Mamma mia! Abba znowu śpiewa!

Czas zrobił swoje. Złe emocje opadły i przypomnieli sobie swoje najlepsze chwile. Po 35 latach wracają do studia nagrań!

To dopiero sensacja! Grupa ABBA, drugi po The Beatles najpopularniejszy zespół w historii muzyki rozrywkowej, po 35 latach wraca! Dwa nowe utwory, kompozycje męskiej części grupy - Benny’ego Anderssona (72) i Björna Ulvaeusa (73) mają być tegorocznym świątecznym prezentem dla fanów zespołu. A wciąż są ich miliony na całym świecie.

Reklama

ABBA to fenomen

Ostatni album "The Visitors" wydali 37 lat temu, a nadal sprzedają miliony płyt rocznie. Oparty na ich wielkich hitach musical "Mamma Mia!" od czasu premiery w 1999 roku, na londyńskim West Endzie, obejrzało ponad 54 miliony widzów. Nawet Madonna musiała błagać ich o zgodę na użycie sampla z "Gimme, Gimme, Gimme" w jej piosence "Hang Up". A muzeum zespołu w Sztokholmie cieszy się nie mniejszym powodzeniem niż galeria sztuki Nationalmuseum. Wszystko zmieniły wakacje na Cyprze.

Nadzieje fanów na reaktywację zespołu pojawiają się od lat, lecz dotąd kończyło się na pobożnych życzeniach. W roku 2000 proponowano im za trasę koncertową równy miliard dolarów, a oni... grzecznie odmówili. - Chcemy, żeby ludzie zapamiętali nas takimi, jakimi byliśmy - młodzi, pełni energii i ambicji - usprawiedliwiał decyzję Björn. Wyjątkowo niechętna reaktywacji miała być jego była żona, blondwłosa piękność grupy ABBA, Agnetha Fältskog (68), która "cieszy się" opinią samotnicy a za "rudą" Anni-Frid Lyngstad (72) nigdy nie przepadała.

Dwa lata temu zgodziła się jednak na spotkanie w "ABBA-gronie" i zaśpiewanie kilku piosenek na imprezie dla znajomych w Berns Hotel w Sztokholmie. Występ był kameralny, a i tak odbił się echem w wielu szwedzkich mediach. "Zrobili to z sentymentu. Chcieli świętować 50-lecie swojej znajomości" - pisano w dziennikach. A rzeczywiście jest co wspominać.

W 1970 roku dwie pary marzące o wielkiej światowej karierze muzycznej, Frida i Benny oraz Agnetha i Björn, wybrały się na wspólne wakacje na Cypr. Śpiewając w czwórkę "dla żartu" na plaży, zyskali aplauz przypadkowej publiczności - stacjonujących tam żołnierzy ONZ, którzy wciąż domagali się bisów. Szwedzi uznali to za dobry znak i postanowili stworzyć stały kwartet.

Pierwszy singiel "People Need Love" nagrali w 1972 roku a wydali jako "Björn & Benny, Agnetha & Anni-Frid". Nazwa była fatalna. Nie mając pomysłu, ogłosili konkurs w gazecie - wśród propozycji znalazły się "Alibaba", "FABB" i "Baba". ABBA była żartem ich menedżera Stiga Andersona. Pod tą marką działał szwedzki producent konserw rybnych, jednak nazwa pasowała do zespołu. ABBA to gra słów, pierwsze litery ich imion... Odkupili więc od potentata rybnego prawa do jej używania. Cena była wygórowana, ale spieszyli się, bo mieli gotowy zestaw piosenek.

W 1973 roku już jako ABBA nagrali płytę "Ring Ring", która przyniosła im popularność w całej Skandynawii. Prawdziwa ABBA-mania wybuchła jednak rok później, po wygranej festiwalu piosenki Eurowizji piosenką "Waterloo" (w 2005 roku została uznana za największy hit 50-lecia Eurowizji). Utwór trafił na czołówki list przebojów większości krajów Europy, a w USA dotarł do szóstego miejsca notowania Billboard Hot 100. Gdy w 1975 roku wydali swoją trzecią płytę "ABBA", byli już gwiazdami światowego formatu.

Gdy rok później prezentowali album "Arrival", z takimi hitami jak "Dancing Queen", "Money Money" i "Fernando", wszystkie stacje telewizyjne marzyły, by ABBA nagrała u nich choćby krótki recital. Proponowały wielkie pieniądze. W Polsce ABBA miała tylu fanów, że członkowie grupy zgodzili się do nas przyjechać... za darmo. Jesienią 1976 r. nagrali program dla "Studia 2". Do dziś to perła archiwów TVP.

Rozstanie było jedynym rozsądnym wyjściem

Szeroko komentowano "Scandi cool", czyli styl, w jakim ABBA prezentowała się na scenie. Był niewątpliwie zauważalny: buty na gigantycznych koturnach, cekinowe spodnie, białe kimona, kombinezony (np. z wyciętymi na brzuchu serduszkami), peleryny i boa... - Chyba nikt na scenie nie nosił się tak fatalnie jak my. Mówię szczerze: wyglądaliśmy, jakbyśmy byli nieźle stuknięci. Ale wiedzieliśmy, że ludzie nas zapamiętają - opowiadał Björn.

Firma "Abba" stała się jedną z najbardziej dochodowych firm w Szwecji. Muzycy byli milionerami, ale problemy osobiste sprawiły, że bogactwo przestało ich cieszyć. Agnetha i Björn, kiedyś zakochani w sobie mąż i żona, wciąż mieli o coś do siebie pretensje. Nawet dzieci Linda (45) i Christian (41) nie były w stanie osłabić ich wzajemnej niechęci. W 1979 roku sąd orzekł rozwód. Byli wolni.

Problemy zaczęły pojawiać się także w małżeństwie Fridy i Benny’ego. Zamiast radości śpiewania, ciągle były żale i napięcia. Niegdyś tak bliscy sobie ludzie uznali, że to nie ma sensu. "Po prostu mieli siebie serdecznie dosyć!" - piszą biografowie zespołu. W 1980 roku Björn poślubił, łudząco podobną do Agnethy, prezenterkę Lenę Källersjö. To był początek końca firmy ABBA. Agnetha nie umiała odnaleźć się w tej sytuacji. Wybrali się jednak w trasę koncertową po Japonii, ostatnią w historii grupy.

To była droga przez mękę. Menedżer pilnował, by czwórka nie przebywała w jednym pokoju, bo kończyło się to awanturami. "Bał się, że dziennikarze wszystko wytropią i będzie skandal" - piszą biografowie. Łudził się, że w grupie wrócą rodzinne klimaty z początków lat 70. ABBA wydała jeszcze dwie płyty - "Super Trouper" i "The Visitors", ale muzycy przy ich nagraniu spierali się już niemal o każdą nutę. W 1981 roku rozpadło się też małżeństwo Anderssonów.

Rok później ABBA ogłosiła przerwę w działalności. Był w tym jednak pewien smaczek. Wiedząc, że już nie nic nie nagrają, wydali piosenkę "Thank You For The Music" (Dziękujemy za muzykę).

Czas jednak leczy rany

Emocje opadły. Dziś każde z nich ma swoje życie. Agnetha po kolejnych dwóch nieudanych związkach żyje na wyspie Ekerö niedaleko Sztokholmu. Björn z Leną mają córki: Annę i Emmę. Benny odzyskał radość życia u boku żony Mony Norklitt, a Annifrid została księżną po poślubieniu księcia Heinricha Ruzzo Reuss von Plauen (zmarł w 1999 roku).

Życie rozdzieliło członków grupy, ale łączy ich miłość do muzyki. Panie nagrywały solowe płyty, panowie piszą musicale i muzykę filmową, nagrywają nowe utwory. W końcu nadszedł moment, by nagrać coś jako ABBA. Ich muzyka porywa kolejne pokolenia. Przetrwali próbę czasu. Ich przeboje okazały się odporne na jego upływ. Jak Elvisa Presleya i The Beatles...


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje