Reklama

Reklama

Mam wiele niespełnionych marzeń – wywiad z Mateuszem Gesslerem

Mateusz Gessler dał się poznać szerszej publiczności jako juror w programie „MasterChef Junior” i gospodarz nowego formatu telewizji TVN – „Drzewo marzeń”. Jest założycielem trzech restauracji (Warszawa Wschodnia, Ćma, Warszawski Sen) oraz entuzjastą polskiej i francuskiej kuchni. Nie wyobraża sobie życia bez ludzi, podróży i uśmiechu. W rozmowie z Interią zdradza, o czym marzy najbardziej.

Katarzyna Pawlicka, Interia: Rzadko, żeby nie powiedzieć wcale, spotyka się w polskiej telewizji programy o tak pozytywnym przesłaniu jak "Drzewo marzeń". W Polsce panuje stereotyp Polaka - ponuraka, który szczęśliwy jest dopiero wtedy, gdy komuś innemu powinie się noga. Zgadza się pan z tym, że jesteśmy narodem narzekających złośliwców?

Mateusz Gessler: Absolutnie nie zgadzam się z tym stereotypem i uważam, że jest dla Polaków szkodliwy. To prawda - zawsze wydaje nam się, że trawa jest bardziej zielona tam, gdzie akurat nas nie ma. Wierzę natomiast, że każdy, niezależnie od narodowości i miejsca zamieszkania, jest z natury dobrym człowiekiem. Choć Polacy faktycznie dość często miewają o sobie złą opinię. Nie wiem, skąd bierze się takie przeświadczenie.

Reklama

Urodził się pan w Polsce, ale wychowywał we Francji. Czy z pana doświadczenia wynika, że Francuzi są bardziej otwarci i pomocni od Polaków?

W każdym kraju jest dokładnie tak samo. Polacy bardzo chętnie pomagają i nie mają z tym żadnego problemu. Oczywiście, zawsze i wszędzie znajdziemy krytykantów i hejterów. Ważne jednak, by otaczać się ludźmi myślącymi pozytywnie i podobnie do nas. I oczywiście nie przejmować się zawistnikami. Marzę, by ludzie na całym świecie kierowali się takim przekonaniem. Wszystkim nam żyłoby się wtedy lepiej.

Skąd bierze się pańskie optymistyczne podejście do ludzi i życia? Może to wynik licznych podróży, obcowania z innymi kulturami?

Kiedy kocha się ludzi, jest po prostu łatwiej. A ja mam w sobie wielką miłość do życia i do ludzi. Muszę ją pielęgnować choćby przez wzgląd na mój zawód. Kiedy jestem zły lub nieszczęśliwy, gotowanie po prostu mi nie wychodzi.

W "Drzewie marzeń" pomaga pan ludziom, którzy dotąd nie mieli możliwości zrealizowania swoich pasji, pomysłów czy pragnień. Gdyby miał pan możliwość spełnienia marzenia jednej osoby, kto byłby tym szczęśliwcem?

Dzisiaj - nie wiem. Byłby to każdy, kto walczy, bardzo chce i pilnie czegoś potrzebuje. I o spełnienie swojego marzenia najzwyczajniej prosi.

Co zrobić w takim razie z tymi marzeniami, których nie możemy zrealizować? Są przecież źródłem rozczarowania.

Wydaje mi się, że istotą nie jest sama realizacja naszych pragnień, ale właśnie dążenie do nich. Kiedy założymy sobie jakiś cel, nigdy, przenigdy nie możemy się poddawać. A kolejne rozczarowania musimy próbować obrócić w pozytyw. Nie udało nam się za pierwszym, drugim lub trzecim razem? Może uda nam się za czwartym. Trzeba walczyć. Nieustanne próby i dążenia są w życiu bardzo potrzebne - stanowią nasz motor napędowy.

Ma pan jakieś niespełnione marzenie?

Mam wiele niespełnionych marzeń. Gdybym ich nie miał, po prostu przestałbym istnieć. Marzenia są nam niezbędne do życia i działania. Bez nich błyskawicznie tracimy sens i siłę.

Ma pan wiele pasji, m.in. tatuaże, motocross, jednak zawodowo zajmuje się pan gotowaniem. Czy za pomocą kuchni można spełniać swoje (lub cudze) marzenia?

O gotowaniu myślę w szczególnych kategoriach. Jest dla mnie przede wszystkim sposobem na oddawanie miłości do ludzi. Cieszę się, gdy mogę w ten sposób im podziękować i sprawić, by na chwilę przestali myśleć o codziennych troskach. Każdy może (i powinien) znaleźć w życiu swój sposób na dzielenie się z innymi emocjami. Dla mnie tym sposobem jest właśnie kuchnia.

W "MasterChef Junior" spędzał pan na planie dużo czasu z dziećmi. Czy to dzięki temu doświadczeniu postanowił pan ponownie zaangażować się w projekt oparty na współpracy z najmłodszymi?

Akurat w przypadku "Drzewa marzeń" motywacją był sam format, który strasznie mi się spodobał. Jest oparty na empatii i wierze w dobro, a to wartości, które są mi szczególnie bliskie. Bardzo lubię dzieci, ale akurat tutaj to nie one sprawiły, że chciałem się zaangażować. Podstawowym powodem była potrzeba dzielenia się radością.

"Drzewo marzeń" obfituje w silne wzruszenia. Który z momentów programu wspomina pan najlepiej?

Wszystkie spotkania, jakie odbyłem podczas kręcenia programu, były wartościowe, wzruszające i ważne. Bohaterowie "Drzewa marzeń" sprawili, że każdy odcinek zapamiętam na długo.

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Gessler

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje