Najsłynniejsze bale PRL-u

W sylwestra i podczas karnawału Polacy bawili się do rana, a imprez tanecznych organizowano znacznie więcej niż dzisiaj.

Najważniejsza impreza za rządów Bolesława Bieruta odbywała się w gmachu Politechniki Warszawskiej. Władza próbowała bratać się z ludem, więc na zachowanych zdjęciach możemy oglądać prezydenta tańczącego z przodownicami pracy czy też premiera Cyrankiewicza w objęciach urodziwych aktywistek.

Reklama

Władysław Gomułka przeniósł bal sylwestrowy do gmachu KC. Była to jedyny dzień w roku, gdy I sekretarz wyglądał na odprężonego, tańczył zresztą do upadłego. Po północy nadużywał alkoholu (lubił czystą "Wyborową"). Imprezę opuszczał z żoną dopiero o 6 rano.

Ciekawostka: w tamtych czasach nawet obowiązkowy toast telewizyjny spełniano wódką, a nie szampanem. Edward Gierek spędzał sylwestra w rządowych ośrodkach w Łańsku, Mucznem lub Arłamowie. Gospodynią była Stanisława Gierek, nie jest jednak prawdą, że przed balem odwiedzała fryzjera w Paryżu. Wprawdzie jeździła na zakupy do Wiednia, lecz w sprawach urodowych preferowała krajowych specjalistów.

W sylwestrową noc organizowano tysiące zabaw w całym kraju. W stolicy powodzeniem cieszyły się bale w Domu Dziennikarzy przy ul. Foksal, ale za najbardziej snobistyczne uchodziły imprezy w hotelach: Bristol, Europejskim, Victoria i Forum. Bawili się tam razem pisarze, aktorzy, przedstawiciele tzw. prywatnej inicjatywy oraz... luksusowe damy do towarzystwa.

W Bristolu impreza odbywała się w 4 salach restauracyjnych. Już przed północą następowała integracja biesiadników. Jak wspomina Janusz Głowacki, Zbigniew Cybulski głośno rozpaczał, że Andrzej Wajda przestał mu proponować role w filmach, a pisarz Jerzy Andrzejewski uwodził sławnych sportowców.

Najciekawsze imprezy studenckie organizowane były w klubie Stodoła i tradycyjnie na Politechnice, gdzie Nowy Rok witało ponad 3 tysiące uczestników. Do tańca grała orkiestra Zygmunta Karasińskiego, występowali aktorzy Jerzy Michotek i Zbigniew Niewiadomski. Wybierano tam Miss Balu, zaś na balu w Filharmonii - najpiękniejszą suknię wieczoru.

W połowie lat 70. pojawiła się oferta noworocznych rejsów na transatlantyku Stefan Batory. Statek płynął na Wyspy Kanaryjskie, była to kosztowna i luksusowa impreza. - Czasem zdarzały się skandale - wspomina pracownik obsługi. - Dobrze pamiętam, jak pewna atrakcyjna Szwedka wykonała przed północą strip-tease na stole. Z kolei inna skandynawska piękność udała się do kabiny w celu zmiany toalety, a na salę powróciła ubrana wyłącznie w eleganckie okulary...

Większość ludzi bawiło się jednak na balach w zakładach pracy, domach kultury i restauracjach. W wystroju dominowały serpentyny, kolorowe balony i ozdoby z folii aluminiowej. Biesiadnicy na parkiecie obsypywali się konfetti, a nastroju dodawały pulsujące światła - kolorofony. Nad przebiegiem imprez czuwali zawodowi wodzireje.

Sylwestrowe anegdoty przewijają się we wspomnieniach wielu VIP-ów z tamtych lat. Prezenterka Telewizji Polskiej, Krystyna Loska do dziś nie może zapomnieć, jak podczas toastu noworocznego na wizji kamerzysta przez nieuwagę pokazał telewidzom jej kapcie z różowym puszkiem. - Włożyłam je, bo zwykle kadrowano nas tylko od pasa w górę - wyjaśnia. - Chcieliśmy z kolegą dobrze wypaść, więc scenę wznoszenia toastu próbowaliśmy przed kamerą tak długo, aż zabrakło szampana. Kamerzysta, który też te próby z nami odbywał, lekko przysnął. Kamera zjechała mu w dół, pokazując moje kapcie i dżinsy Józka.

Znane osobistości częściej niż wielkie bale wspominają sylwestrowe prywatki. Na imprezie u scenograf Xymeny Zaniewskiej znany literat podczas tańca pochylił partnerkę tak nisko, że... stracił równowagę na śliskim parkiecie i rozbił nos. Oboje pojechali na pogotowie. Zaraz potem reżyserowi Jerzemu Gruzie coś wpadło do tchawicy i również trafił na ostry dyżur. Zaproszona na tę samą imprezę Szwedka tak się rozentuzjazmowała, że rozbiła głowę narzeczonej dyrektora festiwalu sopockiego, Ludwika Klekowa, o nisko zawieszoną belkę stropową. Ten zaś spadł ze schodów i uderzył głową o kaloryfer. Gruza uznał, że nad tą zabawą ciąży jakieś fatum i przeniósł się do znajomych, którzy zaadoptowali strych na ul. Grójeckiej.

Tam impreza zakończyła się pożarem i ucieczką biesiadników. Ale był też miły aspekt tego szalonego wieczoru: na prywatce u Zaniewskiej Jeremi Przybora zakochał się w Alicji Wirth. Później została jego trzecią żoną...

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje