Reklama

Reklama

Pan Bóg przymknie oko

O krewetkach na wigilijnym stole, świątecznych wyprawach do kina, niechęci do karpia w galarecie oraz góralskich weselach opowiada Paolo Cozza.

6 grudnia był u ciebie Święty Mikołaj?

Reklama

Niestety, nie! We Włoszech dostajemy prezenty dopiero w Wigilię.

Ale przecież mieszkasz w Polsce. No i masz polską narzeczoną. Mogła cię nauczyć...

Łączymy tradycje, żeby jak najwięcej świętować. Ale najwyraźniej mam jeszcze zaległości (śmiech).

Gdzie spędzisz święta?

Obowiązkowo we Włoszech, jak zwykle zresztą. Z moją mamą nie ma dyskusji!

Wieziesz jakieś polskie potrawy na włoską Wigilię?

Nie, tam jest tyle jedzenia, że to nie miałoby sensu!

Mama nie jest ciekawa tradycji kraju narzeczonej?

Jest tradycjonalistką. Nigdy nawet nie była w Polsce. Raz tylko chciała zobaczyć nagranie z programu, w którym występuję. Zdobyłem kasetę i musiałem wszystko tłumaczyć. Mama złapała się za głowę: to ty takie głupoty w telewizji wygadujesz?

A nauczyłeś przynajmniej włoską rodzinę mówić: wszystkiego najlepszego z okazji świąt?

Nie, to dla nich zbyt trudne. To zdanie jest za bardzo "szeleszczące"...

Tobie przecież nauczenie się polskiego nie sprawiło problemów...

Ale ja tu mieszkam. Zresztą miałem kilka wpadek. Na początku powiedziałem klientowi, że sprzedaję takie "duperele do samochodu". Tak mówili nasi mechanicy, myślałem, że to dobrze.

Próbowałeś kiedyś tradycyjnych świątecznych dań polskich? Na przykład karpia w galarecie...

Prawdę powiedziawszy, nie przepadam za karpiem w galarecie.

Co takiego jada się we Włoszech podczas świąt?

Nie ma tradycyjnego zestawu wigilijnych potraw, jak to jest w Polsce. Włochy podzielone są na miasta, regiony... Wszędzie jada się co innego. Może tylko ciasto peanettone, które narodziło się w Mediolanie i rozpowszechniło w całym kraju. To rodzaj babki z rodzynkami. Ja mam dobrze, bo członkowie mojej rodziny pochodzą z różnych stron, więc i jedzenie jest różnorodne.

Jak wygląda wasza Wigilia?

Wigilia jest kolacją na ponad 20 osób. Do stołu zasiadamy ok. 21.00...

To dość późno, długo po pierwszej gwiazdce.

Nie wpatrujemy się w gwiazdy, zawsze zresztą późno siadamy do stołu, z okazji Wigilii nie robimy wyjątku. Na początek otwieramy najlepszego szampana. Oczywiście, nie francuskiego! Doskonałego włoskiego szampana. Potem jest dużo przystawek: krewetki, parmezan, wędliny...

W Polsce raczej nie jemy mięsa w Wigilię...

My podajemy same najlepsze rzeczy, takie, których nie je się na co dzień, choć oczywiście w niektórych rodzinach się pości. Większość Włochów tłumaczy sobie jednak tak: od święta jemy to, co najlepsze, pan Bóg na pewno to zrozumie i przymknie oko. Taka jest właśnie nasza religijność. O, przypomniało mi się: coś jednak przywożę z Polski. Kawior! Po przystawkach jest pierwsze danie, najczęściej w trzech, czterech wersjach. Wśród nich obowiązkowy rosół. Potem mięsa, makarony, słodycze. Nie ma nic w galarecie, brrr... A potem jemy, krzyczymy, śpiewamy, dzieciaki biegają i rozwalają wszystko, co się da.

Dowiedz się więcej na temat: Włosi | święta | Bóg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje