Reklama

Reklama

Nie idźcie tą drogą!

Jej się udało! Została gwiazdą w Ameryce. Ale ostrzega, że na młode dziewczyny w świecie show-biznesu czyha wiele niebezpieczeństw...

Joannie Krupie (33) znów jest głośno! Modelka została oskarżona o bycie luksusową call-girl. Zawrzało nie tylko za Oceanem, ale także w Polsce. Skąd wzięły się takie oskarżenia? Dlaczego ktoś chce zniszczyć jej reputację? Tylko SHOW udało się namówić gwiazdę "Top Model" na wyjaśnienia.

Reklama

W szczerej rozmowie Joanna mówi wprost, że sukces, jaki właśnie osiągnęła, ma swoją cenę. I to bardzo wysoką! "Kiedy stajesz się sławna, natychmiast pojawia się ktoś, kto chce cię wykorzystać", mówi SHOW modelka. Sama boleśnie się o tym przekonała.

Kilka tygodni po emisji pierwszego odcinka jej reality show "Dżoana i jej przyjaciółki z Miami", pojawili się ludzie, którzy próbowali wypromować się na jej nazwisku. Najpierw założyciel amerykańskiego plotkarskiego portalu Thedirty.com, Nick Richie, napisał, że zanim Joanna zyskała sławę, trudniła się najstarszym zawodem świata. "Za noc życzyła sobie 10 tysięcy dolarów", dodał.

Joanna natychmiast skontaktowała się z prawnikiem. Obraźliwy tekst zniknął z bloga Richiego już następnego dnia. Ale niesmak pozostał. Wkrótce do mediów zgłosił się inny "znajomy" modelki. Producent filmów erotycznych, Joe Francis, pochwalił się, że romansował zarówno z Joanną jak i jej siostrą Martą. I że to właśnie znajomości z nim Krupa zawdzięcza karierę.

Tym razem Joanna nie zareagowała. "Nie chciałam z nim dyskutować. Przecież gdybym zaprzeczała, to tak, jakbym się przyznała", tłumaczy. Zresztą, jak mówi, Joe Francis już kiedyś próbował jej zaszkodzić. "Zrobił mi to samo w 2006 roku. Podczas mojej sesji zdjęciowej dla jednego z magazynów, powiedział w obecności mojego ówczesnego chłopaka, że spał ze mną i moją siostrą. To oczywiście była bzdura! A teraz, kiedy stał się najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Hollywood i nikt się nim nie interesuje, postanowił dzięki mnie znów mieć swoje pięć minut. Atakując, próbuje zwrócić na siebie uwagę", mówi rozgoryczona modelka.

Joanna twierdzi, że takie sytuacje są na porządku dziennym w show-biznesie: "Dziś już wiem, że taka jest cena popularności. Albo będziesz to znosić z podniesioną głową, albo cię wykończy. Kiedyś bardziej przejmowałam się wymyślonymi na mój temat historiami i było mi przykro. Najważniejsze, że moja rodzina i mój ukochany znają prawdę. Dziś tylko to się dla mnie liczy", dodaje modelka.

Joanna tłumaczy też SHOW, że nie chce iść na wojnę za każdym razem, gdy ktoś ją obrazi. "Tak działa show-biznes", mówi. Tłumaczy, że seksafery są dziś na topie. Seks dobrze się sprzedaje i wszyscy o tym wiedzą. W Hollywood setki dziewczyn próbuje się w ten sposób wypromować. Nagie zdjęcia w internecie, pikantny film, który "wyciekł" z domowego archiwum albo romans z bogatym producentem, to dziś najszybsza droga na sam szczyt. Joanna postanowiła zrobić karierę w inny sposób. Ale przyznaje, że i ona dostawała kilka razy niemoralne propozycje.

"Bywało, że producenci filmowi obiecywali, że jeśli pójdę z nimi do łóżka, zostanę gwiazdą. Nigdy nie skorzystałam", podkreśla. "Kiedyś zadzwonił do mnie Adam Levine, wokalista zespołu Maroon 5 (autor przeboju "Moves Like Jagger" - przyp. red.). Zaproponował mi udział w teledysku do utworu »Wake Up Call«. Szczegóły chciał omówić przy kolacji... Okazało się, że miałam z nim zagrać sceny seksu. Nie chciałam", dodaje. 

Polka przyznaje też, że wielokrotnie zdarzało się jej być zapraszaną na randki z podstarzałymi producentami. Zawsze jednak mówiła w takich sytuacjach "nie". Nie nagrała też sekstaśmy, a właśnie takie "produkcje" zapewniły sławę Paris Hilton i Kim Kardashian. "Nie chciałam iść »łatwą« drogą", śmieje się dziś Joanna. I dodaje: "Każdy znajduje swój sposób na karierę. Nie oceniam Kim i Paris, chociaż sama nigdy czegoś takiego bym nie zrobiła. Nie używałam i nie używam seksu jako trampoliny do kariery, choć Kim i jej rodzina zbili fortunę na jej sekstaśmie. Dzięki niej zostali Hollywood royality (hollywoodzką rodziną królewską, przyp. red.)", śmieje się modelka.

Na zarzuty, że sama w swoim reality show pokazuje intymne randki z Romainem, gorące sesje zdjęciowe i karczemne awantury z siostrą, odpowiada twardo: "Jest różnica między sekstaśmą, a telewizyjnym reality show!". I dodaje: "Program, taki jak mój, to właśnie jest dobra droga do sławy. Przecież w USA wszyscy to oglądają! Takie talent shows jak »Idol« odeszły w zapomnienie. Teraz reality shows są na topie! Jestem pewna, że do Polski też niedługo to przyjdzie", mówi.

Na razie "Dżoana i jej przyjaciółki z Miami" przecierają szlaki na TVN Style. Ich przygody śledzi kilkanaście tysięcy widzów. W USA na kanale rozrywkowym "Bravo" naszej Joannie kibicują blisko dwa miliony! Podobno perypetie Joanny śledzą m.in. Lady Gaga i Naomi Campbell. O takim sukcesie Krupa marzyła od lat. Choć przyznaje, że jej początki w zawodzie nie były łatwe...

Pracując przez kilka lat jako modelka, poznała ciemne strony tego kolorowego świata. "Kiedy dziesięć lat temu zaczynałam, miałam dużo szczęścia, że nie trafiłam na »Hollywood trap«", wyznaje. W amerykańskim show-biznesie tak nazywa się oszustów, którzy chcą nabrać i wykorzystać młode ładne dziewczyny. "Szybko poznałam świetną menedżerkę, która trzymała mnie z dala od całego zła. Dzięki niej nie musiałam, jak inne dziewczyny, mieć z takimi ludźmi do czynienia", tłumaczy Joanna.

Jeśli już trafiali się natręci, celebrytka wiedziała, jak sobie z nimi radzić. Pytana o słynne imprezy na jachcie, organizowane przez popularną stację telewizyjną Fashion TV, mówi zdecydowanie: "Ja nigdy w nich nie brałam udziału". Ale zdradza, że w takich przyjęciach uczestniczyło wiele znanych obecnie modelek... Młode dziewczyny liczą na to, że poznani na branżowych przyjęciach mężczyźni zrobią z nich supermodelki. Bywa, że na taką imprezę przychodzą w samym tylko bikini...

Joanna stawia sprawę jasno: "To nie prowadzi do sukcesu. Nie idźcie tą drogą! To jest brudny świat, pełen dwulicowych ludzi, którzy próbują wykorzystać Kendra Wilkinson naiwne i niewinne osoby. W tym środowisku nie ufaj nikomu poza swoim agentem i rodzicami - jedynymi osobami, które naprawdę dobrze ci życzą".

Krupa w rozmowie z SHOW stwierdza wprost, że w środowisku modelek poza "niemoralnymi propozycjami", największym kłopotem są narkotyki. "To jest problem numer jeden! Sama nigdy w życiu ich nie próbowałam, ale wiele osób to robi. Dziewczyny, jak wiadomo, muszą być superszczupłe, wręcz anorektyczne. A narkotyki niestety im w tym pomagają. Sprawiają, że nie odczuwa się głodu. To dlatego decydują się je brać. To tragiczne", mówi.

Joanna na własne oczy widziała, jak zdeterminowane dziewczyny, marzące o karierze, godziły się na wszystko. Sama jest jednak najlepszym przykładem na to, że można osiągnąć wiele bez "dodatkowego wsparcia".

Dziś Joanna może z czystym sumieniem powiedzieć, że wybrała dobrą drogę. "Bo trzeba wiedzieć, że oprócz tych złych rzeczy, modeling ma też dobre strony. Jest fantastyczną szansą dla młodych dziewczyn na zmianę dotychczasowego życia. Jako modelki mają okazję podróżować i poznawać świat. Co Joanna radzi dziewczynom, które dopiero zaczynają w show-biznesie? "Daj sobie szansę, uwierz w siebie, wyślij zdjęcia do dobrej agencji. I staraj się z całych sił, bo przecież nikt nie urodził się sławny. Takie supermodelki jak Gisele Bündchen czy Cindy Crawford ciężko pracowały na sukces. W mojej agencji Avant Models są piękne i rozchwytywane dziś dziewczyny. Kasia Struss czy Louise Pedersen przeszły długą drogę, zanim agent je zauważył. Trzeba próbować i walczyć o swoje marzenia".

I dodaje: "Warunek jest jeden - trzeba szanować siebie".

Justyna Kasprzak

SHOW 24/2012

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Krupa | Top model. Zostań modelką | modeling

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje