Modelek szuka na... przystankach

"Nigdy nie wiesz, kiedy i gdzie znajdziesz przyszłą gwiazdę" - mówi właścicielka czołowej polskiej agencji modelek Avant Models, Małgorzata Leitner.

Andrzej Grabarczuk: Przepraszam, czy też jesteś modelką?

Reklama

Małgorzata Leitner: - Kiedyś nią byłam. Szybko jednak założyłam własną agencję i od siedmiu lat zajmuję się karierami innych dziewczyn.

W przeszłości ktoś dał ci szansę. Teraz to ty możesz zrobić z anonimowej dziewczyny gwiazdę wybiegów. Jak polskie agencje radzą sobie z wyszukiwaniem nowych twarzy?

 - Myślę, że na rynku, który istnieje od dwudziestu lat, skauting jest nieźle rozwinięty i działa coraz lepiej. Czołowe agencje mają swoich ludzi, tzw. skautów, którzy zajmują wyszukiwaniem nowych twarzy. Organizują castingi w terenie, konkursy, w których biorą udział kandydatki na modelki. W Avant skautingiem zajmuje się Kasia Rykała. Spotyka się z kandydatkami i wymienia z nimi maile. Mimo że ostatecznie to ja zatwierdzam dziewczyny, które mają podpisać kontrakt, Kasia jest tą osobą, która mi je rekomenduje. Warto więc dobrze się prezentować od samego początku.

Dziewczyny marzące o karierze w modelingu same się do was zgłaszają, ale przecież musicie też wychodzić z biura, by znaleźć nowe twarze.

- Oczywiście, wychodzimy do dziewczyn. Nie siedzimy i nie czekamy, aż same przyjdą. Sama na początku "skautowałam" na ulicy. Pierwsze modelki, które trafiły do mojej agencji znajdowałam chociażby na przystanku autobusowym. Nigdy nie wiesz, kiedy i gdzie znajdziesz przyszłą gwiazdę. Często też podróżujemy. Jestem dumna z tego, że nie ograniczamy się tylko do Warszawy. 95 proc. moich podopiecznych jest spoza stolicy. Dużo dziewczyn trafia z polecenia naszych znajomych, gwiazd. Współpracujemy też firma Esotiq, która udostępnia butiki w bardzo atrakcyjnych miejscach, dokąd dziewczyny mogą się zgłosić. Tam robione są im zdjęcia, nie muszą od razu przyjeżdżać do Warszawy. Dział skautingu non stop organizuje castingi. Sama w ciągu ostatnich lat odwiedziłam wiele miast.

Jak dużo dziewczyn puka do twojej agencji? Ile z tych dziewczyn zostaje później przyjętych do agencji?

- Odzywa się do nas dużo dziewczyn. Niektóre piszą nawet za pośrednictwem Facebooka. Każda dostaje odpowiedź, czy to na "tak", czy na "nie". Kontrakty podpisujemy później z niewielkim odsetkiem modelek, ponieważ musimy się ograniczać. Mamy elitarne grono modelek, które otaczamy najlepszą opieką. Zachęcam mimo wszystko, aby dziewczyny pisały do nas i przychodziły na castingi. Często te, które były najmniej pewne siebie i najmniej spodziewały się, że będą mogły zrobić karierę, teraz są na okładkach "Vogue'a". Zdarza się też, że dziewczyny, które nie nadają się do bycia modelką na wybieg, mają potencjał do pracy w telewizji. Wtedy kierujemy je do agencji, które naszym zdaniem są godne polecenia. Tak, by ich talent się nie zmarnował.

Typ urody modelek zmienia się na przestrzeni ostatnich lat. Jakie dziewczyny są teraz najbardziej rozchwytywane?

- Do niedawna panowała era dziewczyn androgenicznych, którą zapoczątkowała Kate Moss. Były bardzo szczupłe, wręcz o chłopięcych sylwetkach. Takie modelki królowały na wybiegach i zgarniały największe kontrakty. W momencie, kiedy gospodarka ma się trochę gorzej, klienci zwracają się do dziewczyn o bardziej komercyjnej urodzie, pełniejszych kształtach i bardziej seksownych. Takich, które przypominają wyglądem supermodelki z lat 90. Obserwując branżę od lat 50., można zauważyć, że gdy tylko sprzedaż maleje, klienci są bardziej skłonni do zatrudniania klasycznych piękności typu Cindy Crawford czy Heidi Klum.

Czy możesz opowiedzieć trochę więcej o niecodziennych okolicznościach, w których odkrywała swoje modelki.

- Jedną z pierwszych spotkałam na przystanku w podwarszawskim Izabelinie. Dziewczyna wracała ze studniówki, a ja wracałam z lokalu wyborczego. Gdy tylko ją zobaczyłam, zatrzymałam samochód i podbiegłam do niej. Licealistka była trochę zmieszana, ale przyjęła wizytówkę. Zgłosiła się później do agencji i po pół roku była już w Japonii. Kolejną modelkę odkryłam na placu Konstytucji w Warszawie. Wracałam z uczelni. Obie się za sobą obejrzałyśmy. Spytałam ją: "Chcesz być modelką?". "Tak!" - odpowiedziała bez chwili zastanowienia. I tak zaczęła się jej kariera. Z kolei Angelika Kwiatkowska, która przyjechała z Włocławka z wycieczką klasową, została zauważona w centrum handlowym. Dzisiaj reklamuje Avon i Nivea. Mam w zanadrzu wiele takich fantastycznych historii.

Podobno z Zosią Nowak też wiąże się niesamowita historia.

- Zosia została wypatrzona na mszy w jednym z gnieźnieńskich kościołów. Na jednej była oglądana, a po drugiej odnaleźliśmy ją na Facebooku i zaprosiliśmy na spotkanie. Co jest niesamowite, Zosia nie była pewna, czy może być modelką. W tej chwili ma na koncie sesje dla najlepszych magazynów na świecie, w tym "Vogue", "Harper's Bazaar" i "Madame Figaro". Jednym słowem, nie znasz dnia ani godziny, gdy ktoś podejdzie do ciebie i zapyta, czy chciałabyś zostać modelką?

Jak odkryłaś swój największy skarb, Kasię Struss?

- Kasię zobaczyłam na jednym z castingów organizowanym przez zagraniczna firmę. Wtedy nie miałam ani biura, ani tak dobrze znanej agencji. Działałam bardziej jako menedżer. Bardzo uwierzyłam w nią, a ona we mnie. Do dzisiaj trzymamy się razem.

Małgorzata Leitner - właścicielka i założycielka agencji modelek Avant Models. Agentka top modelek, m.in. Joanny Krupy i Kasi Struss. Z wykształcenia ekonomistka. W przeszłości pracowała, jako modelka.


Dowiedz się więcej na temat: Monika Pietrasińska | moda | Dziewczyny | Kasia Struss

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje