Reklama

Reklama

Patricia Kazadi: Bez obaw, wciąż śpiewam

Od niedawna brawurowo prowadzi program "X Factor" w TVN. Jej fani jednak nie mogą się doczekać od dawna zapowiadanej płyty. Mamy dobrą wiadomość!

Jako prowadząca "X Factor" radzi sobie równie dobrze, a według niektórych nawet lepiej niż poprzedni prowadzący - gwiazdor TVN 24 Jarosław Kuźniar. Po długim pobycie w Los Angeles zyskała swobodę, dystans do siebie i swojej pracy. To widać na ekranie. Jej kariera nabiera tempa, wreszcie udaje jej się realizować marzenia.

Reklama

Anna Gromnicka: Na planie "X-Factora" spędzasz większą część dnia. A miałaś już nie pracować tak dużo.

Patricia Kazadi: - To prawda i tak jest. Rok temu zmieniłam podejście do pracy. Pewnego dnia obudziłam się, rozejrzałam wokół i zrozumiałam, że nie mam nic stałego. Praca? Wiadomo - raz jest, raz jej nie ma. A to, co najważniejsze w życiu? Dla mnie to rodzina i przyjaciele. No i miłość. Rok temu poczułam, że w głębi duszy nie jestem szczęśliwa. Zobaczyłam, że niewiele rzeczy robię dla siebie, za to wiele dla innych - najczęściej dla osób związanych z moją pracą. W lustrze zobaczyłam zapracowaną dziewczynę bez cienia uśmiechu. A przecież przedtem zawsze chciałam uprawiać kick boxing, medytować, pojechać do Tybetu! Na postanowieniach się kończyło.

Tylko z braku czasu?

- Nie tylko, bo sporo zmieniło się w moim życiu prywatnym. Te zmiany niekoniecznie były dla mnie dobre. Wtedy też miała ukazać się moja płyta. Nie udało się. Byłam w ślepej uliczce. "Co teraz?" - pytałam siebie? I szybko sobie odpowiedziałam: "Wyjeżdżam do Los Angeles!". Ze świadomością, że nie jadę tam do pracy, tylko żeby odpocząć w słońcu i wśród przyjaciół.

Spędziłaś tam kilka miesięcy. Teraz regularnie wracasz. Jak wygląda twoje życie w LA?

- Wstaję o ósmej rano, gdy miasto jest już na nogach. Patrzę na nie z okien mojego mieszkania i widzę ludzi spieszących do pracy czy uprawiających jogging. Tam czuję pęd życia, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to mnie motywuje. Chodzę na basen, na plażę, spaceruję, podziwiam piękne kalifornijskie widoki. Spotykam się z przyjaciółmi, trochę imprezuję. W wakacje chodziłam na zajęcia z psychologii improwizacji - czuję, że to przyda mi się podczas programów na żywo w "X Factor".

Zmieniłaś też podejście do życia?

- Spodobał mi się kalifornijski zdrowy, aktywny styl, poszukiwanie wewnętrznej harmonii, doskonalenie się. Amerykanie są bardzo nastawieni na siebie i na własny rozwój. Podoba mi się też amerykańskie podejście do kariery: nigdy nie wolno się poddawać i trzeba realizować swoje marzenia. Na przykład: 35-letni urzędnik wstaje rano z myślą: "Od dziś będę muzykiem jazzowym". I robi wszystko, żeby tak się stało - uczy się gry na gitarze, potem organizuje zespół. Nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby go krytykować. Ludzie robią to, na co mają ochotę, i jeśli wykazują maksimum zaangażowania, to wszyscy wokół tylko im kibicują. Nieistotne, ile masz lat, skąd pochodzisz, czy jesteś biedny, czy bogaty. Wierzą w to, że wystarczy robić to, co kochają, a sukces sam przyjdzie. Czasem tym sukcesem jest po prostu dobre życie i spełnione marzenia. Czas w Los Angeles dodaje mi energii. Teraz potrafię zachować balans między pracą a odpoczynkiem.

Jak ci się to udaje?

- Połowę czasu poświęcam na życie prywatne, a drugą połowę - na pracę. Moje zarobki na tym ucierpiały, ale jestem szczęśliwsza. Mam czas, by pójść do kina, spędzić wieczór pod kocem, oglądając romantyczne komedie. Lubię weekendowe wyjazdy z przyjaciółmi na deskę nad morze.

Czy jest coś, co przeniosłabyś z Polski do Ameryki?

- Dobroduszność, otwartość i ciepło rodzinne. Może dlatego, że jestem typem osoby, który prędzej zadba o innych niż o siebie? Gdy mam wybór: ja czy rodzina, to bliskim oddam ostatnią koszulę, żeby tylko się lepiej poczuli. Nie przeszkadza mi, że będę na ostatniej pozycji, dopóki mam moich najbliższych i oni są szczęśliwi. Tego rodzaju więzi brakuje mi w Ameryce.

Czy dlatego nie chciałaś tam robić kariery?

- Nie znoszę charakterystycznej dla tego rynku atmosfery współzawodnictwa. Chyba nie umiałabym się odnaleźć w warunkach skrajnej konkurencji. Nigdy sobie dobrze z tym nie radziłam. Nawet na planie "Tańca z gwiazdami" i "Jak oni śpiewają" nie czułam się do końca komfortowo. Ja lubię spokój, pozytywną energię. Ogromnie sobie cenię prywatność i własne, ciche gniazdko. Cóż, w sumie chyba mam wielkie szczęście, że mam pracę w Polsce.

 Rok temu nie ukazała się twoja płyta, o której marzyłaś. Wrócisz do muzycznych planów?

- Już niedługo wychodzi mój nowy singiel, a płyta zaraz po nim. Już mam pomysł na kolejną, ale wszystko w swoim czasie. Na razie mogę w pełni oddać się programowi "X Factor". Jest singiel, płyta. A potem? Kto wie...

Dowiedz się więcej na temat: Patricia Kazadi | gwiazda | wywiady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje