentnie idzie swoją drogą. Właśnie wydała kolejną książkę i nagrywa program. O swoim wizerunku w mediach, wychowywaniu dzieci, Polkach i krytyce - Małgorzata Rozenek.

EksMagazyn: Ostatnio rozmawialiśmy rok temu, jak minął ci ten rok?

Reklama

Małgorzata Rozenek: - Bardzo dużo się wydarzyło. Skończyłam jeden program  ("Piekielny Hotel"- przyp. red.), za chwilę rozpoczynam zdjęcia do drugiego. Właśnie ukazuje się moja kolejna, czwarta już książka - " Jak dbać o siebie perfekcyjnie". Już zastanawiam się nad kolejnymi. Także na brak obowiązków zawodowych nie mogę narzekać, ale ja bardzo lubię pracować.

Na życie prywatne chyba też nie możesz narzekać, choć staliście się z Radosławem ulubioną parą paparazzi i portali plotkarskich. Czy już do tego się przyzwyczailiście?

- Absolutnie nie śledzimy doniesień na nasz temat. Bo to nie ma najmniejszego sensu. Oczywiście męczące są pytania na temat naszych planów na przyszłość. Nie opowiadamy o tym, bo sprawy dotyczące życia prywatnego dotyczą naszej rodziny i bliskich nam osób.

Jak znajdujesz czas na pisanie książek?

- Moja trzecia książka była o tym, jak zarządzać czasem, więc wydaje mi się, że nie najgorzej radzę sobie ze znajdowaniem czasu. Oczywiście chciałabym, żeby mieć o kilka godzin dziennie więcej na to, żeby zrealizować swój plan dnia. Jednak gdy mi się to nie udaje, nie karcę sama siebie, bo wiem, że jutro też jest dzień, a tym samym czas na to, żeby ten plan zrealizować w stu procentach. Nie można wymagać od siebie rzeczy niemożliwych. Wydaje mi się, że w Polsce wiele kobiet właśnie ma wewnętrzny głos, który mówi im, żeby robić więcej, szybciej, jeszcze lepiej.

- Powinnyśmy starać się dawać z siebie wszystko, ale gdy nam nie wyjdzie, nie karcić się. A wracając do tematu mojej książki, najpierw buduję jej szkielet. Pomysł z kolei rodzi się zazwyczaj poprzez spotkania z innymi kobietami, które zadają mi pytania, które pozornie wydają się łatwe, ale tak naprawdę tworzą bazę do tego, żeby lepiej prowadzić dom, lepiej zajmować się ogrodem, dysponować czasem, a teraz dbać o siebie. Uczestniczę w każdym etapie powstawania książki. Łącznie z tym, że wstążka w bukiecie na okładce musi się zgadzać.

Z myślą o jakim czytelniku napisałaś " Jak dbać o siebie perfekcyjnie"?

- Z myślą o wszystkich kobietach, które spotkałam na swojej drodze i które pytały mnie o różne rzeczy np. jak trenuję, co jem, co stosuję, że tak wyglądam? Ja zbierałam w głowie te pytania i w końcu poukładałam je w rozdziały, odpowiedziałam na nie i tak powstał poradnik.

W poradniku jeden z rozdziałów zatytułowany jest "balans"...

- Balans jest najtrudniejszy. O to właśnie też najczęściej jestem pytana. Połączenie życia zawodowego z prywatnym, szczególnie dla kobiet jest wyjątkowo trudne. Wynika to chociażby z uwarunkowań kulturowych. Od kobiety wymaga się większego uczestnictwa w domu. Jest strasznie ciężko pogodzić życie zawodowe z życiem rodzinnym. To wymaga organizacji i wymaga trochę egoizmu. Inny rozdział mojej książki brzmi "Egoizm to takie piękne słowo" i to jest prawda. Kobiety za rzadko o sobie myślą!

Czy gdy weszłaś w świat show-biznesu, ten balans było jeszcze trudniej utrzymać?

- Przez wiele lat zajmowałam się domem, oczywiście robiłam doktorat w międzyczasie, co zajmowało mi 3 dni w tygodniu. Po doktoracie, gdy zaczęłam przygodę z telewizją, ja naiwnie myślałam, że to mi wypełni te 3 dni. Ale gdy weszłam w tryb pracy w telewizji, nie chciałam się wycofać. Nawet nie miałam czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Poza tym w pracy w telewizji dobre jest to, że po tygodniach wypełnionych od świtu do nocy, przychodzi czas, kiedy masz kilka tygodni wolnego, które możesz całkowicie poświęcić swojej rodzinie.

Jak ocenisz Polki? Czy są zadbane, czy zachowują balans, czy przede wszystkim myślą o sobie?

- Polki są piękne. Polska ulica, jeśli chodzi o kobiety jest najpiękniejsza. Moim zdaniem Polki cierpią na tak duże poczucie winy i zbyt mało czasu sobie poświęcają. Za każdym razem jak rozmawiam z kobietami, to widzę po pierwsze kompletny brak wiary w siebie. A druga rzecz jaka mnie uderza, to fakt, że zupełnie nie poświęcają sobie czasu. Ja nie mam z tym problemu, nie mam wyrzutów sumienia, bo wiem, że każdą wolną chwilę poświęcam dzieciom. Nie wyobrażam sobie np. wyjazdu na wakacje bez dzieci. Więc, gdy przychodzi taki moment, choćby wieczorem, to nie mam  problemu z tym, żeby powiedzieć dzieciom, że potrzebuję chwili spokoju i proszę, aby poszli do swojego pokoju, bo mam ogromną ochotę poczytać. Każdy, czy to dziecko, czy dorosła osoba potrzebuje czasu wyłącznie dla siebie. Poza tym mam dwóch synów i oni w przyszłości będą też mieć żony. Muszą wiedzieć, że kobiety to nie są roboty domowe.

Czy synów wychowujesz na dżentelmenów?

- Tak, bo sama lubię, gdy mężczyźni dbają o kobiety. Radosław jest prawdziwym dżentelmenem i on też uczy chłopców takich zasad, jak np. przynoszenie kwiatów czy innych, które wiele nas nie kosztują, a mogą zupełnie zmienić postrzeganie mężczyzny przez kobietę.

Czy praca w telewizji uzależnia?

- Każda praca uzależnia, gdy ją lubisz, gdy przynosi ci satysfakcję, gdy pracujesz z ludźmi, których cenisz, gdy masz wrażenie nieprzerwanego rozwoju, który cię napędza. Praca w telewizji daje możliwość poznania wielu ciekawych i kreatywnych osób. Daje możliwość rozmowy z osobami, z którymi nie miałbyś możliwości rozmawiać, gdybyś pracował w innym miejscu.

Po programie "Piekielny Hotel" wiele osób cię skreśliło...

- Pracując nigdy nie uda się uciec od "skreślania", czy to jest telewizja, radio, redakcja, biuro architektoniczne, czy kancelaria. Zawsze i wszędzie znajdą się osoby, które gremialnie stwierdzą: "to już jej/jego koniec". Po drugim sezonie "Perfekcyjnej Pani Domu" przejmowałam się takimi opiniami. Przy trzecim sezonie było to samo, a sezonów w sumie było pięć. Później były trzy sezony "Bitwy o dom". "Piekielny Hotel" był faktycznie jeden sezon na antenie.

- Teraz dostałam nowy program. Telewizja to dziwne medium, bo nigdy do końca nie wiadomo co "chwyci". Było wiele przykładów, że dobre programy na licencjach, znikały po jednym sezonie, a inne, którym nikt nie dawał szans utrzymywały się lata na antenie. Wracając do twojego pytania, o swoich końcach przeczytam zapewne nie raz. Ja mam wokół siebie kilka ważnych osób, są to moi rodzice, dzieci, przyjaciele i na pewno Edward Miszczak. To co oni mówią jest dla mnie najważniejsze. Jeżeli oni krytykują, to biorę sobie to do serca i staram się zmieniać. To jest dla mnie wiążące, a nie to co przeczytam gdzieś w mediach.

Czy takie rzeczy cię jeszcze bolą?

- Akurat ten moment, po pierwszej edycji "Piekielnego Hotelu", gdy pojawiły się te wszystkie publikacje, byłam na wakacjach i wówczas już widziałam, że dostałam nowy program. Nie miałam podstaw, żeby się przejmować tym co piszą, ale nie mogłam powiedzieć, że media bardzo się mylą, bo już omawiam szczegóły kolejnej produkcji. Sam zobacz, ile osób, które od kilkunastu lat są na wizji, spotkało się z opiniami, że ich przygoda z mediami się kończy, że nie ma dla nich miejsca, a jednak cały czas znajduje się dla nich projekt, w którym się sprawdzają. Myślę, że każdy z nas w pewnym momencie uodparnia się na głosy i opinie osób, które nie mają bladego pojęcia, jakie są nasze losy.

Gdybyś znała Małgorzatę Rozenek, tylko z gazet i portali plotkarskich, to co byś o niej powiedziała?

- Powiem ci, że mam wrażenie, że są dwie rzeczywistości. Jedna to ta, która się dzieje tu i teraz, druga z kolei wytworzona na potrzeby gazet i portali, w których liczy się ilość sprzedanych egzemplarzy czy kliknięć. Nie wiem, czy bym się lubiła... Musiałabym przeczytać wszystko, co napisano na mój temat, ale ta wiedza jest mi do niczego nie potrzeba. Moja rodzina i przyjaciele doskonale zdają sobie sprawę z tego, jakie mam zalety, a jakie wady.  Ja też zdaję sobie sprawę, że jestem emocjonalna, że mówię, co czuję.

A co możesz zdradzić już o swoim nowym programie?

- Mam nadzieję, że uda mi się wychylić zza charyzmy uczestniczek, bo to będą dziewczyny z ogromnym potencjałem i z charakterem, które bardzo skrupulatnie to ukryły. Naszym zadaniem będzie namówić je do tego, żeby zdjęły te maski i pokazały swoje inne oblicze. Ja już się nie mogę doczekać tych spotkań z nimi. Jesteśmy już po castingu, zaczynamy próby. Myślę, że już wiemy o co chodzi i jaki program chcemy zrobić. Wyczekujcie emisji, bo na pewno będzie warto go oglądać! Ja sama już nie mogę się doczekać.


Rozmawiał: Łukasz Kędzior


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje