Najszczęśliwsza para Hollywood

Dużo dzieci i właściwa kobieta u boku - to był pomysł Matta Damona na szczęśliwe życie. I wygląda na to, że aktor miał rację...

Był kwiecień 2003 roku. Matt Damon, "cudowny chłopiec" Hollywood, znajdował się u szczytu sławy. W ciągu 3 lat nakręcił kilkanaście filmów, zarobił miliony, a u jego boku pojawiały się najpiękniejsze aktorki - od Winony Ryder po Penelope Cruz. Tamtego dnia w Miami kręcił kolejny film.

Reklama

Wieczorem wpadł do baru. Do stolika podeszła kelnerka... Znajomi, którzy byli z Mattem tamtego dnia, wspominają, że widać było jak uderzył w niego piorun: "Nawet się do niej nie odezwał. Po prostu siedział i patrzył". A na pytania przyjaciół odpowiadał bez składu, jakby w ogóle nie słyszał rozmowy, która toczyła się przy stoliku.

Następnego dnia wrócił do tego baru sam. Dowiedział się, że dziewczyna ma na imię Luciana, pochodzi z Argentyny i ma 5-letnią córkę.

Naprawdę byliśmy „skazani na siebie”

Szybko zostali parą, ale nawet gdy Damon po zakończeniu zdjęć postanowił zabrać Lucianę do Nowego Jorku, nikt nie wróżył trwałości temu związkowi. Gwiazdor i kelnerka? To po prostu nie mogło się udać. Ale Matt wydawał się szczęśliwy. Mimo to znajomi przecierali oczy ze zdumienia, gdy okazało się, że po niespełna dwóch latach związku para wzięła skromny cichy ślub na Manhattanie.

Rok później urodziła się ich pierwsza córka Isabella, po kolejnych dwóch latach Gia, a potem Stella. Matt z każdym rokiem wydawał się bardziej zakochany. Zawsze twierdził, że stara się kierować swoim życiem, kiedy jednak opowiadał o Lucianie, całkiem serio twierdził, że to jakaś siła wyższa musiała skierować go do tamtego baru. I przypominał, że film, który wtedy kręcił, nosił tytuł "Skazani na siebie".

Dziewczyny robią ze mną, co chcą

"Kiedyś nie miałem życia poza filmem - mówi Matt. - Pracowałem całe dnie, chodziłem na siłownię, kładłem się spać. I tak w kółko. Teraz wszystko się zmieniło. Nie jestem tak stuknięty jak większość hollywoodzkich gwiazd. Naprawdę nie wiem dlaczego. Może dlatego, że ożeniłem się z właściwą kobietą?". Mówi, że odkąd spotkał Lucianę, jego świat kręci się wokół "czterech najważniejszych kobiet jego życia".

Młodsze dziewczynki często zabiera na spacery i plac zabaw. To on na ogół chodzi też na wywiadówki Alexy, córki Luciany, którą traktuje jakby była jego dzieckiem. Jedyne, co można mu zarzucić jako ojcu, to... zbytnia pobłażliwość wobec dzieci.

"Czasem kładę się spać lekko zdruzgotany myśląc, że dzisiaj poniosłem porażkę na całej linii - opowiada. - I pewnie każdy rodzic doskonale rozumie, co mam na myśli. A moje dziewczyny wiedzą, że owinęły mnie sobie dookoła palca".

Przez te wszystkie lata Matt żałował tylko jednego - że w bajkowej historii ich miłości zabrakło jednego elementu - bajkowego ślubu. Nie pojechali nawet w podróż poślubną, bo Matt kręcił wtedy film za filmem.

Postanowił więc to naprawić - wynajął karaibską wyspę, sprosił gości i odnowili z Lucianą przysięgę małżeńską. Jak mówi, z okazji ślubu zdobył się też na poświęcenie. Skoro Luciana jest jego lepszą połową, to on obiecał, że po ślubie odda jej lepszą połowę małżeńskiego łóżka - tę od okna...

Joanna Kadej-Krzyczkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje