Reklama

Reklama

Mnie się to podoba

W telewizji pojawiła się na początku lat 90. Pracowała m.in. w TVP i w stacji TVN. W grudniu 2007 roku internauci wskazali ją jako ulubioną polską prezenterkę telewizyjną. Kinga Rusin w rozmowie z Hanną Krzyżanowską opowiada o przygodzie z programem "You can dance" i o swoich najbliższych planach.

Wie pani, że całkiem niedawno, dzięki badaniom firmy Pentagon-Research, została pani wybrana ulubioną prezenterką telewizyjną w Polsce? Jak się pani czuje jako ulubiona prezenterka?

Reklama

Kinga Rusin: Tak, pierwszy raz w życiu wygrałam taki sondaż. Często sprawdzam newsowe strony internetowe w ciągu dnia, żeby zobaczyć co się dzieje. Znalazłam to i było mi bardzo miło. To jest bardzo sympatyczne.
Dla mnie niesamowite jest również to, że program "You can dance" zajął trzecie miejsce wśród programów rozrywkowych. Uzyskał świetny wynik mimo tego, że to jest jego pierwszy sezon i pomimo tego, że jesteśmy emitowani w środy o 21:30, czyli o takiej porze niby prime time, ale dla bardzo wyselekcjonowanej grupy widzów. Mamy ogromną (w tej porze emisji) oglądalność i dla mnie jest to niesamowita historia, że wyprzedziliśmy nawet stałe pozycje i że zajęliśmy trzecie miejsce po programach, które od lat cieszą się ogromną popularnością, czyli po Szymonie ("Szymon Majewski Show" - red.) i po Kubie Wojewódzkim.
Bardzo się ucieszyłam. Dla kogoś kto pracuje - i nie pracuje tylko dla siebie - jest to ogromna frajda. Oczywiście dla własnej satysfakcji i dla dobrego własnego samopoczucia też to robię, bo robię to z sercem, ale przede wszystkim robię to dla widzów. To oni włączają telewizor, a nie ja siebie nagrywam na video. Więc jeżeli to, co robię, się podoba, to czego trzeba więcej? Pełnia szczęścia.
Nietrudno było zauważyć, że bardzo angażowała się pani podczas realizacji wszystkich etapów "You can dance". Były i wizyty na castingach i nawet łzy na wizji. Co jest takiego wyjątkowego w tym programie, że nawet prowadząca daje się ponieść emocjom?

Kinga Rusin: Miałam do wyboru różne role w tym programie. Mogłam po prostu prowadzić program na żywo i tyle. Natomiast wybrałam taką rolę rozszerzoną, ponieważ wydawało mi się, że akurat ten program, w którym uczestniczą ludzie niezwiązani do tej pory z branżą rozrywkową na takim polu (chodzi mi o telewizję, bo oczywiście część osób występowała wcześniej), wymaga od osoby prowadzącej większego zaangażowania. W programie "Taniec z gwiazdami" osoby występujące się zna, ma się do nich jakiś stosunek, wie się coś o nich. Ja chciałam wiedzieć o uczestnikach "You can dance" wszystko co jest możliwe i chciałam, aby w momencie kiedy oni wchodzą na scenę, już mieć jakieś wspomnienia i emocje, żeby to było żywe.

Dowiedz się więcej na temat: kosmetyki | Kinga Rusin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje